Autostopowicz cz. 2

- Spoko, nie każdy musi pierdolić wszystko co się rusza już od gimnazjum, luz - odpowiedziałem, a Darek spojrzał na mnie swoimi wielkimi bursztynowymi oczami w których tym razem malował się strach, pobladł na chwilę, by niemal natychmiast opuścić wzrok na moją rękę wciąż masującą kutasa, po czym w mgnieniu oka jego młodzieńcza buźka znów przybrała kolor świeżych, majowych malin. Odwrócił głowę, a mi krótką chwilę zajęło zastanowienie się co takiego zrobiłem, że tak zareagował. Oczywiście: to "pierdolić", było pierwszym słowem nie mieszczącym się w słowniku ludzi kulturalnych jakie wypowiedziałem w czasie naszej kilkudziesięciominutowej znajomości. Swoboda, z jaką to zrobiłem najwyraźniej zakomunikowała Darkowi, że nie do końca jestem tym miłym, sympatycznym i kulturalnym studentem za jakiego mnie wziął na początku. Chłopak poczuł niepokój. Więcej: okazał go. I w dupie to mam - myślę.
W duchu modląc się o jakikolwiek zjazd w lesisty bezkres, zwolniłem, starając się przygotować, do ewentualnego szybkiego zakrętu. Kiedy na chwilę zdjąłem prawą rękę z chuja, żeby zmienić bieg, kątem oka zobaczyłem te piękne oczy jak pazernie rzucają się w czerwień moich wypukłych szortów. Darek wybałuszył oczy - najwyraźniej zupełnie już nie panując nad sobą, spojrzałem w dół sprawdzając co go tak rozżarzyło... a tu niespodzianka: mój fiut, stymulowany przecież od jakiegoś już czasu - nie tylko stwardniał i z trudem mieścił się w gatkach, ale jeszcze ześlinił się jak arab na widok blondynki, tworząc na czerwonych szortach pokaźną ciemną plamkę. Ja, jak gdyby nigdy nic, prowadząc dalej samochód wróciłem prawą ręką do masowania swojego przyjaciela, i to z coraz większą satysfakcją. Chciałem wsadzić rękę do spodenek ale, jako że cały czas prowadziłem samochód, byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne.
Nagle... jest!
Mała uliczka w prawo i stary pordzewiały drogowskaz "Pierdziszewo Wielkie 6km".
Skręciłem gwałtownie, i już mknęliśmy wąską drogą przez las, pokrytą przedwojennym, purpurowym brukiem.
Darek nie panował nad sobą: czerwony jak burak rozglądał się na wszystkie strony, jego ręce nie mogły znaleźć sobie miejsca, to opierając jego głowę o drzwi, to trzymając klamkę nad szybą pasażera, to znów niezdarnie zakrywając wyraźny wzwód.
"Mam Cię" - pomyślałem.
Dopiero po chwili zorientował się, że zboczyliśmy z trasy.
- Co robisz? Dokąd jedziemy?? - zapytał cieniutkim głosem wyraźnie zaniepokojony.
- Chce mi się jarać - rzuciłem - a w tym samochodzie nikt, włącznie ze mną nie pali - uprzedziłem jego pytanie.
Jeszcze tylko znaleźć jakąś leśną przecinkę, ta za blisko od głównej, ta zbyt nierówna, następna... tak. Jakieś półtora kilometra od głównej drogi skręciłem w lewo w jeszcze gęściejszy las. Skoda powoli, acz dzielnie pokonała 200 metrów wyboistej leśnej dróżki, aż po lewej stronie ukazała się mała, ładnie oświetlona przez - za chwilę szczytujące słońce polanka - idealna na jeden samochód. Zaparkowałem na niej niechlujnie, wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki, wziąłem papierosa do ust i wysiadłem nie kryjąc (a wręcz przeciwnie) pokaźnego namiotu w szortach.
Gdy odwróciłem się by zamknąć za sobą drzwi, spostrzegłem, że mój pasażer siedzi jak kołek wpatrując się przed siebie błędnym wzrokiem.
- Nie wysiadasz? - zagadnąłem.
- Nie, nie zaczekam tutaj - powiedział niepewnym głosem.
- Rozprostuj kości, nie wiem za ile zrobimy następny postój...
Wysiadł z miną skazańca, zamknął drzwi, ja zamknąłem swoje i błyskawicznie nacisnąłem guzik centralnego zamka. Do auta już nie ucieknie.
- Co robisz? - rzucił z wyrzutem, obchodząc samochód.
Nie odpowiedziałem. Odpaliłem fajkę, zrobiłem dwa kroki do najbliższego drzewa i oparłem się o nie plecami. Promienie słońca padały prosto na mnie. Trzymając papierosa w prawej ręce, spojrzałem spokojnym acz stanowczym wzrokiem na Darka, i - nie odrywając od niego oczu ani na chwilę - wsadziłem sobie lewą rękę do spodenek i rozpocząłem powolną masturbację.
