Araland

W krainie Araland zaczęła się robić wiosna, śniegi powoli schodziły z pól, słońce coraz dłużej pozostawało na niebie w ciągu dnia, zwierzęta zaczynały wychodzić ze swoich nor po zimowym śnie. W mieście Ara również było zauważalne zakończenie zimy, mieszkańcy zabierali się za wiosenne porządki, wyrzucając co nie potrzebne w ich drewnianych chatach na jeden wielki stos na skraju miasta, który jak co roku o tej porze spalą w dzień rozpoczęcia astronomicznej wiosny. Król Sebald jak co roku również wysyła kilka kobiet poza krainę, w stronę Gór Zwyciężenia by nazrywaly kwiaty Lutercji, jedynie tam rosnące kwiaty o pięknych złocistych płatkach które są odwiecznym symbolem rozpoczęcia wiosny w mieście Ara. Do tego rocznej wyprawy zgłosiło się pięć kobiet, dowodzących przez jedną z dwórek o imieniu Kena. Była to drobna, zgrabna dziewczyna o kasztanowych długich włosach spiętych w gruby warkocz. To była jej czwarta wyprawa po kwiaty Lutercji, więc znając dobrze trasę w tym roku to właśnie ona była odpowiedzialna za powodzenie tej misji. Kobiety wyruszyły w drogę z samego rana, do przejechania konno miały jakieś dwa dni w jedną stronę. Okolica przez którą się przemieszczały nie była niebezpieczna, same łąki, momentami lasy, przez które szybko przejeżdżały nie napotykając na drodze dzikiej zwierzyny. Jedynym miejscem w którym musiały być bardziej ostrożne była dzielnica olbrzymów. Była to wioska zamieszkiwana przez trzy metrowych, czasem nawet prawie że cztero metrowych ludzi. Nie różnili się wyglądem od mieszkańców Araland, jedynie wielkością ciał które w zestawieniu z normalnym człowiekiem były wręcz przerażające. Olbrzymy trzymały się na uboczu, w niewielkiej wiosce liczącej niespełna stu mieszkańców. Zajmowaly się głównie uprawami niewielkich pól i zbieractwem leśnym. Były ostrożne w stosunku do obcych. Wyprawa kobiet z miasta Ara przejeżdżała właśnie przez las położony blisko ich wioski. Kena prowadząc przed resztą kobiet z dala zauważyla jak na ścieżce przed nimi poruszają się dwie postacie. Olbrzymich rozmiarów dwóch mężczyzn stało im na drodze. Kobiety zwolniły, dojeżdżając do nich i zatrzymując się przed nimi w bezpiecznej odległości. Kena pierwsza zapytała.
Jak Was zwą.
Rii a to jest mój brat Oae. Anemicznym głosem odpowiedział jeden z nich.
Dacie nam przejechać przez las? Chcemy dotrzeć do Gór Zwyciężenia.
Przejazdu nie ma. Krzyknął głośno Rii.
Musimy dostać się na drugą strone tego lasu.
Nie ma przejazdu, to nasz las. Nie wolno wam tu być.
Nigdy wcześniej nie było takich zakazów. Zdziwiona powiedziała.
Ale teraz już są a za wtargnięcie tu słono zapłacicie. Z agresją w głosie wykrzyczał.
