1983 cz.2

14 lipca 1983, czwartek

Obudziłem się nagle i spojrzałem z wyrzutem na sowiecki budzik, tykający jak traktor. Ale to nie była jego wina – wskazywał kilka minut po czwartej rano, za oknem było już w miarę jasno, ale docierało do mnie, że to nie jego tykanie mnie obudziło. Po chwili ponownie usłyszałem winowajcę mojej pobudki – siedział na parapecie i gruchał. „Cholery można dostać” – pomyślałem i popatrzyłem na Gosię. Spała spokojnie na brzuchu przykryta kołdrą na wysokości pupy - mogłem więc popatrzeć na jej wystające spod ciała piersi przypominające całkiem niedawne wydarzenia. Cholerny gołąb gruchał nadal, wstałem więc cichutko i ruszyłem firaną – odleciał. „Pieprzone ptaszysko” – pomyślałem wsuwając się delikatnie pod kołdrę. Nie chciałem Gosi obudzić, ale jednak otworzyła oczy. Spojrzała na tykającego potwora z blachy pancernej i wzdychając spytała:
- Gołębie?
- Yhmm.
- France jedne. Też mnie budzą – mruknęła.
Leżeliśmy chwilę próbując zasnąć, ale Gosia nagle usiadła i powiedziała:
- Szlag by je trafił.
Dotknąłem ręką jej pleców i pogładziłem powoli. Odwróciła się do
mnie z uśmiechem:
- Dwie godziny spania diabli wzięli, co robimy? – spytała.
- Jak to, co? Usiądź mi na twarzy – powiedziałem patrząc Gosi w oczy.
Gosia bez słowa się podniosła i klęknęła nad moją twarzą.
- Myślałaś kiedyś o takiej pozycji? – spytałem.
- Tak, bardzo... – odpowiedziała natychmiast i obniżyła biodra.
Poczułem jej futerko, cudnie pachnące nocą i resztką nocnego soczku, ocierające się o moją brodę, a po chwili trafiające na moje usta. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem, ale zanim zdążyłem wymyślić coś, co by pasowało do nastroju sytuacji i go nie zburzyło, oparła się dłońmi o ścianę i powoli celowała w mój wystawiony język. Zagłębiłem się językiem w jej słodkiej pochwie pachnącej podnieceniem sprzed kilku godzin. Zresztą byłem pełen podziwu dla okazanej teraz przez Gosię bezpośredniości oraz imponował mi jej brak fałszywego zawstydzenia. Po kilkunastu sekundach poczułem wypływający świeży soczek, zalewający mi usta, i usłyszałem początek westchnień. Czułem, że uda dotykające moich policzków zaczynają drżeć. „Ależ jest podniecona” – pomyślałem i, w miarę pozwalających możliwości, zacząłem wsuwać język do pochwy i ssać rosnącą łechtaczkę przy jego wyciąganiu. Po kilku minutach zalewał mnie soczek wypływający z Gosi, usłyszałem też głośne jęki rosnące aż do tłumionego krzyku. Mój członek też zaczął rosnąć, ale bardziej byłem zajęty zlizywaniem słodkości coraz obficiej wypływających z pochwy nad moimi ustami i ssaniem czerwonej i nabrzmiałej łechtaczki wpychanej mi do buzi. Po kilku orgazmach Gosia zsunęła się dotykając futerkiem mojego krocza i pocałowała mnie. To był strasznie długi pocałunek, podczas którego ocierała się bez pamięci swoim wzgórkiem o mojego członka, aż do długiego dreszczu, po którym znieruchomiała. Po kilkunastu sekundach wsunęła go sobie do pochwy, a ja usiadłem wiedząc, że w tej pozycji dłużej wytrzymam.
- Zerżnij mnie tak, żebym czuła to do końca dnia – powiedziała bezwstydnie robiąc biodrami kilka okrężnych ruchów.
Kochaliśmy się w ten sposób kilkadziesiąt minut, a Gosia przeżywała jeden orgazm za drugim, w czasie których zaciskała zęby na moim ramieniu. To powodowało, że jej krzyki były cichutkie, ale też lekki ból w przygryzanym ramieniu tak mnie skutecznie rozpraszał, iż nie musiałem się przejmować, że za szybko skończę. Na członku czułem serię niekończących się skurczy obejmujących go w najróżniejszych miejscach podczas gdy zaciskałem i puszczałem jej pośladki. Gosia nagle podniosła biodra, całe jej ciało drżało przy wysuwaniu się członka, a ona jęcząc i tuląc moją głowę do swoich piersi powiedziała:
- Jaaa...ki piękny po...czątek dnia.
Chwilę oddychała głęboko i włożyła z powrotem mojego członka do pochwy – zadrżała znowu.
- Skończ – szepnęła mi do ucha.
Wystarczyło kilka jej ruchów biodrami i podrapań na plecach abym
wystrzelił w nią, liżąc jej szyję. Zamarliśmy wtuleni w siebie mocno. Gosia drżała jeszcze chwilę a po chwili wstała i klęknęła między moimi udami.
- Muszę mu podziękować – wytłumaczyła się i pocałowała mojego członka kilka razy z każdej strony, aby na koniec w całości wziąć go do ust i oblizać go ze swojego soczku i mojej spermy.
- Ależ jest słodki – powiedziała na koniec i wstała.
Jej futerko znalazło się na wysokości moich oczu, więc od razu
przygarnąłem Gosię do siebie.
- To ja też jej podziękuję – powiedziałem przywierając ustami do wilgotnej kępy.
Nie bardzo mi się chciało zagłębiać niżej ze względu na to, co zostawiłem w Gosi, więc poprzestałem na wylizaniu z soczku tylko górnej części futerka. Gosia stojąc nade mną wplatała mi palce we włosy. Po chwili delikatnie i powoli się uwolniła z mojego objęcia.
- Idę siku i pod prysznic – powiedziała i wyszła.
Położyłem się na plecach w poprzek kanapy z nogami na podłodze,
rozszerzyłem ramiona i, tak sobie leżąc, gapiłem się szczęśliwy w sufit wsłuchując się przy okazji w dźwięki dochodzące najpierw z ubikacji, a później z łazienki. Leżałem i zaczęło powoli do mnie docierać to, co się stało wczoraj i trwa do dzisiaj. Przy tych przemyśleniach poczułem, że oddech wydaje mi się głębszy i swobodniejszy. Tak musieli czuć się uciekinierzy, leżąc na kwiecistej łące i gapiąc się w błękit nieba, , kiedy udało się im zwiać z jakiegoś więzienia – chociaż przez chwilę musieli czuć ten cud wolności – przyszło mi nagle do głowy. Zdecydowanie poczucie jakiegoś wielkiego uwolnienia zaczęło we mnie dominować. Gosia dość długo nie wychodziła, więc wstałem, szerzej uchyliłem drzwi balkonowe i przez firanę popatrzyłem na budzące się miasto, wdychając wpadającą do pokoju świeżą radość pierwszego prawdziwego poranka w życiu. Zapaliłem papierosa i, delektując się nim, jakbym miesiąc nie palił, czekałem na koniec kąpieli Gosi.
„Wpół do szóstej” – pomyślałem po zerknięciu na budzik i usłyszałem otwierane drzwi od łazienki. Gosia weszła do pokoju w samym tylko ręczniku zawiniętym na głowie trzymając go oburącz. Zatkało mnie od tego widoku, ale powiedziałem:
- Gosia, wiesz, co mi się przytrafiło? – spytałem.
- Co?
- Szczęśliwy po prostu jestem – odpowiedziałem – a tu jeszcze takie widoki wychodzą z łazienki – dokończyłem obejmując ją za biodra.
- Też jestem szczęśliwa – odpowiedziała z wyraźną radością w głosie – a tu jeszcze takie widoki czekają na mnie w pokoju – dokończyła z uśmiechem.
To mi przypomniało, że też jestem goły i chyba szybko się z tym oswajam, skoro
już przestałem zwracać przy Gosi na to uwagę. Pocałowałem ją i poszedłem się wykąpać. W drzwiach łazienki przypomniałem sobie, że najpierw ubikacja, a później prysznic.
Wykąpałem się szybko, ponieważ pod prysznicem dotarło do mnie nagle, że Gosia musi iść do pracy i pewnie ją zadziwię, jeśli to ja zrobię śniadanie. Podczas mojego wycierania się do łazienki weszła Gosia, zdejmując z głowy ręcznik, powiedziała:
- Muszę je wysuszyć i uczesać, nie przejmujesz się chyba?
- Ja?? Mam się przejmować tym, że piękna i naga kobieta weszła mi do łazienki??
- Tyyy... – powiedziała z udawaną naganą w głosie i wzięła do ręki mojego członka – kociątko zaczęło uwodzić starszą panią?
- Tak..., z całą świadomością. Tylko, że nie starszą panią, a piękną kobietę.
- Powiedz mi jeszcze raz: czy ja się tobie naprawdę podobam?
- Gosia, co cię tak wzięło? Przecież wiesz, że potwornie.
- Bo przecież mogłabym być twoją matką – powiedziała.
- Ale nie jesteś. Czy na dodatek nie możesz być bardzo ładna?
- Ale czy dla ciebie jestem, czy to tylko takie gadanie, żebym nie gadała? Wiesz..., w moim wieku trudno uwierzyć w kity o pięknie.
Wyszedłem z wanny i Gosia się od razu do mnie przytuliła z buczącą
suszarką w ręce.
- Sama doskonale wiesz, że jesteś piękna, poza tym kocham cię i wcale nie myślę teraz o jakimś wpływie więzów.
- Ja też kocham cię, jak faceta, nie jak bratanka – nie wytrzymam dzisiaj tego strasznego oczekiwania na kolejne słodkie grzeszenie, którego wcale nie żałuję.
- To zupełnie tak, jak ja – pocałowałem ją w pierś i wyszedłem do kuchni.
Otworzyłem lodówkę i sprawdziłem czy jest masło i może jeszcze coś.
Pięknie! Zupełnie, jak u mnie w lodówce, kiedy zostawałem sam na kilka dni. Rozśmieszyło mnie, nieznane dotąd, oblicze Gosi. Bardzo praktyczna – nie ma nic, co nie byłoby jej potrzebne. Nie robi sobie śniadań, więc nie ma masła – proste i zrozumiałe dla każdego faceta. Za to ma barek pełen flaszek, z których wychodzą dobre drinki – przypomniałem sobie, myśląc o Gosi z uznaniem. Wszedłem do pokoju – za dwie szósta – zdążyłem zarejestrować godzinę i podniosłem z podłogi koszulkę. Stwierdziłem, że poprzedniego dnia nie miałem jej w sumie na sobie zbyt długo, więc dzisiaj jeszcze obleci, a te kilka zmiętoszeń się rozprostuje zanim ktoś je zauważy. Założyłem wiec koszulkę, a nad poplamionymi wczoraj majtkami zawahałem się dłużej. Postanowiłem wyjąć z plecaka nowe. Ubrałem się szybko, wziąłem klucze z ławy. Trzydziestoletnią, skórzaną portmonetkę w kształcie podkowy, odziedziczoną po ojcu, czułem w kieszeni i zawołałem przez drzwi łazienki:
- Wychodzę na chwilę.
Nie słyszała, chyba z powodu dźwięku suszarki do włosów. Zbiegłem po
schodach jak niesiony wiatrem, przebiegłem obok kilku drzewek, które sprawiały wrażenie, że robią mi specjalne przejście i wparowałem do sklepu pod blokiem otwartego minutę wcześniej. Kupiłem dziesięć bułek, masło, żółty ser, dwa pomidory i szczypiorek. Czułem przy tym na sobie dziwny wzrok sprzedawczyni – „Co? Wolnego człowieka nie widziałaś?” – zagaiłem do niej w myślach. Pędem wróciłem do mieszkania Gosi – jeszcze była w łazience. Suszarki nie słyszałem więc chyba się czesała.
Rozłożyłem bułki na stole, migiem wstawiłem czajnik na gaz i zacząłem robić kanapki. Rozkroiłem siedem bułek szybko obliczając w swym zdyszany, ile będzie potrzebnych, posmarowałem masłem, pokroiłem krzywo żółty ser i takie krzywe plastry poukładałem na bułkach. Z pomidorami nie było tak łatwo jak z serem, więc plasterki wyszły jeszcze gorzej, ale posypanie tego wszystkiego szczypiorkiem zakryło wszelkie niedociągnięcia. Za plecami woda gotowała się w czajniku, więc szybko wsypałem herbatę do szklanek i zalałem wrzątkiem. „Uff. Zdążyłem. Co można tyle czasu robić w łazience?” – zastanowiłem się chwilę i zacząłem szukać soli. Gosia wyszła z łazienki
i stanęła nago w drzwiach do kuchni.
- Kociątko moje... – przerwała na widok gotowego śniadania – to już tak zawsze będzie? – spytała zdziwiona – jak ty to zdążyłeś zrobić?
- Jakoś zdążyłem – odpowiedziałem i spostrzegłem, że na głowie ma zrobionego „diabła”, tylko znacznie staranniej – pięknie wyglądasz – powiedziałem zapatrzony w kosmyki wychodzące niby niesfornie na wszystkie strony spod wielkiej spinki do włosów i w drobną buzię z bardzo delikatnym makijażem.
- Pięknie? Powiedz prawdę.
- Mówię. Całkowity szał. Te wszystkie piękności z telewizji mogą ci czyścić buty – zapewniłem Gosię.
- Ale na pewno?
- Na pewno. No, ileż można mówić? Przecież mi zależy, żebyś była piękna i żeby mi ciebie wszyscy zazdrościli.
- Niby kto? Chcesz chodzić ze mną do kina ze swoimi zazdroszczącymi kumplami? To mi w takim razie jeszcze powiedz, co mam na siebie włożyć.
- Może nie z kumplami, ale obśliniony wzrok wszystkich facetów będzie mi sprawiał satysfakcję – mówiłem to idąc za Gosią do przedpokoju.
Gosia podeszła do szafy, wyciągnęła sobie majtki i biustonosz. Ubierała się powoli, prowokacyjnie patrząc mi w oczy. Spod majtek wychodziły jej koszmarnie czarne włosy łonowe na wszystkie strony, a te zakryte sprawiały wrażenie wielkiej napęczniałej kuli, której czerń i tak było widać przez materiał. Założyła mniejszy rozmiar, niż tych wczorajszych, zielonych. Odwróciła się do szafy zastanawiając się nad ciuchami, a ja podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu.
- Strasznie podniecasz – szepnąłem jej do ucha i pocałowałem odkryty kark.
- Tak właśnie ma od dzisiaj być – odwróciła głowę w moją stronę i przez ramię pocałowała mnie w usta.
Pochyliłem się i podniosłem z podłogi sandałki z cienkich paseczków na dwucentymetrowym, zgrabnym obcasie.
- Do tego dżinsy – powiedziałem wyciągając z szafy spodnie, w których Gosia podniecała mnie najbardziej.
Zaczęła ubierać się bez słowa, a ja szukałem odpowiedniej bluzki.
- I co na górę? – spytała.
- Zaraz... – powiedziałem z nosem w szafie.
Ale zanim w niej ponownie zanurkowałem na dobre, odwróciłem się
znowu w stronę Gosi oniemiały, aby popatrzeć na nią od góry na dół. Stała za mną i czekała na bluzkę, ale jak wyglądała?!! W samych sandałkach na bosych, ślicznych stópkach, w dżinsach bardzo podkreślających jej figurę i w samym biustonoszu. Przywarłem cały do jej ciała.
- Jak dla mnie, to może tak zostać – powiedziałem.
- Wiem, ale idę do pracy – zaśmiała się .
Wyciągnąłem z szafy cieniutki, popielaty golf. Ten też mi się na Gosi
zawsze podobał i cudownie eksponował jej piersi.
- Przecież ja nigdy nie miałam odwagi ubrać się w to wszystko jednocześnie! Ty jednak zwracasz uwagę na moje ubrania? – sposób, w jaki to powiedziała świadczył, że dotarło to do niej, jak piorun z jasnego nieba.
- Pewnie, że zwracam.
- Kociątko...
- A masz odwagę wyjść w tym wszystkim z domu? Z tą fryzurą?
- Mówiłeś, że fryzura ci się podoba... – prawie z płaczem zaczęła Gosia.
- Bo podoba się bardzo. Miałem na myśli to, że twoje włosy ułożone są szałowo i szałowo jesteś ubrana. Masz odwagę wyjść z domu jako szałowa laska? Czy wolisz tłuste strąki na głowie i worek pokutny na grzbiecie?
- Dla ciebie tak pójdę – zgodziła się w końcu – ale jakby coś..., to... pamiętaj...
- Herbata stygnie – przypomniałem.
Poszliśmy do kuchni i Gosia usiadła przy stole.