Dwa-trzy ruchy i wyciągnąłem kutasa na wierzch opuszczając luźną gumkę szortów poniżej jajek. Darek patrzył osłupiały, a ja bezczelnie, powoli ściągałem i naciągałem sobie napletek na sztywnej pale. Miałem się czym pochwalić. Nie jest jakiś wielki, jednak 18 centymetrów prostego mięśnia średniej grubości zakończone dużą, wyraźnie odznaczającą się, różową główką okraszoną sporym, schodzącym nisko napletem, której czubek - umazany od śluzu lśnił właśnie w promieniach słonka - robi wrażenie. Do tego starannie wygolona moszna i wszystko wokół drąga.
- Co Ty robisz?!! - Krzyknął Darek, a ja nadal spokojnie paliłem papierosa patrząc na niego przenikliwie. W jego głosie tym razem dało się wyczuć mieszankę strachu i złości.
Oczywiście, nie do końca świadomie, kręcił się w miejscu resztkami woli starając się maskować swój wzwód.
Nie da się ukryć - musiałem wyglądać co najmniej apetycznie: oparty o drzewo, wspaniale oświetlony, lekko opalony, lekko spocony, w dopasowanym, wątłym, białym podkoszulku na ramiączkach, podkreślającym szczupłą sylwetkę i dyskretne, subtelne umięśnienie. Kosmyk włosów leniwie opadł mi na czoło. W jednej ręce papieros, w drugiej - berło. A wokół intensywny - jak to po deszczu - zapach lasu. Czułem się męsko. Samczo. Pan lasu. Pan Świata. Pan życia i śmierci...
- Chcesz go dotknąć? - spytałem głębokim, stanowczym głosem. Darek zaczerwienił się jeszcze bardziej.
- Daj spokój, jedźmy już - powiedział błagalnym, niemal histerycznym tonem.
- Dotknij go - nakazałem stanowczo. Patrzyłem na niego jeszcze bardziej przenikliwie - wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu.
Chłopak, z błaganiem o litość wypisanym na twarzy, powoli - jak gdyby pod ciężarem mojego spojrzenia - zaczął pokonywać te ledwie 3 metry które nas od siebie dzieliły, a ja podziwiałem te długie, i raczej smukłe, choć skąpane w wąskich ale jednak dresach - nogi, to szczupłe, niemal chude młodzieńcze ciałko, i - dostrzegłem coś, co wydało na niego ostateczny wyrok: gdy szedł poboczem nie mogłem tego dojrzeć, bo miał nisko zwieszony plecak, w aucie siedział więc tym bardziej, ale teraz gdy szedł do mnie jakby zygzakiem, pełen strachu, już
prawie nie walcząc ze stojącym mu w majtkach na baczność kutasem - dostrzegłem. Piękny, jędrny, odstający, idealnie proporcjonalny, umięśniony tyłek podkreślony wąskimi dresami. "Jesteś mój".
- Proszę, nie... - wyjąkał gdy był już niemal przy mnie. Dla mnie szedł te 3 metry całą wieczność.
- Dotknij, przecież widzę, że chcesz - odrzekłem wymownie, acz stanowczo, zakańczając z cieniem uśmiechu i krótkim spojrzeniem w kierunku jego krocza.
Na twarzy Darka krwista czerwień ustąpiła purpurze.
- Ale ja nie jestem gejem, nie chcę... wyskomlał usiłując ugrać na czasie.
- Każdy trochę nim jest - powiedziałem spokojnie i stanowczo, starając się nie zabrzmieć jak stary mędrzec pouczający adeptów w szkole ślusarskiej.
- Ale, ale... - w blasku słońca zalśniły jego murzyńskie wargi. Były wilgotne, z czoła spływała mu stróżka potu. Przeniósł wzrok z mojej twarzy na penisa, rozszerzył oczy (ja cały czas powoli masowałem go sobie lewą ręką), i powoli, nieśmiało i bardzo niepewnie ruszył ręką w stronę mojego gnata. Odsunąłem swoją dłoń. Delikatnie musnął go palcami. Powolutku ocierał o niego wewnętrzną stroną dłoni, aż w końcu - bardzo subtelnie - złapał za rękojeść. Dyskretnie, aby broń Boże nie przerywać tej podniosłej celebracji męskości, zgasiłem papierosa na korze drzewa o które byłem oparty i wyrzuciłem w trawę. Prawa ręka wolna. No to działamy. Daruś bardzo nieśmiało począł powolutku przesuwać dłoń (a wraz z nią mój napletek) w górę i w dół. Delikatnie objąłem go ramieniem i zacząłem go głaskać prawą ręką po pleckach. I to był mój błąd. Najwyraźniej była to dla niego zbyt duża gęstość homoseksualizmu na metr kwadratowy. Przez twarz chłopaka, tak dotąd bezgranicznie pochłoniętą gapieniem się na moje oprzyrządowanie, przez ułamek sekundy przemknął grymas obrzydzenia. Nie mogłem pozwolić mu na odwrót. Sprawy zaszły za daleko.
Niestety, lśniące, nabrzmiałe usteczka muszą zaczekać na słodkie buziaczki. Trzeba przełamać pierwsze lody.