Kena przerażona cofnęła konia który zaczynał się niespokojnie wiercić. Widziała że olbrzymy zaczynają iść w ich stronę, będąc uzbrojona tylko w łuk który służyć im miał bardziej do polowań niż do obrony nie zaczęła nawet sięgać po niego, gdyż prawdopodobnie i tak by nie zdążyla dopaść jego i strzały, wycelować i oddać strzału. Chciała więc wycofać konia. Dwie najmłodsze członkinie wyprawy już to uczyniły uciekając w popłochu. Dwie następne nie zdążyły bo zza drzew wyłoniło się trzech kolejnych mężczyzn odcinających im drogę ucieczki. Jeden z nich rozpędził się dobiegając do kobiet siedzących na koniach i nie zwalniając pędu wyprostował ręce w ramionach przebiegając międzynimi, zrzucając je tym samym z koni. Kobiety runęły na ziemię z mocnym hukiem. Olbrzym zatrzymał się, cofnął spowrotem do nich, i waląc pięściami dosłownie wbijał je w udeptaną ścieżkę. Po paru ciocach ich ciała dosłownie zaczęły pękać. Jedna z nich miała pękniętą czaszkę rozłupana niemalże na pół. Druga zmiażdżone wszystkie żebra. Obie były martwe. Kena przerażona chciała walczyć gołymi rękoma, machając nimi w każdą stronę nie wiedząc co czynić. Rii zachodzący ją od tyłu złapał ją, obejmując za brzuch unieruchamiając jej przy tym ręce. Podciągnął ją do góry, ściągając z konia i zapierając ją o swe biodro zaczął ją nieść w kierunku wioski. Po dwugodzinnej wędrówce dotarli z bratem i Keną do pierwszych chat. Trzech pozostałych olbrzymów zostało jeszcze na warcie w lesie. Rii wszedł z Keną do jednego z domów, po czym nakazał Oae żeby pobiegł do wodza zameldować o zdobyczy. Kena która była prawie nieprzytomna leżała na wielkim łóżku pokrytym skórami, w izbie paliły się świece, na dworzu było już ciemno. Po kilku minutach do pomieszczenia wszedł wódz. Olbrzymi na trzy i pół metra mężczyzna o pochmurnym wyrazie twarzy. Rii widząc go od razu wstał wyprostowany i zaczął meldować.
Złapaliśmy ją w lesie, było ich pięć, dwie zdążyły odjechać, dwie zabite, tą przyprowadziłem bo chyba dowodziła.
Świetnie, dobrze że dwie chociaż zdążyły uciec, dadzą znak reszcie że tędy nie wolno jeździć, mam tylko nadzieję że nie będą na tyle głupi żeby chcieć z nami wywoływać wojnę.
Co dalej z nią robić?
Nic, zostaw ją tu, zarygluj drzwi i zostaw, będziemy czekać aż nie wyślą po nią kogoś.
Tak jest.
Po chwili przypatrywania się Kenie wódz wyszedł z chaty a za nim Rii, który wychodząc dodatkowo zaryglował drzi, obaj oddalili się zostawiając kobietę uwięzioną w drewnianym domu bez okien. Następnego dnia rano jeden z młodych chłopców po otrzymaniu rozkaru nakarmienia więźnia przyniósł Kenie śniadanie, otworzył drzwi i widząc leżącą kobietę malutkich dla niego rozmiarów położył jedzenie na podłodze, Kena jeszcze spała gdy młody Mitui wpatrywal się w nią z zaciekawieniem. Ciekawy tak małej postaci którą miał okazje widzieć pierwszy raz na oczy, zbliżył się do niej szturchając ją palcem. Kena przebudziła się i widząc olbrzyma cofnęła się na wielkim łożu aż pod samą ścianę. Młodzieniec dalej ją obserwował bez słowa.
Czego chcecie. Kena wykrzyczała.
Mitui zbliżył się do niej kucając na łóżku.
Nie bój się, nic Ci nie zrobię. Powiedział.
Odejdź, zostaw mnie. Krzyknęła Kena.
Zamknij się. Odwarknął Mitui.