- Gdzie masz sól? – spytałem, ponieważ nie udało mi się jej znaleźć samodzielnie.
Ruchem głowy wskazała szafkę, ponieważ rzuciła się na kanapkę i miała pełne
usta. Wyjąłem sól i posoliłem pomidory na bułkach.
- A czemu te nie są posmarowane? – zapytała Gosia patrząc na suche połówki bułek.
W odpowiedzi trzy suche połówki bułek, nałożyłem na trzy połówki obłożone
serem i pomidorem, tworząc kanapki.
- Te masz na śniadanie do pracy – powiedziałem.
- Mój jedyny... – w oczach Gosi znów stanęły łzy – zawstydzasz mnie, przecież to ja powinnam tobie zrobić coś do jedzenia.
- Eee... tam. Chodź, przenieśmy się z tym do pokoju.
Rozłożyliśmy się na ławie z talerzem i szklankami i też zabrałem się do jedzenia, patrząc przy tym na śliczne stopy Gosi – teraz jeszcze śliczniejsze z powodu założonych sandałków. Podchwyciła moje spojrzenie.
- Dobrze, że nie poobgryzałem lakieru..., już widzę to oglądactwo na ulicy za tobą.
- Wczoraj rano pomalowałam, to lakier trochę jeszcze powinien wytrzy... – wściekły dzwonek pancernego budzika przestraszył nas jednocześnie – ...mać – dokończyła Gosia.
Sięgnąłem ręką do tylnej ścianki budzika i wyłączyłem dzwonek.
Dokończyliśmy śniadanie w spokoju.
- Pychota zupełnie niespodziewana – powiedziała Gosia i wstając od stołu pocałowała mnie w policzek.
- Aaa, co tam, i tak muszę poprawić makijaż – dodała i przywarła mocno do moich ust.
Zniknęła w łazience, aby po kilku chwilach wyjść znowu jeszcze piękniejsza.
Wzięła do ręki torebkę wiszącą na rączce od roweru, wcześniej wypchaną przeze mnie trzema bułkami zawiniętymi w papier śniadaniowy, pocałowała mnie delikatnie
w policzek i otworzyła drzwi na korytarz.
- Czekaj – powiedziałem cicho i podałem jej okulary przeciwsłoneczne, które w ostatniej chwili zauważyłem zawieszone na kierownicy roweru.
- Po co? – szepnęła.
- Żeby bezkarnie wyławiać spojrzenia obślinionych facetów i zazdrosnych bab – powiedziałem i puściłem Gosi buziaka.
Gosia poszła, a ja zamknąłem za nią drzwi na zamek i wróciłem do kuchni
realizować, wymyślony podczas śniadania i gapienia się na jej stopy, plan. Szybko przejrzałem lodówkę w poszukiwaniu czegoś nadającego się na obiad, ale mimo cichej nadziei, nie znalazłem nic. Poszedłem więc do sklepu, a po drodze drzewka, widząc mój spokojny krok, jeszcze bardziej się odchylały na boki. W sklepie z dumnym napisem „PSS Społem Południe” już było już więcej ludzi niż o szóstej. Wszedłem do środka
i od razu wychwyciłem spojrzenia tych pań po sześćdziesiątce, gadających ze sobą
w kolejce – do dzisiaj nie wiem, czy te spojrzenia były reakcją na obecność młodego chłopaka o tak wczesnej porze wchodzącego do sklepu w czasie wakacji, czy było po mnie widać, że czuję się, jak młody bóg w pełni świadom swojego samopoczucia. Ustawiłem się grzecznie na końcu kolejki i cholery dostawałem od wybrzydzania pań kupujących przede mną: a to kawałek za mały..., a to za duży..., a czy na pewno świeży..., a czy kwaśny..., a czy sraśny...? Telepało mną, jak nigdy, ale też nigdy wcześniej się tak nie spieszyłem, mimo swojej pełnej świadomości, że mam przed sobą cały dzień. Gapiłem się na półki sklepowe w panice myśląc, co mam kupić, kiedy przyjdzie moja kolej – nic mi się nie podobało. W końcu wymyśliłem: makaron, puszkę groszku, puszkę kukurydzy, kilka pomidorów i żółty ser – wszystko na zapiekankę.
Wróciłem do mieszkania i zabrałem się do roboty. Na początek szybko przygotowałem w naczyniu żaroodpornym zapiekankę i zabrałem się za wymianę opon i łatanie dętki przy pomocy narzędzi z „rowerowo – naprawczo - wszelkowypadkowej” szuflady. Wyrobiłem się z tym wszystkim w dwie godziny i zacząłem się zastanawiać, co robić przez następne sześć godzin do powrotu Gosi. Porządnie umyłem ręce
z oponowego brudu i zasiadłem na taborecie w kuchni słuchając radia zastanawiając się nad niedawnymi wypadkami. Szczęk klucza w zamku przerwał nagle te rozmyślania i zmroził mnie do gęsiej skórki – do mieszkania klucze miała jeszcze moja druga ciotka, siostra Gosi. Drzwi otworzyły się i do mieszkania weszła... Gosia!
- Cześć kociątko, wzięłam urlop do końca tygodnia, cieszysz się?
- Potwornie – wstałem i wziąłem ją w ramiona – nie strasz mnie tak więcej, myślałem, że to Dorota.
- No! Ale by było... – zaśmiała się Gosia – ty wiesz, co się porobiło?
- Nie.
- W tramwaju wszyscy się na mnie gapili. Na ulicy też.
- Przecież mówiłem...
- Ale najlepsze było w pracy – Gosia mi przerwała – poszłam z samego rana do dyrektora z prośbą o urlop na jutro, bo nagadałam, że mi mama zachorowała i nie ma akurat nikogo do przychodzenia do szpitala, więc mi dał, ale za chwilę przyszedł do mojego pokoju i mówi tak: „Pani Małgosiu, skoro pani mama zachorowała, to może już od dzisiaj pani potrzebuje wolne?”
- I?
- Ja na to, że „bardzo chętnie”, i za chwilę dodał, że podoba mu się wpływ choroby mamy na moje samopoczucie i, że życzy mi wszystkiego najlepszego! Wyobrażasz sobie?
- Sam cię tak ubrałem, to sobie wyobrażam.
- A baby w pracy mówiły tylko, że świetna fryzura i gdzie ją zrobiłam...
- Trzeba było im powiedzieć, że u mnie...
- Jakoś nie są tu one potrzebne... – powiedziała Gosia z uśmiechem wymierzając mi lekkiego klapsa w tyłek – powiedziałam tylko, że wspaniały mężczyzna mi ją doradził... Grześ, było tak, jak mówiłeś! – trajkotała
z niesamowitą radością w głosie - baby patrzyły z zazdrością,
a faceci patrzyli, jakby chcieli mnie zgwałcić!... Wszyscy!... Cały czas!... Tramwaj, ulica, praca, znowu ulica, tramwaj... ciągle widziałam ten wzrok...
- To mi teraz nie gadaj, że nie jesteś piękna i że ja kituję. I masz wreszcie powód do tego, żeby w siebie bardziej uwierzyć.
Pocałowałem ją w usta. Gosia upuściła torebkę na podłogę i objęła mnie
ramionami.
- Kociątko kochane moje... strasznie tęskniłam...
- Ja też. Żeby się czymś zająć, zrobiłem ci rower – wyszeptałem Gosi do ucha.
- Kochany jesteś... chodź do łóżka...bo zwariuję... – powiedziała i zaczęła zdejmować ze mnie koszulkę – baby w pracy zauważyły też, że mam drugie śniadanie – trajkotała dalej.
- I co?
- Nic, zdziwiły się, bo ja zawsze sobie kupuję bułki w bufecie.
- Komentowały? – wymamrotałem z koszulką zasłaniającą mi twarz.
- Tak.
- I co powiedziałaś?
- Że wspaniały mężczyzna mi zrobił – odpowiedziała rzucając moją koszulkę w kąt przedpokoju.
- Eee... i co one na to? – spytałem.
- Że po ślubie mu się odmieni – odpowiedziała i roześmiała się na cały głos
odsłaniając szyję, do której momentalnie przywarłem wargami.
Ręce Gosi mocowały się z moim guzikiem od spodni i z zamkiem
błyskawicznym. Po chwili stałem ze spuszczonymi do kostek spodniami razem z majtkami, a Gosia wstała i znów objęła mnie ramionami.
- Ubrałeś mnie, to teraz rozbierz – powiedziała i pocałowała gorąco.
Zdarłem z niej golf przez głowę i zająłem się ściąganiem dżinsów.
Położyła swoje dłonie na moich ramionach i czkała aż opuszczę jej spodnie do kostek, aby podnieść stopy w celu ułatwienia mi ściągania dżinsów. Najpierw jednak musiałem zdjąć Gosi sandałki, co doprowadziło mnie do erekcji. Pozbywszy się golfu, sandałków i spodni wstałem, aby zająć się biustonoszem – ale już go nie było – leżał rzucony koło roweru. Zostało mi więc tylko zdjęcie majtek, spod których wyłoniło się moje ukochane wielkie czarne futerko, przywarłem więc do niego ustami i przekonując się po jego smaku, że Gosia faktycznie dzisiaj o mnie dużo myślała.
- Do łóżka... – szepnęła Gosia.
Szybko wyplątałem się ze swoich spodni i, biorąc Gosię na ręce,
poszedłem z nią do pokoju. Delikatnie położyłem ją na kanapie i usiadłem obok. Rozsunąłem Gosi uda i szybko zdjąłem skarpetki. Gosia usiadła na kanapie i wzięła mojego członka do ręki.
- Naprawdę tęskniłeś?
- Strasznie – po mojej odpowiedzi położyła się z powrotem na plecach szerzej rozsuwając uda.
Zatopiłem się w czarnym, gęstym futerku osłaniającym skarby, do których
chciałem dotrzeć językiem. Smak, na który napotkałem po prostu mną wstrząsnął – tak intensywny zapach całodziennego oraz świeżego wyciekającego pożądania, był nie do opisania. Wsunąłem język do pochwy Gosi i zacząłem nim obracać do pierwszych jej westchnień, po których zacząłem ssać, z każdą chwilą większą i czerwieńszą, łechtaczkę. Gosia znowu krzyczała i piszczała kładąc mi stopy na plecach i ściskając mi twarz udami. Po kilku minutach wypełnionych kilkoma orgazmami, zlewającymi się
w jeden ciągły, usiadła i uniosła moją zalaną soczkiem twarz na wysokość swojej twarzy wsuwając mi język do ust. Całowała mnie długo, rozgniatając mi usta swoimi ustami, pieszcząc jednocześnie ręką mojego stojącego członka i drapiąc delikatnie końcami paznokci moje jądra. Czułem jej język na swoim podniebieniu i żałowałem, że nie mamy języków tak długich, które doszłyby aż do migdałków. Oddawałem ten pocałunek z taką samą siłą przyciskając Gosię do siebie z siłą, która cudownie rozpłaszczyła jej biust na mojej klatce piersiowej. Gosia pchnęła mnie delikatnie do tyłu dając do zrozumienia, że mam się położyć na plecach. Położyłem się by po chwili poczuć jej ciepłe usta obejmujące mojego członka.
- Chcę tego wszystkiego, co się nazbierało od rana – powiedziała Gosia na
chwilę przerywając ssanie i patrząc mi w oczy z takim wyuzdaniem, że bez słowa poddałem się jej dłoni i ustom opadając na wersalkę.
Położyłem się na plecach i zamknąłem oczy skupiając się na odczuwaniu jej dotknięć – gorące wargi Gosi posuwały się wzdłuż mojego członka odsuwając
i naciągając napletek. Prawa dłoń Gosi obejmowała moje jądra ściskając je i puszczając w takt ruchów ust. Jej język uderzał w żołądź przy ściąganiu napletka i wykonywał kilka okrężnych ruchów, kiedy był odsłonięty, aby ustąpić miejsca przy jeszcze głębszym braniu członka do ust – wówczas czułem, że goła główka opiera się o gardło Gosi. Minuta tych niebiańskich pieszczot wystarczyła i wystrzeliłem w gardło Gosi cały ładunek, który nazbierał się od porannego stosunku. Gosia nie wypuszczała mnie ze swych ust i nie przerywając ściskania jąder, doprowadziła mnie do stanu, który nie pozwolił mojemu członkowi zmięknąć.
- Na siedząco – szepnęła i wsuwając mi na moment język prosto do ucha sprawnie usadowiła się na mnie.
Usiadłem, a Gosia gładko i bez słowa wprowadziła członka w swoje rozpalone i mokre wnętrze. Zacząłem ją powoli podnosić i opuszczać, ściskając i poluźniając pośladki patrząc na cudowne piersi szorujące po moim torsie. Soczek, lejący mi się obficie po udach, powodował, że rozkoszne chlupanie dobywające się z pochwy Gosi zaczęło mnie znowu doprowadzać do drgań członka. Jednak po przeżytym przed chwilą wytrysku łatwiej było mi się opanować i spokojnie pracowałem nad kolejnymi orgazmami Gosi. Po dwóch minutach Gosia zaczęła szybciej oddychać i wzdychać:
- Taa...k, ooo..., jaaaaa...k dooob...rze... - zaczął się jej orgazm, a raczej kolejna seria orgazmów – aaaa..., iiiaa..., taaak – westchnienia przeradzały się w krzyki przechodzące w piski - mooocnieeej.
Soczek z Gosi pochwy powoli po moich nogach spływał na narzutę. Napierała swoimi biodrami na wciskającego się do samego końca członka tak mocno, że po kilkudziesięciu odczutych przeze mnie mocnych i mięciutkich skurczach pochwy, zacząłem też odczuwać drgania członka. Aby nie skończyć, przerwałem na chwilę i złapałem prawą dłoń Gosi kierując ją do jej krocza – zrozumiała mój zamiar i zaczęła pieścić swoją łechtaczkę w takt ruchów mojego członka. Patrzyłem na to przedstawienie chwilę i, potwornie podniecony uznałem, że długo tak jednak nie wytrzymam. Spocone ciało Gosi przylegało mocno do mojego, lizałem ją w szyję, ssałem piersi, wsuwałem język do ucha szepcząc, że kocham jej mokre orgazmy i soczek, i, że jest cudowna i słodka.
- Taa...k, mów mi świństewka... – Gosia swoim tempem poruszała się na mnie, pieszcząc swoją łechtaczkę, a ja ściskałem pośladki. Przejechałem środkowym palcem między pośladkami i, kiedy byłem nim na wysokości odbytu, poczułem napór bioder na członka. Wróciłem więc palcem w miejsce, w którym poczułem ten charakterystyczny ruch, aby upewnić się, że to nie był przypadek i poczułem ten napór ponownie. Gosia najwyraźniej miała tam kolejne magiczne miejsce. Przestałem ściskać pośladki i dotknąłem wylotu odbytu.
Członek w pochwie, paluszki Gosi na łechtaczce i do tego, mój palec naciskający delikatnie niewidoczną część dupci... Takiego orgazmu nie widziałem u niej nigdy wcześniej. Gosia krzyczała – bardzo krzyczała, udawało mi się tylko wśród tych krzyków zrozumieć, że strasznie chce jeszcze być tak właśnie pieprzona – trwało to kilka minut, Gosia przestała pocierać swoją łechtaczkę i objęła mnie mocno ramionami. Paznokcie orające mi plecy zdecydowały, że przy jej dwudziestym którymś orgazmie nie wytrzymałem i również przeżyłem rozkosz. Gosia, czując mój wytrysk, szybko się uniosła i zalała mnie wielkim wytryskiem soczku, przycisnęła mnie ramionami do siebie, ciągle drżała. Przywarliśmy do siebie ustami na bardzo długo i bardzo mocno.
- Odpocznę chwilę... – powiedziała Gosia sapiąc – matko, ale szał... – dodała. Siedziała na mnie obejmując mnie ramionami i lekko drżała; po długiej chwili jej uścisk stał się słabszy – palimy – powiedziała.
Wyswobodziła się z moich objęć i usiadła obok mnie. Sięgnąłem po paczkę papierosów i poczułem dłoń Gosi na swoim podbrzuszu rozmazującą soczek. Popatrzyłem na nią ciepło i przełożyłem zapalniczkę do ręki, w której trzymałem papierosy – drugą ręką chwyciłem jej dłoń i przycisnąłem do ust zlizując z niej cały soczek. Gosia patrzyła się na to z taką miłością w oczach, że odłożyłem papierosy i położyłem Gosię na tapczanie. Klęknąłem między jej udami i zacząłem zlizywać z brzucha Gosi resztki soczku zmieszanego z jej potem, powoli zbliżając się do mokrusieńkiego futerka. Gosia leżała z zamkniętymi oczami i rozrzuconymi na boki ramionami sprawiając, że wyglądała cudownie, a jej mokre ciało błyszczało do tego bardzo podniecająco – szczególnie mokre, pozlepiane, czarne gęste włosy, spod których wyłaniały się ciągle buchające gorącem, czerwone z wysiłku, wargi sromowe. Zlizywałem z niej tę wspaniałą mieszaninę soczku i potu, gdy nagle Gosia usiadła i położyła ręce na moich ramionach.