Dla tych, co nie lubią za dużo czytać - jebanie zaczyna się tu:

Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, prawą rękę którą felernie ośmieliłem się go pogłaskać po plecach, szybkim, gwałtownym ruchem skierowałem na jego głowę od tyłu, wsadziłem pod tę czarno-białą czapeczkę która gdzieś w tym momencie upadła, zacisnąłem pięść a w niej garść jego bujnych, rozczochranych włosów i sporą ilością siły powaliłem go do przodu na kolana.
- Ałaaa!!! - wrzasnął - POJEBAŁO CIĘ??!!! To booli!!! - z każdym słowem brzmiał coraz bardziej płaczliwie. Efekt zaskoczenia zadziałał, był kompletnie zdezorientowany. Klęczał a ja trzymałem jego głowę nisko nad ziemią. Potęga - to lubię. Ani przez chwilę nie poluźniwszy uścisku, podciągnąłem go przed oblicze mojego zaganiacza i naparłem jego buźką na żądło.
- Do buzi. - powiedziałem spokojnie.
- Nie chcę... nie jestem taki... ała!! puszczaj!!! - wezbrały w nim ostatnie siły i wątła wola walki.
- Do buzi - powtórzyłem.
- Ja nie... aaaaaaaaa...... - i wsadziłem mu kutasa głęboko w usta korzystając, że chwilowo były rozwarte gdy usiłował coś powiedzieć.
Przytrzymałem na chwilę jego głowę w miejscu, żeby oswoił się z nową sytuacją po czym zacząłem miarowo nabijać go ustami na pal nie wychodząc z tych ust ani na chwilę, ani też nie popuszczając uścisku w jego włosach. Po policzkach Darka popłynęły łzy. Na purpurowej już nie ze wstydu twarzy mieszały się wściekłość, bezradność i upokorzenie.
Wkurzyło mnie to. Wkurzyło mnie, że mogę być takim skurwysynem, żeby wyciskać łzy z tak pięknych, młodych, dziewiczych oczu.
Złość na samego siebie przelałem na Darka - zacząłem jebać go coraz mocniej, coraz głębiej, coraz brutalniej. Wepchałem do końca - po same jaja. Wtargnąłem mu do gardła. Do jego młodzieńczego, dziewiczego gardełka w którym nie było jeszcze nikogo przede mną. Zaczął się krztusić, polało się więcej łez. Wycofałem się, jednak nie całkowicie - główka została w jego ustach. Nie pozwoliłem mu zbyt długo odpoczywać, znowu zacząłem miarowe ruchy. Już się nie bronił, odpuścił. Na twarzy malowały mu się zażenowanie, bezradność i strach - za pewne, że powtórzę dogłębną penetrację jego gardła. Waliłem go w usta szybkimi, jednostajnymi ruchami jego głowy. Nie robił tego za dobrze ale jak na początkującego i warunki w jakich przyszło mu działać - całkiem nieźle, od czasu do czasu przejechał mi tylko zębami po drągu czego nie lubię.
To nie tak miało być.
To nie jest byle suka sama zapraszająca mnie do darkroomu w jakiejś gejowskiej spelunie.
To nie jest kolejna zabawka w ludzkiej postaci z którą do spustu i nara.
On jest kimś zupełnie innym, kimś wyjątkowym, kimś znacznie więcej... Poczułem to. I on musi się o tym dowiedzieć.
Nagle mocno szarpnąłem go za tył głowy i puściłem w końcu jego włosy. Mój kutas, dalej sztywny wyskoczył zgrabnie z jego ust. Wytrącony z równowagi padł plecami na trawę z trudem łapiąc powietrze. Od razu rzuciłem się na niego nogami blokując jego nogi, usiadłem gdzieś na wysokości jego łydek i zdarłem z niego szare dresy i czarne bokserki. W krótkiej chwili zanim poderwał się do siadu i zaczął obkładać mnie histerycznie pięściami zdobyłem najważniejszą dla mnie w tym momencie informację: jego żołnierz stał na baczność!
Czyli nie wszystko stracone.
Nie zdążyłem mu się dokładnie przyjrzeć, bo Darek rzucił się na mnie okładając na oślep rękami. Tylko tyle mógł, bo wciąż siedziałem na jego nogach skutecznie je blokując. Darek płakał. Z jego oczu płynęły strumienie łez. Krzyczał, histerycznie wyzywał mnie od skurwieli, pedałów i w innych epitetach wyrażał co o mnie myśli. Było w tym wszystkim coś komicznego - zachowywał się trochę jak czterolatek któremu mama nie kupiła batonika. Osłaniając się od jego pięści stwierdziłem, że jest uroczy gdy się tak strasznie złości.
Ale sytuacja była poważna, więc aby zyskać na czasie, złapałem do lewej ręki najpierw jeden jego nadgarstek potem drugi i, jako że nadal darł się w niebo głosy prawą ręką dałem mu siarczyście w pysk. Cisza. Zanim oprzytomniał zdążyłem szybko ściągnąć swoją koszulkę, po czym chwyciłem go znów za nadgarstki - tym razem dwoma rękami i powaliłem na ziemię. Niemalże nagi (szorty miałem gdzieś w okolicach kostek) leżałem teraz na nim, rękami unieruchomiwszy jego ręce, z nosem centymetr nad czubkiem jego nosa i spoglądając po raz pierwszy z tak bliskiej odległości w te jego niesamowite oczy. Nadal był trochę ogłuszony, a ja nie czekając nie wiadomo na co, z cichą nadzieją, że jeszcze nie raz będę miał okazję pogapić się w tę bursztynową otchłań, zrobiłem to, co tak naprawdę najbardziej chciałem zrobić od samego początku gdy tylko go ujrzałem na tamtym poboczu - zamknąłem oczy i złożyłem w jego ustach namiętny, głęboki pocałunek.