Po czym chwycił ja za ramię, co było dla niego niewygodne, jego ręka była szerokości takiej że mógł ją objąc pod bok tak że dotykałby piersi i bioder jednocześnie. Co za chwile uczynił drugą ręką ściskając Kene za bok jej ciała. Dziewczyna w przerażeniu spoglądała na olbrzyma. Chiała zacząć krzyczeć gdy ten zakrył jej usta palcem. Uscinął mocno kobietę i odwracając się na łózku trzymając ją w rękach usiadł na nim, kładąc Kene sobie na kolanach. Mitui położył ją tyłem do siebie, zakrywając jej usta jedną ręką, drugą zrywając z niej ubranie. Gdy zdarł z niej jej suknie zobaczył maluteńki zgrabny tyłeczek w bardzo jasnym odcieniu skóry, niemalże białym. Zaśmiał się pod nosem widząc to. Z drugiej strony widok ten bardzo mu się podobał, szybko zdobył jego zainteresowanie budząc w nim zwierzęce chęci zdobycia go. Mitui mógł robić z Keną co tylko chciał, nie miała w porównaniu z nim żadnej siły, nie miała jak z nim walczyć. Wykorzystując przewagę Mitui związał jej usta resztkami rozdartej sukni, mocno ściskając węzeł, po czym łapiąc ją pod boki przekręcił w swoim kierunku. Napawał swój wzrok nagim ciałem młodej kobiety, trzymając ją przed sobą w powietrzu. Kena starała się wyrywać, ale na nic się to zdawało, Mitui jedną ręką pilnując jej żeby nie miała jak się wyrwać, drugą ściągnął z siebie dół ubrania, spod którego wyłoniła się jego pała. Długa na jakieś 40-ci centymetrów. Kena widząc ją prwaie zemdlała z przerażenia. Olbrzym chwycił ją znowu starając się tym razem nabić ją na swoją sterczącą maczugę. Sadzając Kenę na sobie czuł wielki opór, niemal niemożliwy do pokonania, siłą prubujac go pokonać coraz mocniej dociskał ciało kobiety do swojego krocza. Kena próbując krzycząc przez zawiązane usta ksztusiła się własną sliną. Mitui coraz bardziej bezwględnie usiłował wejść w nią, co po wielu staraniach wreszcie mu się udało. Kenę rozdarł niesamowity ból, momentalnie osłabła i opadła z sił, pociemniało jej w oczach i była bliska zemdleniu. Mitui udało się włożyć wreszcie żółędź do środka, czując opór starał się wśliznąć trochę dalej. Lekko unosząc ciało Keny do góry i powrotnie sadzając ją na swój korzeń zaczął ją posuwać. Z czasem udawało mu się wchodzić prawie że do połowy. Kena nie panowała nad swoim ciałem, nawet ze świadomością mając lekkie problemy. Mitui coraz to szybciej i mocniej rozprawiał się z oporem jej cipki. Ciało kobiety swatało się coraz bardziej wiotkie a jej kończyny wydawaly się być bezwładne. Nie przeszkadzało mu to w kontunuacji rozpoczętych igraszek. Robiło mu się coraz przyjemniej, przez to też właśnie coraz dalej nabijał na siebie ciało dziewczyny. Końcowo będąc już w niej prawie całym, ruszył nią jeszcze kilka razy po czym spuścił się w nią do końca. Sapnął kilka razy i zatrzymał się bez ruchu. Kiedy oprzytomniał zobaczył że dziewczyna przestała się ruszać, trząchnął nią kilka razy ale bez efektu. Spoglądając na swojego chuja zauważył że ciało kobiety jest wręcz naderwane, postanowił zrzucić ją z siebie. Wtedy też zobaczył jak z jej ciała wylewa się gęsta wymieszana z krwią sperma. Przerażony widokiem rzucił jej ciało na bok. Wycierając siebie szybko się ubrał i w popłochu uciekł z izby. Keny ciało zostało na łóżku. Znaleziono je dopiero kilka godzin później co wywołało sensacje w wiosce. Zwołano naradę i zaczęto obradować co w tej sytuacji czynić. W tym samym momencie do wioski dojeżdżała mała armia żołnierzy z miasta Ara dowodzona przez doświadczonego w bojach Sylwiusza. W średnim wieku mężczyzna był jednym z najdzielniejszych w całym królestwie. Bez namysłu przeprowadził najazd na wioskę olbrzymów po tym jak do miasta Ara dotarły kobiety