- Dość, kochanie. Zamęczyłeś mnie na amen... – powiedziała – mieliśmy palić.
- Słusznie, palimy – odpowiedziałem, również czując nagłą potrzebę dawki nikotyny.
Zapaliłem dwa papierosy jednocześnie, podałem jednego Gosi i
usiałem obok niej – przytuliła się do mnie swoim ciągle gorącym ciałem.
Paliliśmy łapczywie w milczeniu patrząc na zalane południowym słońcem firany i kłęby dymu w rozsłonecznionym pokoju, dopiero w połowie papierosa Gosia się odezwała:
- Musimy zrobić przerwę, taką co najmniej dwugodzinną – powiedziała.
- Czemu?
- Szatan jesteś, a nie kociątko. Boli mnie i ciężko mi się pozbierać.
- Nie chciałem... – nie dokończyłem, ponieważ Gosia mi natychmiast przerwała.
- Mój słodki – objęła mnie wolną dłonią i podrapała tył głowy - to jest bardzo rozkoszny ból i marzę o tym, żeby mnie tak bolało codziennie.
- Podobało się? – spytałem.
- W życiu nie podejrzewałam, że istnieje taki seks.
- A naciskanie na dziurkę w pupie ci się podobało, czy mi się tylko tak zdawało? – spytałem dla pewności.
- Nawet nie mów – Gosia spuściła oczy – miałam taki odlot, że sobie nigdy nie wyobrazisz..., ja zresztą też nie wyobrażałam sobie do tej pory…
- Tak mi się właśnie wydawało, że nie wiesz, co się z tobą dzieje.
- Tak, mam wrażenie, że za bardzo nie kontrolowałam rzeczywistości.
- Następnym razem taki twój wytrysk soczku chcę prosto do buzi – wypaliłem.
- Boże... – szepnęła.
- No... to bardzo mnie teraz uszczęśliwiłaś – powiedziałem bardzo z siebie dumny – cieszę się strasznie, że doprowadziłem cię do takiego stanu.
- Grześ, mam prawie czterdziestkę i nigdy nie było mi tak cudownie. Cudownie, to zresztą mało powiedziane, nawet sobie nie wyobrażałam w najdzikszych fantazjach, że może być tak dziko, tak bez zahamowań, tak mokro i tak słodko. Co innego wyobrażać sobie, a co innego poczuć takiego pięknego kutasa w ustach i w pochwie. Mówiłam ci, że masz pięknego?
- Nie – zatkało mnie.
- Bardzo pięknego – Gosia ciągnęła dalej – tak pięknego, że chcę go ciągle widzieć i dotykać i całować i lizać.
- Ja też chcę ciągle na ciebie patrzeć i proponuję całkowity zakaz ubierania się.
- Świetny pomysł – uśmiechnęła się i wstała.
Podeszła do drzwi balkonowych i otworzyła je tak szeroko, na ile
pozwalała zasłonięta firana. Zapaliłem świeczkę, stojącą na stoliku od wczoraj, aby dym papierosowy się szybciej zlikwidował, a Gosia wyciągnęła z barku wczoraj napoczętą butelkę, postawiła na stoliku. Przez cały czas nie spuszczałem oczu z jej mokrego futerka. Wyszła do kuchni i wróciła z dwiema szklaneczkami z dzbankiem kompotu,
w którym pływał lód.
- Odprężamy się – powiedziała.
- Tak na czczo?
- Tak na czczo. Szybciej zadziała, a ja chcę teraz całkowitego odprężenia. Wypijemy po dwa drinki i zrobię obiad.
- Obiad już zrobiłem, czeka w piekarniku – powiedziałem, a Gosia zastygła na moment ze zdziwienia, pochylona nad stolikiem.
- Co???
- Zrobiłem zapiekankę, aby nie marnować czasu na pierdoły, kiedy już wrócisz z pracy – powiedziałem prosto do pięknych piersi przed moimi oczami.
- Jaką zapiekankę?
- Zwykłą, z makaronu i różnych różności.
- Kochany jesteś – powiedziała dając mi całusa w policzek i usiadła w fotelu naprzeciwko mnie.
Nalałem wódkę do szklanek i zalałem kompotem łyżeczką zgarniając
do szklanek po kilka kostek lodu. Podałem Gosi szklankę i wziąłem do ręki swoją. Gosia, siedząc w fotelu z drinkiem w ręce i patrząc mi w oczy, podniosła nogę i położyła mi śliczną stopę na członku. Zrobiła kilka ruchów i zacząłem się rozbudzać.
- Czy ty nigdy nie masz dość? – spytała.
- Sądzę, że nigdy, zwłaszcza, że to ty mnie celowo podniecasz.
Powoli sączyliśmy drinki, a stopa Gosi ciągle poruszała się po moim,
stojącym już na całego, członku. Wstałem z kanapy i złożyłem ją tak, że mogłem się teraz oprzeć o oparcie, usiadłem ponownie i wygodnie się oparłem czując mokrą plamę pod sobą. Stopa Gosi wróciła na mój członek i bez przerwy go gładziła. Jednym łykiem dopiłem do końca drinka.
- Podoba ci się? – usłyszałem pytanie.
- Pewnie.
- Ależ on jest śliczny..., no coś takiego, tych kilka wacków, które widziałam, to były jakieś na brązowo zmarszczone worki i daleko im do twojego... – Gosia po raz kolejny nie przejmowała się słownictwem.
- Cieszę się – odpowiedziałem – też kilka widziałem i jakoś mi się tak wydawało, że mój się za bardzo nie wyróżnia. Ale twoje futerko też doprowadza mnie do szału, o piersiach nie wspomnę...
- To się na mnie patrz i poczuj orgazm – szeptem powiedziała Gosia naciskając mocniej stopą.
- Gosia, ja chyba oszaleję od twoich stópek... – wysapałem patrząc się na srebrne paznokcie na malutkiej stopie.
Zamknąłem oczy i usłyszałem, jak Gosia odkłada szklankę, a po chwili
poczułem drugą stopę na członku. Teraz był między dwiema ślicznymi stopkami poruszającymi się z niewiarygodną miłością – tak to odczuwałem. Otworzyłem oczy i patrzyłem się na te śliczności doprowadzające mnie od zawsze do szału. Po chwili zacząłem szybciej oddychać czując zbliżający się orgazm. Gosia, słysząc mój szybszy oddech, wstała i klęknęła przede mną biorąc mnie do ust. Kilka ruchów jej miękkich warg wystarczyło i znowu wystrzeliłem. Patrzyłem, jak przy wytrysku mój członek ginie w całości w jej ustach, a jej śliczna dłoń głaszcze mi jądra. Nie wiedziałem skąd we mnie tyle spermy, miałem wrażenie, że przecież przed kilkunastoma minutami wyrzuciłem z siebie wszystko, a ten orgazm trwał i trwał. Wziąłem Gosi twarz w dłonie i zacząłem całować jej oczy, nosek, szyję i usta. Gosia wróciła na fotel i zaczęła kończyć swojego drinka. Podniosłem z podłogi jej stopy i położyłem je sobie na udach. Głaskałem je tak, jak wczoraj.
- Niewiarygodnie cudownie jest mieć cię w buzi do końca – powiedziała i dopiła resztę drinka jednym łykiem – nigdy wcześniej nikomu tak nie robiłam. Bardzo chciałam tego spróbować, ale nawet nie podejrzewałam, że taki ciepły, słodko słony, płyn może być tak rozkoszny.
- Ja też czekam, aż wylejesz mi się cała prosto do buzi, twój soczek też jest cudowny. Mówiłaś, że sobie nie wyobrażałaś tego wszystkiego
w najdzikszych fantazjach – zacząłem zmieniać temat, chcąc poznać te fantazje – chcę ci zrobić tak, jak byś chciała, tylko powiedz, jak?
- Chcę robić z tobą wszystko – wysyczała Gosia.
Zrobiłem kolejnego drinka, a Gosia w tym czasie odpalała dwa papierosy. Ja jej
podałem drinka, a ona mnie papierosa. Wypiliśmy po łyku, zaciągnęliśmy się dymem
i spytałem:
- Powiedz tylko, co wszystko? – spytałem mocno podniecony obiecującym tonem jej głosu.
- Na przykład to, że kochamy się na siedząco, a ty dodatkowo wkładasz mi palec do pupy tak głęboko, jak tylko możesz – wyrzuciła z siebie po chwili – na przykład to, że siadasz na mnie i wkładasz mi go między piersi i zalewasz mi buzię spermą... A ty masz jakieś pragnienia?
Gosia była zdecydowanie pod wpływem drinka wzmagającego podniecenie wywołane wieloletnim postem, ja zresztą też, więc bez wielkich ceregieli wypaliłem:
- Chcę spijać twój soczek tryskający mi prosto w usta i chcę lizać na okrągło twoje futerko. Chcę całować twoje stopy i dłonie i całą ciebie bez żadnych hamulców.
- Słodki mój... zrobimy to wszystko, mamy dużo czasu do niedzielnego wieczora – powiedziała Gosia i zamknęła oczy – teraz dopiero do mnie dotarło, że ta krótka i, jakże szczera, erotyczna rozmowa,
w połączeniu z głaskaniem jej stóp spowodowała, że zbliżała się do następnego orgazmu.
Zgasiłem końcówkę papierosa i wziąłem oba jej duże palce od stóp do ust i zacząłem je dokoła oblizywać.
- I chciałbym popatrzeć na to, jak sama sobie robisz dobrze – powiedziałem wyciągając na moment palce jej stóp ze swoich ust.
Gosia zamknęła oczy i powoli zaczęła głaskać sobie futerko. Oszalałem od tego widoku.
- No, to masz... jak powiem „już” to będę tryskać – powiedziała zupełnie naturalnie.
Z wielkim zaangażowaniem zająłem się oblizywaniem i przygryzaniem całych stópek Gosi, kątem oka widząc, że ruchy jej ręki na coraz bardziej wilgotnym kroczu stają się coraz szybsze. Co piętnaście sekund Gosia przerywała masowanie łechtaczki i wsuwała sobie środkowy palec do pochwy, resztą dłoni ściskając futerko. Przygryzałem i ssałem paluszki patrząc na to niebywałe zjawisko i, wśród coraz szybszych oddechów Gosi, usłyszałem czarodziejskie słowo „już”. Rozłożyłem jej nogi na boki, klęknąłem między nimi czekając z twarzą przy futerku i, gapiąc się jak urzeczony na palce Gosi na łechtaczce, czekałem na fontannę. Po chwili wytrysnął malutki strumyczek soczku, ale dotarł tylko do krawędzi fotela, zbliżyłem się więc jeszcze bardziej, żeby nie stracić następnej dawki, ale drugi wystrzał był już znacznie silniejszy. Zachlapał mi całą twarz i jeszcze sporo udało mi się złapać w usta. Rozkoszne jęki Gosi przy trzecim i czwartym wystrzale, które złapałem prosto do gardła, doprowadziły mnie do ponownego wzwodu. Gosia się powoli uspokajała, przywarłem ustami do jej futerka wsuwając język maksymalnie głęboko do pochwy i zlizując cały soczek, jaki udało mi się znaleźć.
- Tak to lubisz?
- Strasznie – odpowiedziałem biorąc jej środkowy palec do ust i zlizując z niego cały soczek.
- Czemu?
- Bo jest słodki w smaku i pachnie kobiecością – odpowiedziałem – a ty czemu do końca mnie wysysasz?
- Bo jesteś słodki i pachniesz męskością, której nigdy nie zaznałam –powiedziała Gosia wśród końcówki westchnień – nie sądziłam, że z tą obolałą cipusią jeszcze mogę przeżyć orgazm.
- Może dlatego się udało, że to głównie od stóp się zrobiło?
- Pewnie tak – powiedziała i pocałowała mnie gorąco w usta.
Zająłem swoje miejsce na kanapie i położyłem sobie znowu stopy Gosi
na udach. Wzięliśmy się za dokańczanie drinków i ponowne palenie podczas którego zająłem się ponownym głaskaniem ukochanych stópek Gosi. Skończyliśmy popijać i palić, Gosia wstała i powiedziała:
- Czas na kąpiel i obiad.
Też wstałem i poszedłem do kuchni zapalić gaz w piekarniku, w którym czekała
zapiekanka. Gosia poszła prosto do łazienki i podczas zamykania piekarnika usłyszałem jej wołanie i odgłos puszczanej wody. Wszedłem do łazienki i zobaczyłem Gosię stojącą już w wannie.
- Wchodź tu szybko i umyj mi plecy – powiedziała.
Podszedłem do wanny i zacząłem namydlać Gosi plecy i pośladki
wsuwając co chwilę palec w rowek między nimi i naciskając palcem prowokacyjnie na odbyt. Drugą ręką szorowałem namydlone futerko.
- Nie ma, nie ma...! Jemy obiad i troszkę się prześpimy, mamy tylko cztery godziny snu za sobą.
Poszedłem do kuchni i przygotowałem talerze. Do szklanek nalałem kompotu
i wyszedłem do pokoju aby zapalić dymożerną świeczkę i otworzyć drzwi balkonowe. Z szerszego otwierania ich jednak zrezygnowałem, ponieważ byłem całkowicie nago i ktoś, gdyby mnie tak zobaczył, mógłby mieć niezły ubaw,
a Gosia zyskałaby w sąsiedztwie ciekawą opinię.
Wyciągnąłem z kanapy pościel i rozłożyłem łóżko. Gosia skończyła się kąpać i wyszła z łazienki.
- To teraz ja się wykąpię – powiedziałem i zniknąłem w łazience.
Wykąpałem się, ogoliłem się z niewidzialnego zarostu i tylko wizja obiadu powstrzymała mnie przed umyciem zębów. Wyszedłem z łazienki i zobaczyłem Gosię w kuchni ubraną w sukienkę.
- Miał być zakaz ubierania... – powiedziałem patrząc na Gosię z wyrzutem.
- To tylko na chwilę, musiałam otworzyć balkon na oścież i nie chciałam występować na golasa. Wiesz, co by było?
- No…, domyślam się.
Gosia wyciągnęła z piekarnika naczynie z zapiekanką, nałożyła na talerze i zdjęła sukienkę.
- Jeszcze tak nie jadłam obiadu – powiedziała uśmiechając się do mnie całą pełnią swojego najsłodszego uśmiechu – siadaj i jemy.
- Ja też tak nie jadłem, smacznego – powiedziałem siadając – chociaż taki sposób jedzenia powoduje, że wolałbym zjeść ciebie niż obiad.
Zjedliśmy w miarę szybko, co chwilę gapiłem się na ciało Gosi i wyławiałem jej
spojrzenia na mnie. Jej ciało w słonecznej kuchni nie pozwalało na skupieniu się na jedzeniu. Sięgnąłem po kompot.
- Strasznie podniecający obiad – powiedziałem.
- Strasznie – powiedziała ciepło Gosia.
Po pierwszym łyku wybałuszyłem oczy na Gosię.
- Coś ty zrobiła...? – zapytałem ze ściśniętym gardłem.
- Pół na pół, a co? – z miną niewiniątka odpowiedziała Gosia.
- Następnym razem mnie uprzedź, bo takie niespodzianki zupełnie inaczej się przełyka.
Gosia skończyła jeść, zebrała puste talerze i wstała. Wkładając je do zlewozmywaka pochwaliła zapiekankę:
- Coś musimy wymyślić, żebyś mi tak codziennie robił takie dobre obiady i ... takie słodkie orgazmy – dodała odwracając się do mnie pokazując się w całej okazałości.
- Też bym chciał – powiedziałem, gapiąc się na nią zachłannie.
Gosia założyła sukienkę i wyszła do pokoju, skąd doszedł mnie dźwięk
zasuwanej firanki. Na wszelki wypadek spróbowałem jej kompotu, a jego, smak identyczny z moim, mnie uspokoił. Po chwili wróciła z papierosami i popielniczką,
z której do kubła wyrzuciła niedopałki. Położyła wszystko na stole i znowu zaczęła zdejmować sukienkę patrząc mi w oczy. Celowo robiła to bardzo powoli, kołysząc biodrami na boki. Nie mogłem się napatrzyć na nią, a najciekawszy był widok Gosi
z rękoma uniesionymi do góry, kiedy przeciągała sukienkę przez głowę, a całe ciało już miała widoczne oprócz głowy.
