Autostopowicz cz. 3

Jak przypuszczałem wcześniej - smakował wybornie! Był taki świeży, taki delikatny, taki pierwszy, i to pomimo tego iż jeszcze przed chwilą mój fiut taranował tę słodziutką buzię. Niechętnie odkleiłem się od jego ust żeby ocenić sytuację.
Bursztynowe oczy Darka były szeroko otwarte, wręcz wybałuszone, zwrócone gdzieś wysoko w górę - ponad korony sosen i, jakby nieobecne. Chyba nie do końca docierało do niego to co się dzieje. Jego twarz wyrażała teraz jedynie kompletne oszołomienie, z cery spełzywały resztki rumieńców, znów robiła się jasna, na policzkach dosychały już ślady łez.
Wyglądał pięknie.
Moje chwilowe napawanie się jego widokiem, przerwało spojrzenie Darka.
Nagle po prostu oderwał wzrok od nieboskłonu, i spojrzał mi prosto w oczy tak jakby nigdy wcześniej mnie nie widział. Jego oczy nie były już tak wytrzeszczone, po prostu na mnie patrzył, a ja miałem wrażenie, że spogląda na mnie ktoś zupełnie inny.
Zniknął jego lęk, niepewność, konwenanse, wszelkie emocje. Po prostu leżał sobie spokojnie i patrzył, nadal nieco oszołomiony.
Uśmiechnąłem się do niego niepewnie, po czym nie widząc reakcji z jego strony i nie mając nic lepszego do roboty ponownie przyssałem się ustami do jego ust. Nie protestował. Powoli, po trochu, delikatnie penetrowałem językiem wnętrze jego ust, delikatnie stymulowałem wargi, poznawałem policzki od środka. Starałem się mu przy tym sprawić możliwie dużo przyjemności.
Poluźniłem ręce w których trzymałem jego nadgarstki.
Drgnął. Jakby dopiero to poluźnienie uzmysłowiło mu, że panuję nad jego rękami.
Natychmiast przestałem go całować.
Spojrzałem na niego - dalej patrzył mi w oczy, których obraz sugerował, że Darek powoli wraca do pełnej świadomości. Dajmy sobie szansę - pomyślałem, i zupełnie puściłem jego ręce, niepewnie obserwując dalszy przebieg wydarzeń.
Spodziewałem się kolejnej fali histerycznego gniewu, w wymiarze słownym i fizycznym. Zamiast tego przez jego twarz przebiegł cień pobłażliwego uśmiechu. Jego ręce pozostały na trawie niemal niewzruszone mimo ustąpienia mojego uścisku.
Nie czekając dłużej zabrałem się ponownie do bliskiego poznawania ze sobą naszych warg, tym razem mniej delikatnie, za to możliwie namiętnie. Mając już wolne dłonie zacząłem intensywnie obejmować jego głowę, głaskać go po twarzy, szczerze starając się dać mu jak najwięcej czułości.
Starałem się możliwie zrekompensować mu tę całą brutalność sprzed kilku minut.
Może to żałosne ale poczułem się za niego odpowiedzialny. Zaczęło mi na tym chłopaku na prawdę zależeć. Ważne stało się jego dobro.
Po chwili okazało się, że świat jednak nie jest taki ponury, a moje starania nie idą na marne - język Darka - dotąd leżący jak kołek, obudził się do życia i podjął śmiałą współpracę z moim, celem obopólnej przyjemności.
Coś zaczęło mnie uwierać w okolicach podbrzusza. Szybko domyśliłem się że to kutas Darka wierzga próbując stanąć w pełnej okazałości w czym wyraźnie mu przeszkadzałem leżąc na jego właścicielu.
Dla dopełnienia radości z chwili, powędrowałem dłońmi do jego bioder, podciągnąłem w górę jego koszulkę, na moment przerwałem pocałunek, zdjąłem ją z niego w czym bez pruderii mi pomógł i położyłem się na nim z powrotem.
Nie licząc gaci gdzieś na wysokości kostek byliśmy teraz nadzy. Dwa przywarte do siebie ciała. Spojrzałem mu w twarz. Cała nieśmiałość, uprzedzenia gdzieś prysły. Malowała się ciekawość i jakby zaczęła się rodzić fascynacja. Pocałowałem go znów. Odwzajemnił. Lizaliśmy się coraz namiętniej, w trawie, na leśnej polanie przez dłuższą chwilę.
Przerwałem aby zaczerpnąć powietrza.
W oczach Darka bursztyny lśniły pełnią blasku, policzki zarumieniły się, widać było, że ten zupełnie nieoczekiwany rozwój sytuacji sprawia mu coraz większą przyjemność.
- Jesteś mój? - zapytałem idąc na całość.
- Jestem Twój - odpowiedział patrząc mi w oczy.