alarmując o zdarzeniu w lesie. Kilkunastu zbrojnych wjechało szybko między domy olbrzymów wycinając napotkałych mieszkańców w pień. Straty w ludziach zdecydowanie były większe wśród olbrzymów nieprzygotowanych na fronatlny atak. Sylwiusz sam swym mieczem przeciął kilku olbrzymów, nie szczędząc też ani kobiet ani dzieci. W wiosce dochodziło do masakrycznych scen. Wraz z dwoma innymi żołnierzami, zsiadł z konia i przeczesywali wioskę w poszukiwaniach dziewczyn. Wtedy jeszcze miał nadzieje że wszytkie trzy żyją. Wywarzając drzwi w chatach, napotykał tam kolejnych mieszkańców których bez namysłu mordował z wielką wściekłością. Wpadając do wreszcie do izby w której spoczywało ciało Keny stracił wszystkie siły, padł wręcz na kolana zasmucony tym widokiem. Krzyczał głośno z wściekłością. Przybliżył się do niej, obejmując i ściskając zmarłą. Potem wstał i z wielką energią wypadł z chaty dokończyć resztę mordu całej wioski. Tym co nie udało się uciec w stronę lasu los nie dał możliwości przeżycia, ciała wielkoludów leżały rozrzucone po całej wsi. Gdzie niegdzie obok nich leżały też ciała wojska, z całej ekipy uchował się tylko Sylwiusz i czterach żołnierzy. Cała piątka zebrala się w jednej z izb siadając na czym się dało. Zdejmując z siebie część uzbrojenia postanowili odpocząć i przenocować w tym miejscu zanim powrócą do miasta ze złymi wieśćmi. Mężczyźni rozebrani do bielizny biorąc z chaty co się tylko nadawało na matę, ułożyli się na podłodze i poszli spać. Pewni zwycięstwa i nie zagrożeni odwetem nie pozostawili nikogo na warcie. W którymś momencie obudził ich trzask pioruna i otwierających się zaraz potem z wielkim hukiem drzwi. Obudzeni momentalnie zobaczyli w ciemnościach na tle błyskawic zakapturzoną postać. Która nie dodykając podłogi wleciała do środka izby. Przerażeni wojowie w przykurczonych pozycjach zbliżyli się do ścian. W jednej chwili w pomieszczeniu rozpaliły się wszystkie świece i ujżeli drobną postać ukrytą pod ciężkim brązowym płaszczem z dużym kapturem.
Kim jesteś. Wrzasnął Sylwiusz.
Postać odchyliła wtedy głowę do tyłu, a kaptur który zsunął się jej z glowy zaprezentował wszystkim twarz kobiety, przepiękną, niemalże dziecięcą, bijącą niesamowitym blaskiem. Była to młoda kobieta o kruczoczarnych włosach, z równie czarnymi oczami.
To wiedźma. Krzyknął jeden z żołnierzy.
Czego chcesz? Krzyknął drugi.
Kobieta machnęła energicznie rękoma na boki, w sali rozległ się trzask a ciała czterech wojowników powędrowały do góry, potem przeleciały przez całą szerokość izby roztrzaskując się o ścianę, po czym runęły na ziemię. Ciało Sylwiusza było unieruchomione, nie mógł się ani odezwać ani poruszyć, jakaś siła go paraliżowała. Wiedźma zaś powolnym krokiem zbliżała się do niego.
Wybiliście calą wioskę, więc Wy też musicie zginąć. Wywarczała do Sylwiusza.
Wiedźma wysunęła do niego dłoń zaciskając ją w powietrzu, mimo że nie dotykała ciała żołnierza powodowała zaciskanie się jego tętnic szyjnych. Dusiła go chwilę po czym nie widząc w jego oczach śladu strachu rzekła.
Odważny jesteś. Nie to co te pachołki które przybyły z Tobą.
Płomienie świec nagle wzrosły przekraczając ich normalny poziom. W izbie zrobiło się niespotykanie jasno, wręcz oślepiająco. Sylwiusz stał cały czas unieruchomiony. Kobieta przysunęła się do niego wpatrując się mu w twarz. Będąc blisko woja zbliżyła do niego swą twarz jakby wąchając go, po czym położyła dłoń na jego kroczu, wymacując przez galoty jego jądra i penisa.
Podobasz mi się. Szepnęła cicho.
Odsunęła się na krok do tyłu po czym spowodowała że żołnierz padł przed nią na kolana.
Zobaczymy ile jesteś wart. Zaśmiała się szyderczo.