- Taki malutki striptiz dla kociątka-szatana – powiedziała odkładając sukienkę na taboret i usiadła na swoim miejscu.
- Piękny – wykrztusiłem, patrząc, jak jej uda rozchylają się podczas siadania ukazując czerń futerka i widoczny w gęstwinie rowek.
Zapaliliśmy i sączyliśmy zmodyfikowany kompot.
- Na pewno śpimy? – spytałem z góry założonym zawodem w głosie.
- Na pewno – usłyszałem – ja już jestem wykończona i nie mogę więcej, więc zużytkujmy ten czas na spanie.
- Echhh... – westnąłem – no, dobrze.
Wstaliśmy od stołu i poszliśmy do pokoju. Zauważyłem na kanapie drugą
poduszkę i brak kołdry, którą wyciągnąłem podczas ścielenia łóżka. Nasze porozrzucane rano ubrania leżały poukładane na jednym z dwóch foteli. Balkon był uchylony, a firanka zasłonięta, co pozwalało nam na łażenie nago. Gosia podeszła do drzwi balkonowych i zamknęła je całkiem. W pokoju zrobiło się cicho, a uliczny ruch stał się ledwo słyszalny. Zasunęła również grube brązowe zasłony, dzięki czemu zapanował rozkoszny półmrok.
- Czyżbym miał swoją podusię?
- Właśnie – odpowiedziała Gosia.
- A gdzie kołdra?
- Schowałam, kiedy się kąpałeś, jest gorąco i do przykrycia wystarczy drugie prześcieradło. Grzejesz przecież jak piec.
Położyliśmy się i Gosia przykryła nas prześcieradłem.
- Połóż się przy ścianie – powiedziała Gosia.
- Czemu?
- Bo lewą ręką mi niewygodnie – odpowiedziała łapiąc mnie za jądra.
Przelazłem nad Gosią na część łóżka przy ścianie. Przytuliła się do mnie i jej ręka od razu wylądowała mi na podbrzuszu, a jej słodkie palce drapały mi powolutku moją owłosioną kępę zbliżając się coraz bardziej do nasady członka, który stał już po kilkunastu sekundach. Palce przeniosły się wyżej i delikatnie drapały czubek, naciągając od czasu do czasu napletek. Pocałowałem Gosię w usta, później w szyję, później w pierś, później znowu w usta i po kilku minutach wystrzeliłem w prześcieradło trzymając jej język w swoich ustach. Gosia zebrała palcami spermę z mojego brzucha i roztarła ją po moich jądrach.
- Kategorycznie śpimy – powiedziała – później ja ciebie wykończę, chociaż może to być trudne – uśmiechnęła się.
Nawet jakoś udało mi się zasnąć z Gosią pod pachą. Widocznie też
byłem zmęczony i tylko adrenalina trzymała mnie w formie. Obudziło mnie delikatne drapanie po karku, otworzyłem oczy i pocałowałem Gosię pochyloną nade mną. Wielki budzik wskazywał osiemnastą z minutami. Gosia wstała i uchyliła drzwi balkonowe. Po rozsunięciu zasłon wdarło się do pokoju ciepłe, wieczorne światło, w którym z przyjemnością patrzyłem na jej ciało. Dotarło do mnie nagle, że żadna z moich koleżanek szkolnych nie dorównuje Gosi.
- Gosia, ani w podstawówce, ani w liceum nie widziałem dziewczyny, która mogłaby się z tobą mierzyć na figurę i urodę.
- Nie przesadź z tym kitowaniem – odpowiedziała Gosia z lekko wyczuwalną złością.
- Przysięgam, żadna dziewczyna nie zrobiła nigdy na mnie takiego wrażenia, jak ty.
- Pod wpływem przeżyć jesteś...
- Nie, to nie o to chodzi – przerwałem Gosi jej błędną ocenę – chodzi o to, że naprawdę jesteś piękna i na dodatek masz nad nimi potężną przewagę, niedostępnego dla nich, dojrzałego wdzięku.
- Dojrzałego wdzięku??? Ciekawe określenie na niewyżytą starą babę.
- Twoje niewyżycie bardzo mi się podoba, bardziej nawet, niż moje własne. I przestań wreszcie z tą „starą babą”- mało ci było na ulicy? A jeśli chodzi o ten „dojrzały wdzięk”, to nie miałem na myśli powiązywania go z wiekiem, tylko z jego pełnią. Ty po prostu buchasz wdziękiem i taką kobiecością, że trudno przy tobie jest myśleć o czymś innym, niż o seksie.
- Dużo miłych rzeczy się dowiaduję o sobie.
Gosia wyszła do kuchni i znowu usłyszałem wydłubywany z foremki
lód. Wstałem i też poszedłem do kuchni.
- Coś zrobić? – spytałem.
- Weź czyste szklanki i zanieś do pokoju – odpowiedziała.
Wyciągnąłem z szafki szklanki i poszedłem postawić je na stoliku.
Wróciłem do kuchni, ale Gosia już wychodziła z dzbankiem kompotu, w którym pływało pół foremki lodu.
- Gosia, kiedy ty ten lód robisz? Ja ciągle o nim zapominam.
- Nie cierpię pić ciepłego, to dbam o jego istnienie. No..., chyba, że ciepłe jest coś innego... – mówiąc to kołysała biodrami i biustem.
- Tak, tak..., o takiej swobodzie też marzyłem – powiedziałem i pocałowałem Gosię w policzek.
Weszliśmy do pokoju i usiedliśmy na kanapie tak, że nasze pupy się stykały,
a moje udo dotykało uda Gosi na całej długości. Sięgnąłem po papierosy – po trzygodzinnym spaniu czułem potrzebę zapalenia. Gosi też odpaliłem i podałem, a po chwili zrobiłem drinki.
- Dzięki – powiedziała odbierając ode mnie szklankę.
Paliliśmy i popijaliśmy drinki rozkoszując się rozgrzewającym chłodem
w to gorące popołudnie.
- Ale lato... – powiedziała Gosia – nie lepiej by było przeżywać to wszystko nad morzem?
- Ciekawe, co by powiedzieli u mnie w domu na wyjazd z tobą na urlop.
- Przecież zabrałam cię już dwa razy – zaprotestowała.
- Ale miałem wtedy trzynaście i czternaście lat. A teraz...?
- Fakt – odpowiedziała, aby po chwili dodać – ale przecież nie muszą wiedzieć z kim jedziesz!
- Niby nie muszą. A kiedy bierzesz dłuższy urlop?
- Za tydzień mam planowany na trzy tygodnie i zamierzałam wyjechać sobie gdzieś w spokojne miejsce.
- Gosia – zacząłem z gotową ideą w głowie – i chciałabyś wyjechać ze mną?
- Pewnie, że tak, kociątko moje! Mam sama siedzieć na jakimś zadupiu i wspominać twojego szatana?
- Bo..., wiesz..., mogę dogadać się z kumplem, który będzie trzymał wersję, że pojechałem z nim w Tatry.
- Byłoby cudownie, ale co mu powiesz?
- Że ma się nie interesować, to wystarczy, żeby zrozumiał. Gdyby wnikał za bardzo, to mu powiem, że pewna mężatka jest chętna i najwyżej będzie mi zazdrościł.
- Niezłe – powiedziała Gosia z podziwem.
- Masz już coś zarezerwowane?
- Tak, nasz zakładowy domek nad morzem. W takiej dziurze, że pewnie jeszcze nie widziałeś takiej na oczy.
- Ale w takim ośrodku będzie pewnie pełno twoich znajo...
- To jest domek wypoczynkowy, wokół którego nie ma nic w promieniu dwóch kilometrów – Gosia mi uspokajająco przerwała – dopiero za rok będą budować resztę domków. Nikt go nie chce brać, ponieważ to straszne odludzie i żadna baba nie ma odwagi mieszkać w środku lasu, z dala od najbliższej wioski. A okolica jest piękna i kilkaset metrów do morza. Plaża tam jest jeszcze dzika, bo tylko miejscowi byliby zainteresowani w opalaniu się, ale nie są, więc jest tak pusto i cicho, że szok.
- I byłaś już tam kiedyś?
- Byłam, trochę się bałam, ale nie było tak źle.
- A z kim?
- Sama. Strasznie wtedy wypoczęłam, Nigdy w życiu wcześniej nie miałam takiego spokoju.
- Wiesz co? Jedziemy! – powiedziałem.
- Cieszę się bardzo, ja też chcę mieć ciebie przy sobie – odpowiedziała Gosia sięgając po dwa Carmeny, aby je jednocześnie zapalić. Jednego podała mnie, pociągnęła spory łyk drinka i dodała:
- W taki razie w przyszłą sobotę wyjeżdżamy . O 21:14 mamy pociąg do Koszalina, później PKS-em i około dziesiątej rano będziemy na miejscu.
- To jedziemy – odpowiedziałem z zachwytem myśląc o cudownych trzech tygodniach – i co tam będziemy robić? – spytałem jeszcze na koniec z nadmiernie ciepłą prowokacją w głosie.
- Będziemy zbierać jagody, grzyby, będziemy się opalać, chodzić na spacery, a ty sobie będziesz robił zdjęcia, jak zwykle to robiliśmy na wczasach – tego chcesz? – Gosia spytała na koniec zdania jeszcze bardziej prowokacyjnie niż ja wcześniej.
Uśmiechnąłem się tylko przytulając Gosię do siebie, skończyłem palić i popiłem
- drinkiem. Puściłem Gosię z objęć, wstałem i poszedłem do łazienki umyć zęby.
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem Gosię podpartą na łokciu, leżącą na
kanapie od strony ściany. Gosia usiadła i wzięła do ręki mojego obwisłego członka, ściągnęła napletek i gołą główkę włożyła sobie do ust okrążając ją kilka razy językiem. Zaczął mi stawać, ale powolutku odsunąłem Gosię od siebie.
- Najpierw ja – powiedziałem.
Przyklęknąłem przy jej stopach i zacząłem je całować, oblizywać i ssać poszczególne paluszki. Gosia położyła się na plecach, zaczęła szybciej oddychać i wzdychać co kilka chwil. Wyrzuciła ramiona za głowę odsłaniając całe swoje spragnione ciało przed moim wzrokiem, chwyciła rogi poduszki obiema dłońmi i zaczęła powoli je ściskać. Oblizywałem słodkie stopkowe paluszki patrząc, jak Gosia
z zamkniętymi oczami zaciska uda i leciutko rusza biodrami. Wszedłem na łóżko i klęknąłem w jego nogach nie wypuszczając Gosi stópek z ust. Mogłem sobie teraz patrzeć z góry na przeżycia Gosi, a mój członek wznosił się dość szybko. Stopy Gosi, po kąpieli sprzed kilku godzin i po spokojnym śnie, miały zupełnie inny smak i zapach niż zaraz po przyjściu z pracy. Zacząłem zastanawiać się, którą wersję wolę – ale smak świeżości z nutką snu był równie podniecający, co smak całodziennego zmęczenia w butach. Śliczne, srebrne paznokcie drapały mi podniebienie, co doprowadziło mnie do stanu, w którym musiałem zbliżyć się do Gosi. Ponieważ uda miała mocno ściśnięte więc, nie przerywając lizania stóp, dotknąłem członkiem jej widocznego fragmentu warg sromowych. Gosia rozsunęła uda i wszedłem w nią czując przy tym dość poważne nawilżenie. Z powrotem zacisnęła uda i poddała się dalszemu pieszczeniu stóp, co kilkanaście sekund delikatnie unosząc biodra. Jej oddech stawał się coraz szybszy, a palce na rogach poduszki zaciskały się coraz mocniej. Patrzyłem na jej zamknięte oczy, bardzo nabrzmiałe sutki i bardzo się cieszyłem, że znowu będzie jej dobrze. Po chwili poczułem skurcze pochwy delikatnie ściskające mojego członka pierścieniami orgazmu od główki do nasady – cztery fale skurczów przebiegły mi po członku po całej jego długości. Gosia tarmosiła poduszkę i głośno wzdychała:
- Aaaa... aaale pię...knie...,aaaa, oooch..., cudownieeee...
Powstrzymałem się cudem od wytrysku, ponieważ miałem w planie zabrać się za
chwilę do lizania łechtaczki i wsuwania języka do pochwy. Gosia powoli się uspokajała i nawet to uspokojenie przyspieszyłem, ponieważ przestałem pieścić jej stopy. W miarę, jak posuwałem się językiem po łydce w stronę uda, wyciągnąłem też z jej pochwy członka, którego ona natychmiast złapała swoją dłonią. Ciągle klęcząc, zacząłem całować wewnętrzną stronę ud, coraz bardziej zbliżając się do czarnego futerka.
W końcu musiałem zmienić pozycję i Gosia musiała też puścić mojego członka, co mnie trochę ucieszyło, ponieważ byłem już na granicy wytrzymałości. Ssałem i lizałem wewnętrzne strony ud przyciskając policzki do mokrych włosów czując pod nimi twardą i gorącą łechtaczkę. Przyssałem się do niej co chwilę wsuwając język do pochwy Gosi. Miałem wrażenie, że się w niej gotuje – oszałamiający, gorący bukiet wydobywający się z jej różowej pochwy znowu doprowadził mnie do drgań członka, ale na szczęście Gosia zaczęła przeżywać serię orgazmów, które odwróciły moją uwagę od własnych odczuć. Jej krzyki i westchnienia trwały kilka minut, a z moich obserwacji wynikało, że po zakończeniu się jednego orgazmu, zaczynał się następny. Zlizywałem słodki soczek Gosi na tyle, ile mogłem złapać wśród niesygnalizowanych przez nią malutkich wytrysków. Nieprawdopodobny był ten jej smak wypływający z pochwy – słodki i tak niewiarygodnie podniecająco pachnący, że nie mogłem doczekać się końca jej krzyków, przerwałem lizanie futerka Gosi, która od razu uniosła się na łokciach:
- Usiądź na mnie i włóż mi go między piersi.
- Ale..., właśnie..., Gosia..., tak na mnie działasz..., żeee właśnie... o tym myślałem... – powiedziałem z twarzą schowaną w futerku, najgłębiej, jak tylko mogłem.
- Ja też chcę zobaczyć jak to jest – powiedziała unosząc moją twarz spomiędzy swoich ud, pocałowała mnie gorąco w mokre od soczku usta – powiedziałam, że teraz ja ciebie chcę wykończyć..., więc wykończę. Wsiadaj! – rozkazała.
Usiadłem na Gosi i położyłem stojącego członka między jej piersiami.
Gosia zacisnęła dłońmi piersi tak, by objęły go dokoła – zacząłem się poruszać. Zawsze o czymś taki marzyłem, pomyślałem przy tym, że to jednak nijak nie było do zrealizowania z żadną znaną mi panienką. Gosia tymczasem patrzyła chwilę na moją znikającą i pojawiającą się żołądź między swoimi piersiami, zwolniła na chwilkę ucisk i wzięła go do ust zostawiając na nim sporą ilość śliny. Patrzyłem, jak obśliniona w ten sposób główka, pojawia się koło szyi Gosi i ginie między jej biustem, na czubkach którego sterczały brązowe, twarde sutki. Nawilżenie członka śliną spowodowało, że odbiór bodźców stał się tak cudowny, jakbym wsuwał go do pochwy Gosi. Nie trwało to długo i, w takt mojego szybszego oddechu, udało mi się wysapać:
- Juuuż!
Gosia cały czas się patrzyła na mojego członka tak, jakby chciała go zahipnotyzować. Uniosła jeszcze bardziej głowę nad poduszką. Wystrzeliłem i zachlapałem jej policzek kilkoma kroplami – więcej nie było. Gosia jeszcze przez trochę trzymała mnie między swoimi piersiami, aby po chwili mnie uwolnić. Palcem zgarnęła z policzka spermę i, z potwornym wyuzdaniem patrząc mi w oczy, oblizała go.
- Jak będziesz tak dalej mnie zamęczać, to za chwilę nic nie zostanie – powiedziałem po chwili potrzebnej na złapanie oddechu.
- O to mi właśnie chodzi – powiedziała Gosia masując mi członka tuż przed swoimi oczami, co chwilę paznokciami zahaczając o skurczone po wytrysku jądra.
- Już mi wszystko zabrałaś, a co będzie do nocy? – spytałem lekko prowokacyjnie.
- Nie dam ci wytchnąć do ostatniej twojej kropli. To nie może być tak, że ja już nie mogę, a ty czujesz niedosyt.