CDN
Ponownie proszę o wszelkie opinie w komentarzach ;)

Czy możesz skomentować to opowiadanie :)

Flowdnia 2015-10-06 15:29:18.

Bardzo ciekawe. Tylko ciekawi mnie co to są rórkowate dresy? Można sobie dużo wyobrazić dzięki wielu opisom krajobrazu i człowieka.

gun dnia 2015-10-07 13:14:34.

Opisujesz swoje fantazje jak gwałcisz małolata i pewnie sie brandzlujesz co?

Fliwdnia 2015-10-07 17:17:58.

Pisz dalej, opowiadanie wyszło ci zajebiscie

Kuba (autor)dnia 2015-10-08 11:37:11.

"gun" masz z tym problem?

ool5dnia 2015-10-11 04:53:16.

Proszę szybko pisz następną część :D

Gundnia 2015-10-12 19:41:53.

Nie mam problemu ale jak tak lubisz jak Ci się obciąga w lesie to jestem chętny Ci tak zrobić bez przemocy.

Kumaty330pldnia 2015-10-25 19:45:18.

Trafiłeś w moje gusta...Lubię takie klimaty...Pozdr

Filednia 2015-11-05 15:32:18.

Kiedy kolejna cześć ?

UmciaUmciadnia 2015-11-07 15:43:09.

BŁAGAM, KONTYNUUJ!!! NA KOLANACH BŁAGAM!!!

Kuba2101dnia 2015-12-16 23:54:18.

Ja pierdole jakości pedofil...

Prosimy o nie dodawanie w komentarzach danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Autostopowicz cz. 2"

(pole wymagane)

Dodał/a: Kuba w dniu 6-10-2015 - czytano 7357 razy.