Po czym ustała przed nim zrzucając z siebie płaszcz. Pod spodem ubrana była w coś w rodzaju chust przepsasanych przez ciało, była zgrabna, miała szerokie biodra i obfity biust, co na pierwszy rzut oka już doprowadzało do podniecenia. Jej łono pokrywały króciutkie czarne włoski, które obnażyła ściągając z siebie jedną z chust. Przysunęła się bliżej w kierunku ust Sylwiusza łapiąc go za głowę jedną ręką drugą czarując stołek stojący na drugim końcu sali. Ten przyciągniety znalazł się zaraz tuż przy nich. Wiedźma postawiła na nim stopę przez co oczom Sylwiusza ukazała się prześliczna różowiutka muszelka, była niczym kwiat powoli rozchylający swoje płatki. Nie wydawało mu się to co widzi, rzeczywiście wargi zaczynały same się roztwierać. Przerażającym widokiem było dla żolnierza to jak z jej wnętrza wyłoniło się coś w rodzaju języka, podobnego do języka węża, wijącego się, czarnego, zbliżającego się do jego ust. Buzia Sylwiusza rządzona mocami wiedźmy rowzarła usta wytykając język, który zetknął się z wężowym języczkiem wystającym z łona kobiety. Sylwiusz poczuł na języku niesamowite pieczenie i chłód. Czuł też jednak że odzyskuje czucie w reszcie ciała i że za chwilę już będzie mógł zacząć się poruszać. Jego myśli jednak nadal były kontrolowane przez kobietę co nie pozwalało mu na głupie sztuczki, wręcz wykonywał bez słowa wszystko to co nakazała mu myślami wiedźma. Kobieta kucnęła przed nim wysuwając w jego kierunku swą dłoń. Dotykając jego warg palcami delikatnie włożyła je do środka pozwalając mężczyźnie na lizanie ich, drugą ręką głądziła jego skroń. Po kilku chwilach wstała dosiskając do jego ust swoje udo. Sylwiusz całował je namiętnie, nie mogąc zapanować nad sobą. Wypełniał cały czas wolę wiedźmy i to bez możliwości wykonywania innych ruchów. Jej ciało było chłodne, tylo to odczuwał, skóra delikatna i jasna. Wydawało mu się że czuje w ustach posmak jakiś owoców, może jagód, może malin, sam nie był pewien, tak czy inaczej czuł słodycz na swoim języku. Kobieta trzymając go obiema rękoma za głowę wypięła biodra do przodu dosywając tym samym do ust niewolnika swoją lekko owłosioną cipkę. Sylwiusz odczuwał przerażenie po wcześniejszych widokach tego dziwnego języka który z niej się wydostał. Tym razem nic takiego się nie pokazało, czuł tylko bijące z niej ciepło i bardzo słodki zapach który wręcz go odurzył. Jego język zaczął się poruszać jakby lizał, nie stykał się jeszcze z powierzchnią jej skóry. Kobieta powolnie przybliżała się do niego co spowodowało pierwsze zetknięcie się ich ciał, potem odsunęła się i spowrotem powróciła jakby drażniła się z nim. Pewnej chwili została przy nim na dłużej pozwalając mu wedrzeć się pomiędzy skórę jej warg. Język Sylwiusza zesztywniał i odczuwając wielkie ciepło powoli zagłebiał się do środka. Jej wnętrze było suche, ciepłe ale suche. Początkowo czuł tylko delikatną skórę która ocierała się o boki jego języka. Potem gdy wyszedł, język zaczął poruszać się szybciej krótkimi ruchami w górę i w dół napotykając się z łechtaczką kobiety, widział jej róż kiedy ta palcami pomogła w jej odsłonięciu. Wiedźma teraz z zamkniętymi oczami oddawała się przyjemnościom. Coraz silniej ściskając głowę żołnierza przyciskała ją do swojej rozgrzanej cipki. Sterowała nim raz karząc mu na lizanie jej a raz na zagłębianie się do jej wnętrza, które zaczęło powoli wypuszczać z siebie pierwsze soki. Robila się wilgotna, Sylwiusz odczuwał na języku kolejne nieznane do tej pory przez niego smaki, ten był lekko kwaśny ale przyjemny. Sylwiusz czuł że musi zmienić pozycję, jego ciało osunęło się płasko na podgłogę, leżąc