Gosia naciągnęła napletek na członku i zaczęła oblizywać gołą główkę
wykonując językiem okrężne ruchy. Budziła mnie na nowo, chociaż właściwie, to nie dawała okazji do odpłynięcia krwi z członka. Stał ciągle naprężony z fioletowo czerwoną główką. Zsunąłem się z Gosi między jej uda i powoli zacząłem wprowadzać członka do pochwy patrząc jej w oczy. Uśmiechała się do mnie podczas tego powolnego zdobywania jej rozkosznej głębi, a ja skupiłem się na tym, w jaki sposób odczuwam wilgoć i ciepło jej warg sromowych, między które wciskałem gołą główkę. Zatrzymałem się na chwilkę chłonąc to cudowne doznanie obejmujące powoli żołądź i patrząc na zarumienione, od niedawnych przeżyć, policzki Gosi. Powoli wszedłem
w nią do końca, aż zatrzymało mnie dno pochwy. Położyłem się na jej piersiach i zgiąłem prawą nogę w kolanie udem dotykając pośladka Gosi. Lewym ramieniem objąłem ją za szyję, i poczułem obejmujące mnie uda oraz splatające się na moich plecach stopy, a przed sobą zobaczyłem unoszące się ramiona, które objęły mnie za szyję i mocno docisnęły. Prawą dłoń wsunąłem pod pośladek Gosi dociskając ją mocniej do siebie i zacząłem się powoli poruszać.
- Mój słodki – wyszeptała mi Gosia prosto w nos – o, jak cudnie – dodała wzdychając.
Przechyliłem głowę na bok i przyssałem się do jej szyi. Ssałem ją i lizałem myśląc o jej mokrym, delikatnym i gorącym wnętrzu i o futerku, które na moim zarośniętym podbrzuszu zostawiało mokry i troszkę lepki ślad. Pomimo, że czułem żołądź na końcu pochwy, wpychałem się w nią coraz głębiej wzbudzając głębsze i głośniejsze westchnienia. Po kilkunastu ruchach poczułem, że nasada członka zaczyna dotykać łechtaczki i w tym momencie paznokcie Gosi zaczęły drapać moje plecy wśród coraz szybszego jej oddechu.
- Aaaaa – zapiszczała i docisnęła swoje ciało bardziej do mojego.
Pierwsza fala skurczy pochwy przeszła po moim członku delikatnie, ale
strasznie szybko. Gosia wbiła mocniej paznokcie w moje plecy, a ja wsunąłem jej język do ucha i zacząłem szeptać:
- Moja jedyna..., ależ chcę ci tak robić..., chcę ci dawać orgazmy i chcę na nie patrzeć, bo są cudowne..., chcę zlizywać twój soczek..., chcę, żebyś oblewała mnie nim codziennie...
- Jeeee...szszszs...cze... – krzyknęła i zaczął się drugi orgazm, który poczułem mocniej.
Przyspieszyłem ruchy bez obawy, że za szybko skończę – po przeżytej
przed chwilą rozkoszy między piersiami Gosi i, dzięki całkowicie ściskanej główce przez napletek, moje odczuwanie potrzeby wytrysku nie istniało – poczułem natomiast możliwość patrzenia na orgazmy Gosi i odczuwania ich w całej pełni. Potwornie mnie cieszyło, że kobieta przeżywa pode mną orgazmy i chciałem na to patrzeć. Patrzyłem więc, wsłuchiwałem się w jej krzyki i skupiałem się na czuciu obejmujących mnie nóżek i drapiących plecy paznokciach.
- Ooooo..., ooooooooooo,..., ooooaaaaaaa.... taaaa...k mm...nieee pieee...prz – dochodziło do mnie podczas lizania jej szyi i piersi.
Skurcze pochwy, po dwóch pierwszych seriach delikatnych, lecz
szybkich jak błyskawice, stawały się nieco wolniejsze, ale za to bardziej zdecydowane i znacznie mocniejsze, a ja z determinacją przedzierałem się przez nie swoim członkiem, starając się nie zwracać uwagi na szczytowania Gosi – po prostu, robiłem swoje – coraz szybciej i coraz mocniej dociskając jej pupę do siebie. Nagle Gosia,
w samym środku swoich krzyków, zdjęła stopy z moich pleców i odepchnęła moje biodra lekko od siebie – wyszedłem z niej i poczułem na brzuchu i udach strumień wybuchającego soczku.
- Koooochaj mnnnieeee jeee...szczeeee! O taaa...k, – wycharczała Gosia i sama wsunęła mojego członka do pochwy.
Znowu objęła mnie udami i ramionami i zaczęła całować w usta wciskając mi w gardło wszystkie swoje krzyki. Nie przerywałem tempa poruszania się w tej spragnionej kobiecie. Oderwała swoje usta od moich i pokój znów zabrzmiał jej głośnym krzykiem. Wyglądała pięknie: mocno zamknięte oczy, błyszcząca skóra, czarne włosy tańczyły po białej poduszce w świetle wieczornego słońca, nasze brzuchy mlaskały przy dotykaniu się i rozdzielaniu z powodu oblania lepkim soczkiem, a z pochwy dochodził chlupot przy każdym ruchu członka. Usta Gosi były ciągle otwarte – albo krzyczała, albo wciągała głęboki oddech.
- Pieee...prz swooo...jjjją ciooo...ooo...cieeee – usłyszałem.
Pod lewym udem poczułem ciepło mokrej plamy, którą zostawiła odpychając mnie na moment od siebie. Wbijałem się w Gosię coraz mocniej, wchodząc w takt jej skurczów pochwy obejmujących mojego, nic już nie czującego, członka. Częstotliwość skurczy zgrałem też z dotykaniem swoim podbrzuszem łechtaczki Gosi – przestała mnie obejmować ramionami, jej dłonie złapały prześcieradło po obu stronach i ściskały je, zwiastując następny orgazm. Znowu mnie objęła i zaczęła całować mnie mocno w usta, czasami uciekając nimi w dół całując albo przygryzając szyję, a ja wówczas widziałem, że Gosia, na moment otwierając oczy, wzrok ma całkowicie nieprzytomny – niby na mnie patrzyła, ale ostrość widzenia była skierowana zupełnie gdzie indziej. Poczułem zbliżający się orgazm, bo ileż w końcu mogłem wytrzymać – członek ze ściągniętym napletkiem i tak spisał się według mnie świetnie, więc postanowiłem nie przerywać narastającego podniecenia. Zresztą, wszystko co się działo, a szczególnie ściskające mnie uda zarzucone na plecy, powodowały, że byłem coraz bliżej. Krzyki i jęki Gosi jednak nie malały i po tych kilkunastu jej orgazmach nic nie wskazywało na chęć kończenia przez nią tego stosunku. Puściłem pupę Gosi i złapałem się za nasadę członka powstrzymując w ostatniej chwili swój. Aby nie przerywać serii orgazmów Gosi i jej rozkosznych krzyków, zacząłem ręką kręcić członkiem dokoła w pochwie Gosi. Krzyk się wzmógł po kilkunastu obrotach tak, że musiałem zamknąć jej usta pocałunkiem.Z językiem w jej ustach kręciłem członkiem dokoła w pochwie Gosi – przestałem czuć skurcze jej pochwy, poczułem za to gwałtowne ruchy jej bioder i zalewającą mi dłoń fontannę soczku znajdującego ujście podczas rozszerzania ścianek.
- O boż..., o boż..., o boż...eee! – głośno wysapywała Gosia między nabieraniem powietrza – aaaaa..., jeee...sz...sz...sz...czeeee...
- Dobrze ci? – spytałem prosto do ucha.
- Pieee...prz mmmm...nie tak coooo...aaaa...dzieeee...nnie... aaaa, jeeeszczeeee...eeee!
Soczek wylewał się tak, że nie wytrzymałem od tego zapachu wypełniającego cały pokój i od ciepła zalewającego mi dłoń, a krzyki Gosi spowodowały tylko przyspieszenie mojego orgazmu. Wystrzeliłem więc w Gosię ciągle kręcąc członkiem w jej pochwie, a trzy spazmy członka przy jego ciągłym ruchu spowodowały, że troszkę mnie bolało. Leżałem na Gosi dysząc, ciągle obejmowany jej nogami i ramionami. Czułem, że ciało Gosi co chwilę przechodzą dreszcze, podczas których bardziej się do mnie przytula. Przy ostatnim dreszczu poczułem wylewający się pod członkiem soczek i kilka słabych skurczy ścianek pochwy. Gosia oddychała głęboko tuląc moją głowę do swojej szyi, którą lizałem ze wszystkich stron.
- Mój jedyny – powiedziała z zamkniętymi oczami, przytulając się do mnie z całych sił.
- Moja słodka... – wyszeptałem jej do ucha i wsadziłem tam język. Wyciągnąłem dłoń spod pośladka Gosi i objąłem ją ramionami z obu stron podpierając się łokciami.
- Pokaż go... – usłyszałem szept przebijający się z trudem przez głęboki oddech.
Wyciągnąłem stojącego jeszcze członka z pochwy Gosi i klęknąłem
między jej udami. Gosia uniosła głowę.
- Przepiękny – powiedziała cała czerwona i spocona.
Też na niego popatrzyłem – główka z sino czerwonej zrobiła się
czerwoniutka i jeszcze sterczała błyszcząc od soczku i spermy w wieczornym słońcu wpadającym do pokoju. Na napletku, zmiętoszonym za główką, wisiała gęsta kropla mieszanki soczku i resztek spermy.
- Było ci dobrze? – spytała Gosia.
- Tak, bardzo cudownie wręcz – odpowiedziałem głaszcząc jej kolana uniesione po obu bokach – ale ty cudownie brzydko mówisz - dodałem.
- Bo mnie tak podniecasz.
Gosia usiadła i wzięła mojego członka do ręki.
- Przepiękny, naprawdę przepiękny – powiedziała, pochyliła się i, całując go w sam koniec, ściągnęła z powrotem napletek na żołądź.
- Też jesteś przecudowna – powiedziałem pochylając się i przejechałem językiem po, widocznej ciągle wśród mokrych włosów, łechtaczce – coś pięknego, żeby tak dorwać się do twojego futerka – dodałem.
- Chcesz jeszcze? – spytała.
- Chyba tylko po to, aby słuchać twoich słodkich krzyków – odpowiedziałem – ale to już tylko chyba tylko językiem – powiedziałem czując, że muszę mieć krótką przerwę.
- Nareszcie cię zmęczyłam?
- No, chwilę muszę odetchnąć – odpowiedziałem – chcesz języczkiem? – spytałem.
- Też chcę odetchnąć, palimy i pijemy – powiedziała Gosia.
Usiedliśmy na kanapie i Gosia zauważyła plamę na prześcieradle.
- Boże, pół prześcieradła... zejdź! – powiedziała i wstała.
- Zostaw...
- Zejdź!
Wstałem, a Gosia zdjęła z kanapy prześcieradło i wyniosła do łazienki.
Skoro nie było prześcieradła, postanowiłem złożyć kanapę, żeby można było się oprzeć. Gosia po chwili wróciła i zapaliliśmy po papierosie. Zrobiłem drinki, Gosia swojego wypiła duszkiem.
- Nalej mi samego kompotu – powiedziała.
Wlałem jej samego kompotu i Gosia znowu wypiła duszkiem. Zaciągnęła się swoim Carmenem patrząc, jak też wypijam duszkiem drinka i drugą szklankę samego kompotu.
- Pić się chce strasznie po takim szale – powiedziała Gosia, przytulając się do mnie swoim wilgotnym i gorącym ciałem.
- Podobało się? – spytałem.
- Mało ci moich krzyków i zalanego prześcieradła? Przecież widzisz... – odpowiedziała opierając czoło o dłoń trzymającą papierosa.
- To się strasznie cieszę – powiedziałem dumny i pocałowałem Gosię w szyję.
- Idę się trochę opłukać – powiedziała po zgaszeniu niedopałka i wstała.
Złapałem ją za biodra i przysunąłem do siebie aby pocałować
wyschnięty soczek na brzuchu. Mieszanka soczku i potu Gosi smakowała cudownie.
- Ale dobre – wymamrotałem z ustami przy jej brzuchu.
- Co? – spytała, nie rozumiejąc ani słowa.
- Mówię, że wspaniale smakujesz – powiedziałem, teraz już wyraźnie.
- Ty też – cicho powiedziała Gosia z lekkim uśmiechem przytulając mi głowę do swojego łona i wplatając palce w moje włosy – puść, zaraz wrócę – dodała.
Gosia wyszła z pokoju i po chwili usłyszałem szum prysznica. Wróciła
po trzech minutach i nawet nie zdążyłem wypalić drugiego papierosa. Zgasiłem resztę i poszedłem pod prysznic, aby się tylko opłukać. Po chwili wróciłem do pokoju – Gosia siedziała na kanapie w swoim szlafroczku i, paląc, oglądała telewizję. Na stoliku stały świeże drinki z pływającym lodem.
- Miał być zakaz ubierania – przypomniałem.
- Wiem, ale troszkę mi się chłodno zrobiło po kąpieli, poza tym przecież się nie zawiązałam.
- To sobie usiądę w fotelu i będę na ciebie patrzył.
- Ja na ciebie też – powiedziała zalotnie.
Usiadłem i zapaliłem. Sięgnąłem po swoją szklankę i przy pierwszym
łyku poczułem rozkoszne zimo na wargach i przyjemne ciepło w przełyku.
„Dziennik Telewizyjny” trwał w najlepsze, a my nie zwracaliśmy na niego najmniejszej uwagi zapatrzeni w siebie. Jędrne piersi Gosi były całkowicie odsłonięte, więc mogłem sobie je podziwiać na nowo, co chwilę zerkając na wielkie czarne futerko, które po kąpieli i wytarciu było puszyste, a długie, czarne włosy sterczały we wszystkie strony. Bez skrępowania gapiłem się na ciało, o jakim marzyłem. Gosia również zupełnie swobodnie taksowała mnie wzrokiem.
- To niewiarygodne... – odezwała się pierwsza.
- Co? – spytałem.
- To, że to się stało..., że mi się podoba..., że dałeś mi to, w co nie wierzyłam, że w ogóle istnieje.
- Też mam takie wrażenie, że to, co robimy, daleko wykracza poza moje wyobrażenia.
- A jakie były?
- Przede wszystkim nie miałem pojęcia o tym, że może istnieć seria orgazmów. To naprawdę cudownie patrzeć, jak przeżywasz jeden po drugim. A po drugie, o takich słodkich wytryskach soczku nigdy nie słyszałem i nie czytałem.
- To dlatego, że doprowadzasz mnie do stanu, w którym nad tym nie panuję i nawet nie chcę panować. Takie wytryski to rzadkość i kobiety najczęściej doświadczają jej podczas masturbacji, a to dlatego, że faceci nie mają pojęcia jak się porządnie kochać.
- Też przecież nie mam pojęcia, to mój pierwszy raz...
- Tak wyszło..., podnieciłeś mnie maksymalnie i wytrzymujesz serię. Nie słyszałam nigdy o facecie, który wytrzymuje więcej niż dwa, trzy orgazmy
u kobiety. Dlatego jestem w szoku głębszym, niż możesz podejrzewać. Wiesz, jak to jest wśród bab w biurze, gada się o wszystkim i wszystkie narzekają, bo im mało, a mężowie, czy tam kochankowie, tego nie zauważają. Zresztą, co ja ci tu będę opowiadać: sama nigdy się nie spodziewałam, że dożyję pieszczot stóp. O lizaniu cipki nie wspomnę.
- Jak to? Przecież to strasznie przyjemne wkładać język do środka...
- To jesteś jakimś wyjątkiem i dlatego cię już nie wypuszczę. Ale, uwierz mi, prawie wszyscy faceci uważają, że cipka jest do wkładania i rodzenia, a głównie do sikania. Grzesiu..., pewnie wiesz, że marzeniem każdej baby w moim wieku jest mieć osiemnastoletniego kochanka?
- Nie... – zatkało mnie – ale wiem za to, że marzeniem każdego osiemnastolatka jest piękna czterdziestolatka.
- To też słyszałam. Ale to wynika właśnie z tego, o czym przed chwilą mówiłam. Młody chłopak może ciągle, bo jest ciągle napalony, kobieta w moim wieku najczęściej przeżywa z nim dwa, trzy orgazmy i on kończy. Ale ona wie, że za kwadrans będzie mógł znowu. Ale ty przekraczasz wszystkie, znane mi z teorii, granice.
- Jak byliśmy ostatnio w Ustce na wczasach, to już miałem straszną na ciebie ochotę – powiedziałem, a Gosia popatrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Miło mi, ale czternaście lat to trochę za mało na takie harce – odpowiedziała.
- Ale wiesz, jak się napatrzyłem na ciebie na plaży, to wieczorem strasznie o tobie myślałem.
- Kociątko moje..., słyszałam szelest pościeli, ale do głowy mi nie przyszło, że to z mojego powodu... zwłaszcza, że trochę gruba wtedy byłam...
- A jednak... słyszałaś??? – spytałem kurcząc się w fotelu.
- Słyszałam, ale zaraz jak zasnąłeś, robiłam to samo – puściła do mnie oko – poza tym te dźwięki strasznie mnie podniecały. Sama nie wiem, co bym zrobiła, gdybym wiedziała, że to przeze mnie.
- Podeszłabyś do mojego łóżka?
- Nie wiem. Ale głaskałam się między nogami słuchając twojego oddechu i korciło mnie, żeby cię wyręczyć. Ja też byłam spragniona. Ale gdybym wiedziała, że myślisz o mnie, to nie wiem..., chyba bym nie wytrzymała... a co cię tak podniecało?
- Piersi i włoski wychodzące spod bikini. O ślicznych stópkach nie wspomnę. Zastanawiałem się nawet, co będzie, kiedy jakiś facet, z gapiących się na ciebie, podejdzie i zacznie cię podrywać, ale chyba brali mnie za twojego syna i sobie odpuszczali. Ale gapili się strasznie.
- Naprawdę?
- Serio. To, że miałaś wówczas kilka kilogramów więcej nie wpływało wcale na twój urok. Wkurzało mnie to nawet, bo leżeli przy swoich żonach i nie zwracali na nie żadnej uwagi. Poza tym byłem normalnie zazdrosny, bo od zawsze wyglądasz bardzo kobieco.
Gosia wstała i usiadła mi na kolanach obejmując mnie ramionami za
szyję. Jej futerko dotknęło mojego członka. Pocałowała mnie gorąco w usta.
- Zazdrosny? – spytała całując mnie w policzek.
- Tak – odpowiedziałem patrząc jej w oczy, które powoli zaczynały nabierać blasku spowodowanego napływającymi łezkami.
- Moje kociątko – wyszeptała i pocałowała mnie w usta, długo i mocno.
Poczułem twardnienie członka i Gosia też to poczuła. Odsunęła na
chwilę swoją twarz od mojej i się uśmiechnęła.
- Znowu? – spytała.
- Yhymm – mruknąłem zamykając jej usta pocałunkiem i głaszcząc ręką pierś – nie moja wina, że tak mnie tak strasznie podniecasz – dodałem i zacząłem lizać dokoła rosnącą szybko brodawkę.
- Tak, to moja wina, ale poproszę o uniewinnienie.
- Uniewinniam – powiedziałem trzymając brązową i sztywną brodawką w ustach.
Gosia przycisnęła moją głowę do siebie i drapała mi kark wplatając
palce we włosy. Lizałem brodawkę dokoła i czułem językiem, jak rośnie i twardnieje jeszcze bardziej. Zacząłem ją ssać i jednocześnie ściskać delikatnie całą dłonią. Gosia nade mną zaczęła szybciej oddychać mocniej mnie dociskając do piersi i mocniej drapiąc moją głowę. Zgrałem ssanie z uciskaniem, ponieważ westchnienia Gosi stawały się coraz głośniejsze.
Nie przerywałem więc ściskania piersi i ssania brodawki. Po dwóch,
mniej więcej, minutach Gosia uniosła się i usiadła mi z powrotem na kolanach wkładając sobie do pochwy mojego, znowu mocno już stojącego, członka. Nie oderwałem ust do piersi ani na chwilę, a Gosia, z moim członkiem w sobie, nie wykonywała żadnych ruchów biodrami. Po chwili na członku poczułem kilka przebiegających skurczy obejmujących go i ściskających delikatnie w najróżniejszych miejscach.
- To kolejne magiczne miejsce? – spytałem przerywając pieszczoty.
- Taaaak – wyszeptała mi Gosia prosto w usta wzdychając jednocześnie.
Szybko wróciłem do kontynuowania tych pieszczot i po kilku minutach
poczułem następną falę delikatnych skurczy na moim członku. Gosia tuliła moją głowę do swojej piersi i drapała mnie po karku, co jakiś czas zjeżdżając drapaniem na plecy. Wśród jej spokojnych skurczy przy bezruchu jej bioder i cichych westchnień poczułem na podbrzuszu wilgoć. Próbowałem popatrzeć na futerko Gosi, ale z jej piersią w ustach nic nie widziałem. Przerwałem więc i popatrzyłem na czarną plamę włosów, w której ginął mój członek. Wsunąłem dłoń między Gosi uda dotykając całą jej powierzchnią słodkich włosów. Pod środkowym palcem poczułem dużą łechtaczkę i zacząłem krążyć po niej tak, jak widziałem, kiedy niedawno robiła to Gosia. Gosia jednak nagle wstała.
- Poczekaj – powiedziała, pocałowała mnie i podeszła do telewizora. Wyłączyła go i wyszła do kuchni, aby za chwilę wrócić z radiomagnetofonem w ręce. Czerwony radiomagnetofon na kasety (RMS 451) był jednym z niewielu dostępnych sprzętów audio i trzeba było się nieźle nabiegać, żeby go mieć. Gosia pochyliła się i podłączyła go do gniazdka przy telewizorze. Otworzyła szufladę pod telewizorem i wyciągnęła z niej jakąś kasetę. Włożyła ją w kieszeń magnetofonu i wcisnęła przycisk odtwarzania.
- Będzie muzyczka? – spytałem.
- Będzie, usiądź na kanapie. Ta kaseta świetnie nadaje się do kochania – dodała.
Przesiadłem się na kanapę, a Gosia podeszła do mnie po drodze zrzucając z ramion szlafroczek i usiadła na mnie przodem. Przytuliła
się do mnie i zaczęła całować, ocierając się łechtaczką o mojego członka. Z głośnika wydobyła się cichutka i spokojna muzyka. Zauważyłem pudełko od kasety i dotarło do mnie, że to składanka rockowych ballad, wykonanych na fortepianie dwa razy wolniej niż oryginały. Objąłem dłońmi pośladki Gosi i zacząłem je ściskać i rozszerzać. Na torsie czułem twarde piersi, a na członku coraz większą wilgoć z przesuwających się wzdłuż niego warg sromowych. Gosia po chwili wprowadziła go sobie do pochwy
i zaczęła się powolutku poruszać. Ściskałem jej pośladki i puszczałem tak, że czułem ten ścisk na swoim członku. Gosia zaczęła szybciej się ruszać i po chwili poczułem silny ścisk ścianek jej pochwy a za moment następny, przy którym zaczęła krzyczeć
i następny i następny. Dorwałem się do jej piersi liżąc i ssąc je na zmianę,
a Gosia dyszała mi nad głową i krzyczała. Dopadłem wargami do jej szyi i poczułem paznokcie wbijające się w plecy w takt wyczuwalnych skurczy pochwy. Unoszenie Gosi za pupę i jednoczesne ściskanie jej, okazało się trochę męczące po czwartym orgazmie, więc przestałem ściskać pośladki i środkowym palcem dotknąłem Gosi odbytu. Gosia w tym momencie natarła swym ciałem na mnie ściskając palec pośladkami, co przypomniało mi, że chciała się kochać z palcem w pupie. Wsunąłem głowę pod pachę Gosi i zostawiłem na palcu sporo śliny. Ponownie dotknąłem tylnej dziurki Gosi i lekko rozsmarowałem ślinę palcem wokół odbytu. Gosia na moment znieruchomiała. Wsunąłem palec do środka na pół centymetra, a Gosia wbiła paznokcie w moje plecy tak, że już chyba mocniej nie mogła. Później w lustrze zauważyłem, że plecy miałem przeorane we wszystkie strony tak koncertowo, że tylko iść na plażę i szpanować.
- Głębiej... kochany mój, słodki... – usłyszałem.
Wsunąłem palec głębiej i całą ręką prowokowałem ruchy Gosi na
moim ciele. Gosia naparła na mojego członka, nabijając się na niego tak, że dno pochwy ustąpiło, a łechtaczka zaczęła dotykać mojego podbrzusza. Po kilkunastu sekundach usłyszałem pierwsze krzyki Gosi i bardzo mocne skurcze jej pochwy.
- Ooooo...ooooo...aaaaa... – Gosia dostała szału.
Skurcze jej pochwy były tak silne, jakby ściskała członka ręką, co
chwilę z pochwy tryskał soczek na boki, ponieważ wylot blokował mój członek. Sięgnąłem do niego wolną ręką i naciągnąłem napletek tak, aby główka była cały czas odkryta. Spojrzałem przy tym w dół i zobaczyłem wśród mokrej, czarnej gęstwiny nabrzmiałą łechtaczkę z wysuniętym ze skórki czerwonym czubkiem, który ocierał się o moje mokre podbrzusze. Czerwony czubek łechtaczki miał prawie centymetr długości i pół centymetra średnicy. Wielkie, twarde, brązowe sutki wbijały się we mnie przy każdym ruchu i dziękowałem w myślach Gosi, że napoiła mnie drinkiem, który pozwolił przetrwać mi takie widoki.
- Ooooo...maaa...tkooo... dooo...brzeeee... miiii, mooo... cnieeej... aaaaa...jeee...szczeee...aaaa.
Gosia uniosła się na chwilę biodra i złapała ręką mojego członka, na
którego natychmiast wypłynął z pochwy gorący strumień. Gosia włożyła go sobie z powrotem nadziewając się na niego dość szybko, a zalaną soczkiem dłonią dotknęła moich pleców. Zaczęła znów poruszać się na mnie, a ja zabrałem jej dłoń ze swoich pleców i zacząłem zlizywać z niej soczek. Gosia sprawiała wrażenie, że nie wie, co się dzieje, ale wkładała mi do ust po kolei wszystkie palce, po wylizaniu których znowu zaczęła obiema dłońmi drapać mi plecy i przyciskać się do mnie w czasie orgazmu. Wcisnąłem palec głębiej w pupę Gosi i zacząłem naciskać nim tę stronę, po której czułem poruszającego się członka w pochwie. Ciężka to była praca i tylko fakt, że Gosia krzyczy niebywale i co minutę czuję mocne skurcze pochwy dodawał mi sił. Po kolejnym orgazmie, podczas którego poczułem, że spod paznokci Gosi powinna płynąć mi z pleców krew, a Gosia, przyciskając się do mnie, w amoku krzyczy już tylko „aaaaaaaaa, aaaaaaaaaaaaaa, aaaaaaaaaaaaa”, nagle poczułem, że znieruchomiała i drżała na mnie jeszcze kilka minut, podczas których całowałem ją w szyję, w piersi i w usta. Soczek wylewał się na mnie podczas tego drżenia.
- Mój... – wyszeptała – jedyny, najsłodszy.
- Kochana moja...
- U...wielbiam – dreszcz przechodzący przez Gosię przerwał jej na moment – uwielbiam, jak mnie pieprzysz, robisz to tak cu...do..wnie – następne dreszcze podzieliło słowo na sylaby.
- Nie pieprzę cię, tylko kocham się z tobą – zaprotestowałem.
- Wiem, ale to jest takie... – szukała w myślach dalszej części zdania – takie pieprzenie z miłości i dzikie i nieokiełznane i słodkie – dokończyła. To, co mi robisz dawno przekroczyło definicję kochania się...
- Aż tak ci dobrze?
- Ciii..., o maaa…tko – kolejny dreszcz przeszedł przez Gosię połączony z delikatnym skurczem pochwy – nie, nie – powiedziała po chwili – to nieprawda, ja śnię – mówiła do ściany za mną przytulając się do mnie całym ciałem. Bardzo powoli wykonywała przy tym biodrami delikatne ruchy okrężne. Gosia nagle ze mnie wstała.
- Wstawaj szybko!
- Czemu? – spytałem wstając na wszelki wypadek.
Gosia szybko rozłożyła kanapę.
- Kładź się na plecach – powiedziała patrząc się na mojego stojącego i nabrzmiałego członka.
Położyłem się, a Gosia usiadła na mnie „na jeźdźca” i ręką
wprowadziła mnie do swojego gorącego wnętrza. Dotknąłem dłońmi jej twardych piersi i Gosia zaczęła powoli się na mnie poruszać uważnie się na mnie patrząc.
- Ależ to jest słodkie... – wyszeptała.
- Co takiego?
- Patrzeć ci w oczy i czuć go w sobie – pochyliła się i pocałowała mnie w usta wbijając przy tym we mnie swoje twarde piersi.
Oderwała się ode mnie po chwili i zaczęła się poruszać energiczniej.
- Dobrze...?
- Pięknie – odpowiedziałem i zacząłem jeździć dłońmi od piersi do bioder – ale tak nie wytrzymam długo – dodałem.
- Nie masz wytrzymywać, ma być ci dobrze. Ja mam dość na jakiś czas, a muszę ciebie przecież trochę zmęczyć, bo jak nie ja, to ty wykończysz mnie.
Ruszyła ostrzej, a ja dorwałem się do masowania jej piersi i bioder.
Patrzyłem przy tym na jej śliczną twarz i czułem pod palcami twarde brodawki. Jej ciemne włosy opadały na plecy podczas gdy wyginała się w przód eksponując biust i czarne, mokrusieńkie futerko, w którym wyraźnie było widać wystającą czerwoną i błyszczącą łechtaczkę. Podnoszenie przez Gosię brody do góry powodowało tak wspaniałe uwydatnienia jej figury, że nie mogłem się napatrzeć, a podniecenie we mnie rosło z każdą sekundą. Jeszcze kilka ruchów bioder, wykonanych przez Gosię
z niebywałą czułością i poczułem, że już nie opanuję wytrysku. Oparła dłonie o mój tors czując moje szybsze ruchy biodrami – wystrzeliłem więc, szybko oddychając i przyciągając Gosię do siebie aby poczuć na sobie jej piersi. Przy ostatnim drgnięciu członka poczułem, że przez pochwę Gosi przechodzi seria skurczy. Przywarła do mnie całym ciałem i znowu drżała.
- Ooooo, bożeeee..., znowuuuu – powiedziała na wydechu i pochyliła się wtulając mi twarz między piersi.
- O matko... – wyszeptałem - Małgoś moja, jaka ty jesteś piękna...
Nie odrywając mi twarzy od swoich piersi drapała mnie po głowie
wplatając palce między włosy.
- Jestem...????
- Jesteś... – wysapałem.
- Naprawdę?
Oderwałem się od piersi Gosi, popatrzyłem jej w oczy i powiedziałem:
- Gosiuś, bardzo. Przecież widzisz, że nie mogę wytrzymać, kiedy mam okazję patrzeć na ciebie bez przeszkód.
- Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy – odpowiedziała w końcu – palimy?
- Pewnie.
Gosia zeszła ze mnie powolutku otwierając oczy dopiero wówczas,
kiedy mój członek opuścił jej pochwę. Leżałem dalej na plecach i patrzyłem, jak odpala Carmena dla siebie i, Extra Mocnego, dla mnie. podała mi papierosa i usiadłem na kanapie obok Gosi. patrzyłem się w płomień kończącej się świecy, a za oknem panowała już ciemność, mimo najdłuższych letnich dni. Gosia wstała i rozsunęła zasłony. Otworzyła na oścież drzwi balkonowe i wyciągnęła z barku nową świecę, którą kazała mi zapalić. Odpaliłem ją od palącego się ogarka i nałożyłem na miejsce starej – puściłem dopiero po zastygnięciu parafiny. Gosia w tym czasie usiadła przy mnie i zaciągała się zachłannie.
- Polej – powiedziała, kiedy puściłem świecę – sześćdziesiąt orgazmów od rana to trochę jednak wykańcza.
- Liczyłaś?
- Nie, ale tak mi, mniej więcej, wychodzi – odpowiedziała i oparła głowę na moim ramieniu.
- W życiu bym nie podejrzewał, że można tak pięknie spędzić dzień.
- Właśnie... – potwierdziła Gosia i wypuściła dym z płuc – a jutro już od samego rana będziemy razem – dodała.
- Zdrowie – powiedziałem sięgając po swojego drinka.
- Za szał – odpowiedziała.
Dopiliśmy drinki i Gosia poszła się kąpać pierwsza. Postanowiłem
w tym czasie zaścielić łóżko, ale przypomniało mi się, że Gosia wyniosła prześcieradło. Otworzyłem bez pukania łazienkę, wsunąłem głowę w szparę między drzwiami a futryną aby się z niewinnym uśmiechem zapytać:
- Gdzie trzymasz prześcieradła?
- W szafce pod barkiem – odpowiedziała odwracając się do mnie przodem i postawiła stopę na krawędzi wanny.