na plecach ciało miał wyprostowane ze złączonymi ze sobą nogami. Wiedźma kucnęła nad nim zbliżając się spowrotem swoim łonem do jego twarzy. Po czym klękając w rozkroku nadziała się na jego wyciągnięty język. Sylwiusz nosem dotykał jej króciutkich włosków, znowu liżąc i spijając z niej wydobywającą się kwaśno słodką wydzielinę. Kobieta poruszała biodrami ślizgając się po jego twarzy. Dosłownie falowała ocierając się o jego usta, po czym zastygła w bezruchu oddając się jego wirującemu w niej językowi. Przesunąła się trochę do przodu wyginając się lekko w plecach co pozwoliło z kolei żeby jego usta sięgnęły teraz jej drugiej, mniejszej dziurki. Była gładziutka, równie słodko pachnąca, jak reszta jej ciała. Sylwiusz początkowo wyczuwał szorstkość jej skóry, po czym przekonał się że jest ona równie delikatna jak skóra jej cipeczki. Lizał ją delikatnie okrężnymi ruchami, napinając czasami język i delikatnie naciskając wejście do jej środka. Kobieta coraz mocniej siadała na jego twarzy wciskając głowę Syliwusza w podłogę. Znowu zaczęła falować tym razem ocierając się o niego swoim odbytem. Odkręciła się lekko tak by móc spojżeć na jego leżące na podłodze ciało, jednym ruchem ręki wykonała zaklęcie które zdarło z niego szaty rozwiewając je po całej izbie, jej oczom ukazało się teraz nagie ciało wojownika, było umięśnione, lekko owłosione, wraz z owłosioną pałą która własnie sterczała Sylwiuszowi na baczność. Wiedźma przechyliła się lekko na tył łapiąc ją i ściskając delikatnie. Po czym zeszła z niego całkowicie i kucając obok mężczyzny zbliżyła do niej swe usta. Sylwiusz czuł chłod jej warg, co zmroziło go całego, jego ciało przeszył straszliwy dreszcz wywołując gęsią skórkę na jego całym ciele. Wiedźma czując lekkie drgnięcie uśmiechnęła się lekko po czym zatopiła swe usta na jego członku. Zassała go całego prawieże do samego końca. Wyjmując go lizała jego czubek i na nowo wkładała do ust. Nie robiła tego ani chaotycznie ani gwałtownie, tylko powolnymi zdecydowanymi ruchami. Sylwiusz doświadczał teraz czegoś co mu się nigdy w życiu nie przytrafiło, z jednej strony przeraźliwy chłód, z drugiej bijące w tym samym czasie ciepło, zaczynał powoli wariować i odpływać w inną rzeczywistość. Wiedźma kontynuowała zabawę coraz to szybciej obciągając zniewolonemu żołnierzowi. Po dłużej chwili Sylwiusz odzyskując świadomość czuł jak przez jego fiuta przechodzi silny skurcz, był pewien że za chwilę strzeli jej prosto w twarz gorącym stumieniem spermy. To się jednak nie wydarzyło, skurcz nagle minął.
Nie bój się, nie skończysz tak szybko. Wiedźma zadrwiła.
Napawając się smakiem jego fiuta powoli kończyła tą zabawę. Wdrapując się na niego w klęczki tyłem do jego twarzy. Powoli usiadła na nim nadziewając się na jego napiętego chuja dosyć szybko i pewnie. Odchyliła się lekko w tył dobywając dłońmi swych piersi i przytrzymując je zaczynając jeżdzić na jego kutasie. Energicznie ruszała biodrami dopychając tym samym go do siebie. Od czasu do czasu zarzucała głową na boki odgarniając opadające jej na twarz włosy. Jej biodra zaczęły nadawać coraz szybsze tempo. Kobieta kołysała się na ciele Sylwiusza drażniąc mocno jego fiuta swoim łonem. Żołnierz odzuwał ciepło bijące z jej ciała oraz mocno zaciśniete na jego członku mięśnie. Nie było to do końca przyjemne dla niego, wręcz momentami sprawiające ból. Wiedźma przechyliła się na przód rękoma łapiąc się kolan mężczyzny. Uniosła się również nogami przechodząc z klęczenia do kucania. Teraz mogła zwiększyć zasięg ruchów na nim co też uczyniła. Skakała wręcz na jego fiucie prawie że z niego wychodząc i