Popatrzyłem chwilę na Gosię w tej celowo przyjętej przez nią, bardzo
wyzywającej, pozycji, posłałem buziaka i poszedłem po prześcieradło. W pokoju pościeliłem łóżko, założyłem na siebie koszulkę i krótkie spodenki, aby stanąć bez obaw na balkoniku i zapalić wśród powiewów świeżego powietrza. W oknach bloku naprzeciwko odbijała się resztka zachodu słońca w postaci ciut jaśniejszego nieba niż tego nad głową, które było już ciemnogranatowe. Paliłem powoli pełen szczęścia na myśl o tym wszystkim, co się stało i co miało się jeszcze stać. Po wypaleniu papierosa poszedłem do kuchni i dolałem wody do foremki na nową porcję lodu. Zamknąłem zamrażalnik i rozejrzałem się po wnętrzu lodówki. Przyniosłem z pokoju butelkę z ponad połową wódki i prawie pusty dzbanek z kompotem. Butelkę z wódką wstawiłem do lodówki i, w szafie z kompotami i dżemami, zająłem się wyszukiwaniem jakiegoś odpowiedniego kompotu na drinki. Wybrałem wiśniowy, przelałem go do dzbanka i też wstawiłem do lodówki. Wyciągnąłem sześć jajek, margarynę i grubą parówkę. Nastawiłem na gaz patelnię, pokroiłem parówkę i zacząłem ją lekko podsmażać. Wstawiłem też wodę na herbatę. Z łazienki właśnie przestał dochodzić szum wody więc zwiększyłem gaz pod patelnią. Gosia wyszła z łazienki i, stojąc w cieniu przedpokoju, powiedziała:
- Co z zakazem ubierania się? – spytała widząc mnie ubranego.
- Byłem na balkonie i postałem tam sobie chwilę, a teraz w kuchni robię kolację i nie ma czym zasłonić okien – Gosia w kuchni miała bowiem tylko firanki – jak chcesz, to się nie będę tym przejmował, ale może być niektórym wesoło.
- A co robisz?
- Jajecznicę.
- Znowu nie pomyślałam, że mój mężczyzna może być głodny... okropna jestem.
- Ale za to ja wpadłem na to, że kobieta jest głodna. Stawia mnie to ponad wielu innych? – spytałem prowokacyjnie z nieukrywaną dumą.
- Bardzo ponad i bardzo wielu – odpowiedziała.
- Powiesz babom w pracy, że zrobiłem ci kolację? – spytałem przez śmiech.
- Nie, myślę, że nie uwierzą i pomyślą, że mi powoli odbija w stronę fantazjowania.
Zacząłem wbijać jajka na patelnię a Gosia znikła w pokoju.
Rozłożyłem talerzyki, przygotowałem szklanki z wsypaną herbatą i ukroiłem trzy kawałki chleba. Twarde masło rozsmarowywało się bardzo opornie i w zasadzie było sobie na kromkach w twardych kawałkach. Weszła Gosia ubrana w sam szlafroczek sięgający do połowy ud i zalała herbaty wodą, która akurat zaczęła wrzeć. Zamieszałem jajecznicę na patelni i zacząłem ją wykładać na talerzyki.
- Dla mnie wystarczy – powiedziała Gosia patrząc na ilość rosnącą na jej talerzyku.
Wyciągnęła z szuflady dwa widelce i usiadła przy stole czekając aż
odstawię patelnię i usiądę naprzeciw. Podała mi widelec.
- Smacznego – powiedziała.
- Smacznego – odpowiedziałem i poczułem jej gołe stopy na moich.
- Zimna ta podłoga – wyjaśniła trzymając widelec z nabraną na niego jajecznicą w zawisie przy ustach – najchętniej zjadłabym tę kolację siedząc ci nago na kolanach, ale musi mi wystarczyć tylko to, że sąsiedzi nie zobaczą, co się dzieje pod stołem – zaczęła jeść.
- Mi się podoba taka kolacja z twoimi stopkami na mnie – powiedziałem.
Gosia na moment mocniej docisnęła stopy do moich. Zjedliśmy i zabrałem się za zmywanie.
- Zostaw, aż mi głupio, że ty ciągle coś robisz.
- Zupełnie niepotrzebnie – odpowiedziałem, ale Gosia odsunęła mnie od zlewozmywaka – Gosia, dość od ciebie dostałem i chcę, żebyś spokojnie posiedziała przy herbacie.
- Ja od ciebie dostałam więcej, niż mogłam marzyć, jak chcesz coś zrobić, to zrób drinki.
- Wódkę i kompot wstawiłem do lodówki i raczej się jeszcze nie schłodziły, a lód będzie się robił jeszcze z godzinę.
- To zrób takie, jakie są.
- Wziąłem nowy kompot z szafki. Wiśniowy.
- No i dobrze.
- To ja się pójdę wykąpać i przez ten czas nich się jeszcze trochę ochłodzi – powiedziałem przekładając wódkę do zamrażalnika. Dzbanek z kompotem był za duży żeby się zmieścić do malutkiego zamrażalnika u góry lodówki.
Poszedłem do łazienki i szybko się wykąpałem, wyszorowałem zęby,
przejechałem dłonią po brodzie w poszukiwaniu drapiących włosów, a ponieważ nie było nawet nie drapiących, więc wyszedłem. W kuchni światło było już zgaszone, wszedłem do pokoju i zobaczyłem Gosię leżącą na rozłożonej kanapie podpierającą się na łokciu. Na kanapie przy Gosi leżała popielniczka, zasłony były już szczelnie zasunięte, na stoliku stały dwie zapalone świece, a na półce nad kanapą dwie następne.
- Po co tyle świeczek?
- Żeby cię lepiej widzieć, więc ściągaj to wszystko z siebie – powiedziała używając drapieżnego głosu.
- Czy ja wyglądam na Czerwonego Kapturka?
- Wystarczy, że masz czerwoną główkę i chcę ją widzieć. Zaraz, zaraz, a czy ja wyglądam na babcię? – Gosia podchwyciła natychmiast temat i spytała z udawanym wyrzutem.
- Żartujesz sobie... – przerwałem wypowiedź, ponieważ i tak nie miałem koncepcji, jak ją skończyć i uznałem, że gapienie się na Gosię powinno wystarczyć.
Taksowałem wzrokiem jej ciało przepięknie powyginane w tej pozycji
i kręciłem głową z niedowierzaniem. Szybko zdjąłem z siebie koszulkę i szorty. Usiadłem w fotelu i zapaliłem. Na stoliku stały już dwa przygotowane drinki, jednego wziąłem do ręki i wypiłem ćwierć szklanki jednym łykiem. Nie było to tak zimne, jak powinno, ale już było czuć chłód na wargach. Gosia wzięła popielniczkę do ręki i usiadła na kanapie.
- Chodź tu obok – powiedziała.
Odstawiłem swoją szklankę i wziąłem szklankę z drinkiem Gosi.
Podając jej usiadłem obok tak, aby nasze ciała przylgnęły do siebie na całej możliwej do przylgnięcia długości. Sięgnąłem po swoją szklankę i strzepnąłem popiół do popielniczki postawionej przez Gosię na stoliku. Cztery świece dawały rzeczywiście dużo więcej światła, przy którym widać było znacznie lepiej wszystkie podniecające szczegóły Gosi. Zresztą w ciepłym świetle płomieni wyglądały jeszcze bardziej pociągająco. Opuściłem wzrok na jej stopy.
- Jutro zmienię lakier, różowo perłowy będzie ci się podobał?
- Czemu chcesz zmieniać? Jak dla mnie to możesz używać tego, co masz teraz, różowo perłowy też będzie śliczny i jeszcze jasno czerwony pięknie ci pasuje, a te twoje zielone i pomarańczowe wynalazki raczej są za ekstrawaganckie – odpowiedziałem.
- No nieeee..., ty naprawdę zwracasz na mnie uwagę – przytuliła się do mnie mocniej, a ja zgasiłem papierosa w popielniczce – zmienię, bo chcę ci zrobić niespodziankę.
- Jaką???
- Zobaczysz.
- Bardzo jesteś zmęczona? – spytałem wsuwając jej dłoń między uda dotykając wierzchem wskazującego palca czerni włosów.
- Jeszcze nie – opowiedziała zaciskając uda.
Gosia zgasiła prawie pół papierosa, dopiła jednym łykiem resztę drinka
i odstawiła szklankę. Zrobiłem to samo ze swoim drinkiem i też odstawiłem pustą szklankę.
- Co chcesz, żebym ci zrobiła? – spytała cicho.
- Usiądź mi na twarzy – powiedziałem jej szeptem prosto do ucha.
- Znowu cię zaleję.
- Ale ja to uwielbiam.
- Ja też, zwłaszcza, że w tej pozycji dzyndzelek jest dużo większy i bardziej wystaje i bardziej się to czuje.
- Dzyndzelek, powiadasz? Fajne określenie – powiedziałem z uśmiechem – to czemu sama nie mówisz, że tak właśnie byś chciała?
- Bo podoba mi się nie tylko to. Zresztą wszystko, co mi robisz, jest cudowne, więc nie zależy mi na czymś konkretnym. To się połóż – dokończyła.
Położyłem się na plecach i patrzyłem, jak piękne, czarne futerko zbliża
się do moich ust, a szczupłe uda obejmują moje policzki. Rozgarnąłem językiem włosy i wsunąłem język do pachnącej kąpielą pochwy nosem dotykając łechtaczki. Gosia westchnęła i rozgarnęła dłońmi włosy na obie strony łechtaczki, która zaczęła szybko rosnąć. Objeżdżałem ją językiem dokoła, a kiedy urosła do maksymalnych rozmiarów świecąc różowiutką główką, wsunąłem język do pochwy tak głęboko, jak tylko mogłem. Gosia westchnęła i zaczęła ruszać biodrami. Wyciągnąłem język i zacząłem lizać ją sposobem, który tak się Gosi podobał – język wsuwałem do pochwy, a przy wyciąganiu go, ssałem dużo większą, niż normalnie, łechtaczkę. Po jednym ssaniu łechtaczki językiem przejeżdżałem w stronę pochwy i wsuwałem go do środka – i tak w kółko. Po dwóch minutach skoncentrowania Gosia zaczęła szybciej i głębiej oddychać, aby zaraz zacząć krzyczeć i zalewać mnie soczkiem. Sprawiło mi to wielką radość, ale to jednak nie była pozycja, którą można było długo wytrzymać, więc po kilku Gosi orgazmach przerwałem.
- Połóż się na plecach – powiedziałem.
Gosia zeszła ze mnie i położyła się na kanapie na plecach. Od razu
zanurkowałem głową między jej uda i ponownie przyssałem się do sterczącej łechtaczki. Poczułem jej stopy na plecach i zaciskające się ich palce na mojej skórze. Gosia krzyczała unosząc i opuszczając biodra zgodnie z moimi ruchami języka wzdłuż różowego rowka, a ja wpadłem na pomysł urozmaicenia tego lizania. Wsunąłem dłoń pod pupę Gosi w czasie jej podnoszenia i środkowym palcem odnalazłem wylot odbytu. Wszystko wokół było mokre tak, że z czarnego gęstego futerka zrobiła się jednolita pozlepiana masa a między pośladkami było pełno ściekającego soczku. Nie było więc potrzeby nawilżania go, wsunąłem go do połowy długości i zauważyłem, że przeszkadza mi mój własny kciuk. Gosia nie przerywała unoszenia i opuszczania bioder, a ja nie przerywałem też lizania i ssania. Po, mniej więcej, minucie uznałem, że dość sensownym miejscem dla kciuka będzie pochwa Gosi, więc wcisnąłem go najgłębiej, jak tylko pozwalała jego długość. Środkowy palec też wepchałem tak głęboko, jak tylko się dało i oba palce starałem się maksymalnie zbliżać do siebie przez ścianki pochwy i jelita podczas unoszenia bioder przez Gosię. Pochwa Gosi, zajęta przez kciuk, nie mogła być już przeze mnie wylizywana, więc pozostało mi już tylko ssanie łechtaczki. Pierwszy wytrysk soczku Gosi rozprysnął się na mojej dłoni i ochlapał głównie moją twarz - wytarłem ją o brzuch Gosi i zlizałem wszystkie ślady tego soczku upajając się jego smakiem i zapachem. Zanim skończyłem wylizywać ślady orgazmu Gosi z jej własnego brzucha, nastąpił drugi wytrysk soczku, który wylądował na prześcieradle. Zacząłem palcami w pochwie i w pupie wykonywać ruchy takie, jak robi koparka wciągająca do siebie swoimi podwójnymi szczękami to, co złapie, wracając przy tym do ssania łechtaczki. Gosia krzyczała z rozkoszy, ale ja z tego wszystkiego rozróżniałem już tylko pojedyncze słowa a ich sposób wykrzykiwania zaczął mnie bardzo podniecać.
- Jaaa...k dooo...brzeee..., taaaaak mnieee rżniiiiijjj, pieee..., taaaak, ooo boooże, jeeesz....czeeee, taaaak, taaaaaak, taaaaaaaak, taaaasaaaak taaaaaaaaaaaak!!!
Ruchy bioder stały się szybsze i musiałem też przyspieszyć swoje
ruchy palcami oraz szybciej ssać łechtaczkę. Szał Gosi osiągnął poziom, o jakiego istnieniu nie miałem pojęcia: soczek lał się na moją dłoń i twarz strumieniem. Nie czułem na kciuku skurczów pochwy, ale chyba wylewał się zgodnie z nimi, na dodatek mój kciuk był zbyt mały aby zatkać wylot pochwy i soczek wytryskiwał cały czas na zewnątrz. Nagle znieruchomiała i odepchnęła moją rękę od siebie.
- Dooość, nie mogę – płaczliwie wysapała – coś ty narobił?
Gosia usiadła w sposób, który wskazywał, że każdy ruch sprawiał jej
ból i przytuliła się do mnie wciskając swoją twarz w mój tors. Objęła mnie udami i tak siedzieliśmy może ze dwie minuty, podczas których czułem na końcu stojącego członka jej nabrzmiałe i gorące wargi sromowe. Uniosła twarz i pocałowała mnie w usta. Całowaliśmy się długo wsadzając sobie naprzemian języki do ust.
- Znowu nie mogę, a miałam cię zamęczyć – powiedziała po chwili.
- Jak by co, to ja się cieszę – odpowiedziałem jej do ucha szeptem.
- Z czego?
- Że znowu ci zrobiłem, tak jak pragniesz – wyszeptałem trzymając język w jej uchu.
- To zaraz zobaczysz, co ja zrobię...
Wzięła go do ręki i czubek objęła wargami. Usztywnił się w kilka
sekund a Gosia swoją drobną rączką, zasłaniającą pół długości członka, ściągnęła napletek odsłaniając całkowicie czerwoną główkę. Położyłem się na plecach w poprzek kanapy i zamknąłem oczy. Poczułem tańczące na żołądzi usta i język naciskający mocno czubek. Drugą dłonią Gosia drapała mi jądra w takt ruchów jej ust na członku. Nagle wszystko ustało a Gosia usiadła na mnie na jeźdźca.
- Miałam cię zamęczyć – wyszeptała – a wytrysk chcę poczuć w środku.
Zaczęła powoli ruszać biodrami i z każdą chwilą przyspieszać.
Patrzyłem na jej pełne, falujące piersi, odchyloną do tyłu głowę i zamknięte w skupieniu oczy. Skupiałem się na szybkim przeżyciu orgazmu. Jednak to Gosia doszła szybciej ode mnie, szybszy jej oddech i, znacznie cichsze już, westchnienia połączyły się z odczuwaniem przeze mnie mocnych skurczy jej pochwy. Położyła się na mnie żeby zatkać swoje usta przed krzykiem moim ramieniem, jej twarde piersi wbiły się we mnie i wystrzeliłem. Gosia ruszała biodrami okrężnie wyczuwając każde drgnięcie mojego członka, dosłownie miętoszonego tym razem przez ścianki pochwy. Na jądrach poczułem gorący strumyczek.
- Boże, Grześ, jeszcze raz się udało – usłyszałem.
- Co? – wysapałem oderwany od rozkoszy.
- Jeszcze jeden orgazm...
- Pięknie – odpowiedziałem i pocałowałem ją w wewnętrzną stronę jej malutkiej dłoni.
- Trochę cię znowu zalałam... – powiedziała z twarzą wtuloną w moją szyję.
- Pięknie, Gosia, mówiłem ci przecież, że marzę o twoich orgazmach – powiedziałem – już nie będę się pytał, czy było ci dobrze – dokończyłem.
- Ale prześcieradła się skończyły...
- Małgoś, ja z przyjemnością będę leżał w tych słodkościach, zresztą zaraz przecież wyschną, więc nie widzę problemu.
- Może masz rację – mówiąc to zeszła ze mnie i usiadła obok.
Sięgnęła po papierosy i zapaliła dwa jednocześnie podając mi zaraz
jednego. Wyszła do kuchni i wróciła z resztką wódki w butelce i dzbankiem kompotu.
- Rozlej resztę – powiedziała z papierosem w ustach stawiając butelkę i dzbanek na stoliku.
Podzieliłem resztę wódki i wyszło po jednej trzeciej szklanki. Zalałem alkohol cudownie zimnym kompotem. Gosia usiadła obok mnie i patrzyła na robienie drinków zaciągając się łapczywie.
- Wiesz co? Strasznie mi się podoba „Małgoś”. Nikt tak nigdy do mnie nie mówił, a wygląda tak, jakby było mówione z miłością.
- Bo jest – odpowiedziałem i przytuliłem Gosię mocno – i ze straszliwym pożądaniem, ale to akurat sama widzisz.
- Widzę, ale nadal nie wierzę – uśmiechnęła się – jeśli to jakiś piękny sen, to chciałabym się już nie obudzić.
- Jednak się obudzisz, na dodatek już jutro rano, ale ja tu ciągle będę – pocałowałem ją w szyję odgarniając włosy.
- To dobrze, zapalimy jeszcze?
- Zapalimy – oparłem z nosem zatopionym we włosach Gosi.
- A później szybki prysznic i śpimy? – było to pytanie, na które powinienem odpowiedzieć twierdząco, ale w zamian zrobiłem smutną minę – kociątko, ja już nie mogę, chciałam cię zamęczyć, ale to się chyba nigdy nie uda.
- To śpimy – powiedziałem smutno i zaraz potem uśmiechnąłem się ciepło do Gosi.
Gosia dopiła drinka i popatrzyła się na mnie ponaglająco. Skończyłem
więc swojego i poszliśmy do łazienki. Pochyliłem się nad wanną i puściłem wodę sprawdzając jej temperaturę, a kiedy dobrałem właściwą wszedłem do wanny, Gosia za mną. Staliśmy naprzeciwko siebie a ja Gosię oblewałem prysznicem z góry na dół. Podniosła do góry ramiona, abym mógł namoczyć ją pod pachami – wyglądała pięknie, piersi uniosły się razem z ramionami, a linia ciała bardzo się uwypukliła. „Nie ma co, laska z niej obłędna” – pomyślałem i zacząłem namydlać Gosię zaczynając od szyi. Gosia położyła dłonie na moich biodrach a ja schodząc z namydlaniem coraz niżej spowodowałem, że musiała je zabrać. „Szkoda” – pomyślałem, ale ramiona Gosi od razu objęły mnie za szyję. Staliśmy blisko siebie i jeździłem mydłem po Gosi na ślepo, bardzie wyczuwając gdzie jestem, niż widząc. Przybliżyłem się do niej bardziej, aby ją objąć i dokładnie namydlić plecy. Gosia w czasie namydlania jej pleców całowała mnie w usta tak ciepło i delikatnie, że zdziwiłem się, że takie pocałunki mogą istnieć. Mój rosnący członek wbijał się powoli w Gosi futerko, a moje dłonie namydlały pupę Gosi i jakoś nie mogły się opanować przed jej ściskaniem. Dociśnięty do Gosi, mydłem w prawej ręce, zacząłem namydlać jej podbrzusze raz po raz zahaczając o granicę futerka. Ponieważ nie zauważyłem jakiegokolwiek sprzeciwu, zacząłem namydlać całe krocze Gosi i napotkałem... lekkie rozszerzenie ud. O dziwo zaczęła pozwalać mi na wszystko, mało tego, ciągle mnie delikatnie całowała wsuwając bez pamięci język do moich ust i nie zwracając uwagi na to, co robię. Klęknąłem przed Gosią i zacząłem namydlać jej uda zbliżając się do łydek i powoli do stóp. Z ciągle zamkniętymi oczami położyła mi dłonie na plecach, a ja po namydleniu jej całej wstałem, i zacząłem ją spłukiwać prysznicem.
- Teraz ja – powiedziała Gosia, kiedy skończyłem ją spłukiwać.
Wzięła mydło i zaczęła mnie myć ciągle całując i delikatnie liżąc mi
język. Oderwałem się na moment od Gosi i powiedziałem:
- Przepięknie całujesz, nigdy nie sądziłem, że taka delikatność może podniecać bardziej niż rozgniatanie warg.
- Widzę właśnie – odpowiedziała znacząco patrząc na mojego członka sięgającego już do jej pępka.
Zaczęła go namydlać szorując co chwilę moje jądra. Po chwili
usłyszałem jak mydło upada do wanny a obie dłonie Gosi delikatnie ściągają napletek tak daleko, jak to tylko było możliwe. Śliska dłoń Gosi posuwała się spokojnie od początku członka do jego nabrzmiałego końca, a jej język powoli krążył po moim języku. Gosia nagle przerwała i zaczęła mnie spłukiwać z mydła. Zakręciła oba krany i klęknęła przede mną. Czerwona główka zniknęła w jej ustach, a język próbował się wbić w dziurkę na samym jego końcu. srebrne paznokcie jednej drobnej dłoni drapały mnie po udach od tyłu, a drugiej, po jądrach. Wystrzeliłem po minucie i docisnąłem głowę Gosi do siebie tak, że koniec członka dotarł do gardła. Po ostatnim drgnięciu mojego członka, Gosia wzięła do ust moje, skurczone po wytrysku, jądra i zaczęła je bardzo delikatnie przygryzać.
- Będziesz chciał jeszcze? – spytała klęcząc przede mną i patrząc mi w oczy.
- Już chyba nie, kochanie moje – opowiedziałem lekko dysząc.
Gosia nasunęła napletek na żołądź i, widząc, że nie do końca główka
jest zakryta, złapała skórkę palcami i dociągnęła do końca. Wstała i sięgnęła po wielki ręcznik, przytuliła się do mnie i zarzuciła go na nasze plecy. Staliśmy tak chwilę czekając, aż resztki wody wsiąkną w materiał. Gosia ponownie wsunęła mi język do ust całując delikatnie w pełnym skupieniu. Wyszliśmy z wanny i Gosia wyszła. Wytarłem się do sucha, wyszorowałem zęby i postanowiłem się nawet ogolić. Poszedłem do pokoju i zobaczyłem Gosię leżącą przy świecach na świeżo pościelonym łóżku. Przyklęknąłem przy Gosi stopach i zacząłem je całować. Gosia przyjęła to zamknięciem oczu, dłonie położyła wzdłuż ciała i leżała spokojnie. Zacząłem brać do ust każdy paluszek osobno i oblizywać go ze wszystkich stron. Kątem oka zauważyłem, że łechtaczka Gosi powoli wyłania się spośród czarnego, gęstego futerka.
- Chodź tu – usłyszałem szept po kilku minutach.
Położyłem się przy Gosi, która wzięła w dłoń swoją pierś i nadstawiła
mi ją do pieszczot. Dopadłem do niej ustami ściskając ją dłonią, językiem objeżdżałem dokoła twardą brodawkę. Gosia zaczęła wzdychać i jedna jej dłoń powędrowała w okolice futerka, a druga dociskała mnie do piersi. Po chwili Gosię przeszył dreszcz, który czułem całym swoim ciałem.
- Dość, mój słodki – powiedziała – naprawdę nie mogę więcej.
Uniosłem się na łóżku i wsadziłem głowę między jej uda. Dopadłem jej
mokrego futerka i zacząłem zlizywać z niej soczek, którego nie było już tak dużo, jak w ciągu dnia. Położyłem się przy Gosi a ona od razu się do mnie przytuliła przykrywając mnie swoim udem i dłonią dotknęła moich jąder. Członek szybko sztywniał.
- Eeech, Grzesiu, jednak mi się nie udało – powiedziała drapiąc go powoli na całej długości.
- Udało – odpowiedziałem – to ostatni raz, który jestem w stanie.
- No, to świetnie – ucieszyła się i pocałowała mnie w usta. Znowu całowała powoli, ciepło i bardzo erotycznie.
Położyła swoją głowę na moim brzuchu całkowicie zasłaniając
wszystko, co miała zamiar zrobić. Na odsłoniętej główce poczułem zaciskające się słodko usta i gorący język krążący dokoła. Zacząłem się bawić włosami Gosi rozrzuconymi na moim brzuchu i powoli wplatałem w nie palce. Po trzech minutach, przy moim maksymalnym skupieniu na boskich pieszczotach Gosi, wystrzeliłem resztką spermy i rozkoszowałem się odczuwaniem dotyku palców Gosi na moich jądrach, ściskanych i miętoszonych delikatnie.
- Małgoń, jak cudownie - wyszeptałem.
- Bardzo tak lubisz? – spytała kładąc się przy mnie nadal pieszcząc skurczone jądra.
- Robisz to obłędnie, jeszcze do tego ten język... – poczułem, że członek definitywnie maleje.
- Ja też tobie lubię to robić – podparła się na łokciu i, ciągle trzymając swoją dłoń na moich jądrach, pocałowała mnie w policzek – smakujesz wspaniale – dokończyła.
Objąłem ją i pocałowałem w usta.
- Ty też jesteś tam słodka – wyszeptałem Gosi prosto w nosek.
- Kociątko się jednak zmęczyło? – spytała z uśmiechem przenosząc dłoń z jąder na całkiem już miękkiego członka.
- Też mnie powoli zaczyna boleć, ale to jednak bardzo słodki ból, chyba dopiero rano będę w stanie dalszej używalności – powiedziałem przyciskając Gosię do siebie.
- To pięknie – wyszeptała mi do ucha i lekko je przygryzła – Grzesiu, czy ty nie sądzisz, że mam zbyt bujne te włosy między nogami? – spytała tak niespodziewanie, że wybałuszyłem tylko oczy bardzo pytająco.
- Bo wiesz, może ci przeszkadzają i są za długie? – Gosia przesunęła dłoń z mojego członka na mostek i zaczęła delikatnie drapać, jakby bezwiednie.
- Gosiuś, masz przepiękne futerko – nareszcie dotarło do mnie, o co pyta – i potwornie mnie podnieca.
- Ale słyszałam, że dość dużo par sobie czasem goli i podnieca to podobno bardziej.
- Nie wiem, jak inni, ale ja wolę nie eksperymentować z tak piękną kępką. Później będę czekał pół roku, aż odrośnie?
- Kępką? Kociątko, przecież to kępa – zaprotestowała.
- Może nawet i las, ale wspaniały i słodki.
- To mam z nią nic nie robić?
- Nic.
- Ale na plaży będą mi wychodzić włosy na boki spod majtek.
- Gosiuś, przecież tam nikogo ma nie być, nie wiem nawet, czy się nie skusimy na opalanie nago – prowokowałem.
- Raczej nie będzie to całkiem bezpieczne – lekko zaprotestowała.
- Zobaczymy, ale nawet gdyby nie było takiej możliwości, to z przyjemnością popatrzę sobie na te wychodzące.
- A jak jednak tam nie będziemy sami i ktoś też będzie się gapił?
- To niech zazdrości – odpowiedziałem przez śmiech – zresztą zawsze możemy przenieść się gdzieś za wydmę w cień drzew i krzaków.
- Śpimy.
- A może jeszcze zapalimy? zaproponowałem spragniony drapania w gardle.
- Dobra – odpowiedziała Gosia.
Wstałem z kanapy i zdmuchnąłem wszystkie świeczki, zapach dymu
z knotów szybko rozniósł się po pokoiku. Podszedłem do drzwi balkonowych, odsunąłem zasłonę i otworzyłem je na oścież. Do pokoju wdarł się świeży powiew ciepłej, letniej nocy. W oddali słychać było cichy warkot ostatnich samochodów, a w bloku naprzeciwko świeciło się już tylko w kilku oknach. Gosia zapalała dwa papierosy siedząc na kanapie.
- To może przy okazji jeszcze po jednym na dobry sen? – spytała.
- Dobra – zgodziłem się, zabrałem ze stolika szklanki i poszedłem do kuchni.
Kompot i wódka już były mocno schłodzone, zrobiłem po drinku i po
schowaniu dzbanka i butelki do lodówki wróciłem do pokoju. Podałem Gosi szklankę, wziąłem od niej papierosa i usiadłem obok. Z rozkoszą zaciągnąłem się dymem i wydmuchałem go w stronę otwartego balkonu.
- Małgoń... – zacząłem.
- Co, kochanie moje?
- Zafundowałaś mi dwa najpiękniejsze dni w życiu.
- Ty mi też – usłyszałem w ciemnościach troszkę rozjaśnianych przez żar papierosów i blade światło miasta wpadające przez otwarte drzwi na balkonik.
- Ale wiesz, że nie możemy dać nikomu powodów do podejrzeń?
- Wiem – odpowiedziała cicho i wyczułem w jej głosie smutek – będziemy musieli dużo siły włożyć w udawanie, że między nami nic nie było – dodała.
- Właśnie, nie wiem, czy uda mi się wytrzymać.
- No chyba nie będziesz przy rodzinie witał mnie z języczkiem?
- Nie – roześmiałem się – ale obawiam się, że będę się na ciebie patrzył inaczej, niż zwykle, i zostanie to zauważone – zaciągnąłem się głęboko.
- Ja na pewno już nie będę patrzeć na ciebie normalnie – powiedziała Gosia, pociągnęła łyk zimnego drinka i dodała – to masz na to jakąś radę?
- Myślę, że zamiast udawać obojętność powinniśmy sprawiać wrażenie, że nic, ale to absolutnie nic, się nie stało. Czyli powinno być tak, jak dotychczas, że jak do nas przyjdziesz, to po kilku minutach pójdę do siebie do pokoju na przykład i chciałbym, abyś odbierała to jako część naszego tajemnego planu, a nie lekceważenie.
- Dobrze – powiedziała Gosia, zgasiła niedopałek i przyłożyła głowę do mojego ramienia – niezły jesteś – dodała.
- W czym?
- W konspiracji – zaśmiała się.
- No, całe życie kombinuję, żeby stary się o niczym nie dowiedział.
- Ale kociątko, przecież ty dorosły jesteś...
- Ale, jak złapie jakiś temat, to zadaje setki pytań. Na dodatek odpowiedzi na te jego pytania do niczego nie są mu potrzebne i nic nie wnoszą na tyle istotnego, żeby były ważne. Po prostu jest bezsensownie ciekawski. Za to mamuśka na pozór niewiele się interesuje, ale mam wrażenie, że wystarczy jej sama obserwacja. I tu właśnie widzę większe niebezpieczeństwo – przytuliłem Gosię mocno do siebie.
- Okej, rozumiem – powiedziała Gosia – zamknij balkon i śpimy. Wykończyłeś mnie na amen.
Wstałem z kanapy, zamknąłem drzwi na balkon i zasunąłem zasłonę.
Podszedłem do kanapy i przelazłem nad Gosią aby położyć się przy ścianie. Gosia przykryła nas ostatnim prześcieradłem, położyła się tak, że na brzuchu poczułem jej udo a na piersiach jej pierś i ramię. Głowę oparła o mnie tak, że przez chwilę łaskotały mnie pod nosem jej włosy. Zasnęła po kilku minutach, a ja, o dziwo, krótko po niej.

To już koniec opowieści – piątek, sobota i niedziela wyglądały dokładnie tak samo. W niedzielę jedynie wróciłem do domu na chwilę późnym wieczorem aby udawać powrót ostatnim pociągiem ze Szklarskiej Poręby. Ojciec poinformował mnie
o konieczności wymiany opon u ciotki Gośki. Z kamienną twarzą powiedziałem „jutro”.
Poniedziałek więc wyglądał też tak samo i wróciłem ostatnim autobusem. Na pytanie czemu tak długo to trwało odpowiedziałem, że zajrzałem do Jacusia (kolega z klasy), który mieszka bardzo blisko Gosi.
A nasze wakacje na odludziu? Wszędzie było daleko, a najdalej nad morze.

Czy możesz skomentować to opowiadanie :)

alioszadnia 2018-04-02 11:05:07.

Rewelka. Najlepsze opowiadanie jakie czytałem. Gratuluję.

Czytelnik2dnia 2018-04-04 20:00:23.

Miła odmiana. Opowiadania rozbudowane, logiczne. Kropki i przecinki są tam gdzie powinny być. Istnieje ortografia. Może oznacza może a morze - morze itd. Przeczytałem z przyjemnością. Dziękuję.

kitudnia 2018-07-23 13:05:09.

Swietne podniecające opowiadanie.Nie jestem jedynie pewien,czy kobieta ogolnie w realu moze przeżyc tyle orgazmow(i wytrysków)ile opisał autor,no ale nie musi byc wszystko możliwe,jak to w opowiadaniach erotycznych.
Żal tylko,że przeważnie dobre opowiadania kończą sie na 1 szej lub 2 giej próbie.Szkoda!

Prosimy o nie dodawanie w komentarzach danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "1983 cz.2"

(pole wymagane)

Dodał/a: traktor w dniu 26-03-2018 - czytano 7876 razy.
Słowa kluczowe:
ciocia