lądując na nim spowrotem. Wykonywała szybkie ruchy z całej siły nabijając się na jego kutasa. Siła posunięć powodowała głośne trzaskanie obijających się o siebie dwóch ciał. Wiedźma zaczynała lekko pojękiwać przy każdym kolejnym wejściu chuja w jej wnętrze. Po dłuższej chwili kobieta przechyliła się do tyłu zapierając się rękoma o podłogę na wysokości klatki Sylwiusza. Zwolniła lecz kontynuowała kołysanie przez krótką chwilę po czym zeszła z niego całkowicie. Klękneła obok w rozkroku, przechylając się do przodu i opierając rękoma na podłodze, czekała na czworaka aż Sylwiusz sterowany jej mocnami znajdzie się tuż za nią, klęcząc i wpychając w jej cipkę swojego nadal mocno napiętego chuja. Żołnierz trzymając się jej bioder i ściskając je mocno wdarł się silnie do jej wnętrza. Była teraz niesamowicie gorąca oraz wilgotna. Jego ciało od samego wejścia w nią zaczęło bardzo szybki atak. Chujem wbijał się w nią do samego końca uderzając biodrami o jej pośladki. Znowu ich poczynaniom towarzyszyły głośne dźwięki trzaskających o siebie skór. Sylwiusz parł w nią jak szalony, kobieta zaś nieruchomo odbierała te sunięcia wydając przy tym ciche jęki, które stopniowo zamieniały się w głośne okrzyki zadowolenia. Sylwiusz nie odczuwał zmęczenia, tylko po raz kolejny przez jego fiuta przechodził kolejny silny skurcz.
Jeszcze chwila. Zapewniła go wiedźma.
Kończąc to zdanie krzyczała głośno, oraz powarkiwała. Jej ciało przeszywała rozkosz, która trwała długą chwilę. O wiele dłużej niż u przeciętnej kobiety. Dodatkowo kobieta nie zrezygnowała od razu po zakończeniu, tylko nadal dawała się posuwać Sylwiuszowi, który teraz czuł że odzyskał władzę nad swoim ciałem. Ale nie postanowił by zrobić jej jakąś krzywdę, chciał w niej zostać, czuł radość z tych chwil. Naciskając jej ciało delikatnie w krzyżu wypiął tym samym jeszcze bardziej jej tyłeczek w swoim kierunku i chwytając mocno za biodra dalej walił w nią resztkami swych sił. Szybko przyszły do niego kolejne skurcze i tym razem był pewien że uda mu się wreszcie skończyć. Głośno stękając jakby z bólu oddał obfity strzał spermy w środku. Potem jeszcze trysnął kilka razy i zaczął zwalniać tempo. Kobieta nie reagowała, była cicho, nie było słychać nawet jej oddechu. Po zakończeniu przez Sylwiusza odsunęła sie od niego wstając z podłogi.
Powiedzmy że udało Ci się właśnie wykupić swój dalszy żywot. Powiedziała pogardliwie w kierunku klęczącego nadal na podłodze żolnierza.
Nie licz jednak na to że następnym razem jak się spotkamy też możesz mieć tyle szczęścia co dziś.
Sylwiusz milczał przypatrując się jej pięknemu ciału, które powoli chowało się spowrotem pod chustami. Świece nagle zgasły, przez izbę zawiał silny wiatr, po czym świece zapalone na nowo przytłumionym płomieniem ukazały Sylwiuszowi tylko cztery ciała jego towarzyszy, po wiedźmie nie było śladu. Nie mogąc zasnąć, nie myśląc nawet o tym poczekał aż przyjdzie świt po czym wrócił do miasta Ara. Tam zdał relację królowi Sebaldowi z przebiegu walki, zatajając przed nim obecność tajemniczej wiedźmy. Krainę Araland zamiast obchodów pierwszego dnia wiosny czekała tygodniowa żałoba po peległych w walce wojach i zamordowanych przez olbrzymów kobietach. Wszyscy byli pogrążeni w smutku, tylko Sylwiusz do wspomnień z tamtego dnia miał inny stosunek niż reszta mieszkańców krainy.

Czy możesz skomentować to opowiadanie :)

Prosimy o nie dodawanie w komentarzach danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Araland"

(pole wymagane)

Dodał/a: Cezary Pieczarek w dniu 5-02-2016 - czytano 4199 razy.
Słowa kluczowe:
fantasy olbrzym wiedźma dominacja