To były najbardziej stanowcze słowa jakie wypowiedział odkąd zatrzymałem się by go podwieźć. Nie muszę chyba mówić jak bardzo stałem się w tym momencie szczęśliwy.
Znowu zaczęliśmy się całować - dziko, namiętnie, bez żadnych skrupułów, z pełnym zaangażowaniem z obu stron.
Darek oplótł mnie swoimi rękami, to tarmosił mi włosy, to jeździł nimi po plecach...
Chłopakowi się podoba! - Niesamowicie mnie to nakręciło.
Wyszedłem językiem poza jego usta. Lizałem go po brodzie, szyi, aby po chwili przenieść się na czoło, skronie, uszy, oczy, nos policzki i powrócić do ust.
Darek pomrukiwał cicho.
Udało się!
Zdobyłem tę delikatna świątynię. Darek ewidentnie poddał się nieuniknionemu - pełnej, męskiej rozkoszy.
Wezbrało we mnie poczucie władzy, ale nie jak wcześniej - zdobytej siłą, a takiej w której mój poddany cieszył się z bycia moją własnością, kompletnie ode mnie uzależnioną.
Wiedziałem, że teraz mogę zrobić z nim co zechcę i to bez sprzeciwu z jego strony.
Zacząłem schodzić językiem niżej, lizałem mu wątłą, chłopięcą klatkę piersiową, starannie ogolone pachy, małe, różowe sterczące sutki, mięciutki, płaski brzuszek. Robiłem to starannie namiętnie i bez pośpiechu. Daruś prężył się jak kotek po przebudzeniu i coraz głośniej pojękiwał.
Nie był owłosiony na klacie czy brzuchu z wyjątkiem i tak dość rzadkiej "ścieżki miłości" od pępka w dół. Fakt ten dopełnił tylko moje zdanie o nim jako o ideale - lubię gładkich chłopców.
Po dokładnym wylizaniu mu pępka, podążyłem ów ścieżką w dół, gdzie napotkałem niewielką kępkę ciemnobrązowych włosów łonowych. Chłopak był (i całe szczęście) słabo owłosiony.
Zahaczyłem brodą o jego dumę: na oko jakieś 16-17cm, gruby, mięsisty z dużą główką okraszoną okazałym napletem fiut.
Świadomie nie wziąłem go od razu w otchłań swoich ust a zacząłem jeździć nosem i językiem po wszystkim wokół. Rękami rozszerzyłem nieco jego nogi, tak, żeby mieć dostęp do jajek. Jakiż on miał wór!
Wielkie, ogromne jaja w ciemnej, jakby opalonej mosznie. Cudownie smakowały.
Darek jęcząc z rozkoszy głaskał mnie po głowie, a ja, wylizawszy mu każdy minimetr kwadratowy tego olbrzymiego worka i possawszy solidnie każde z jajek po trochu zabrałem się do meritum oralnych przyjemności.
Najpierw, delikatnie lizałem to opasłe bydle od nasady pod główkę i znów na dół. Darek wydawał z siebie coraz wznioślejsze jęki, mimo to konsekwentnie nie brałem jego przyjaciela do buzi.
- Proooszeeee... - wystękał chcąc przyspieszyć moje działania.
Oderwałem usta od jego drąga, uśmiechnąłem się zawadiacko, podciągnąłem na rękach do góry i pocałowałem go namiętnie w usta.
Wylizałem uważnie obie jego wargi - każdą z osobna, po czym zapytałem niewinnym tonem jak gdyby nigdy nic:
- Zrobić Ci loda?
- Taaak... - wyjęczał mój kiciuś.
Już tak mam, że lubię się czasem podroczyć.
Przystąpiłem do dzieła, tym razem z impetem i bez ceregieli włożyłem sobie jego grubasa do ust.
Moim celem było pokazanie chłopakowi jak piękny, wzniosły i przyjemny może być męski seks, toteż starałem się dać z siebie wszystko. Szczególną uwagę skupiłem na główce ssąc ją mocno, na przemian z intensywnym pobudzaniem jej językiem. Nie trwało to długo aż usłyszałem wysapane:
- Zaraz... dojdę...
No tak, pomyślałem - nowicjusz, a pała stoi mu na maxsa już kilkanaście minut - nie ma co się dziwić. Momentalnie wypuściłem go z ust, i zabrałem się za powolne lizanie wewnętrznych stron tych zgrabnych, chudziutkich udek, dając Darkowi na chwilę odsapnąć.
Mój chłopiec ciężko dyszał.
Nie chciałem żeby doszedł. Jeszcze nie teraz. Trzeba iść za ciosem, Rubikon przekroczyliśmy ale do Padu jeszcze daleko.
Stopniowo, w miarę jak oddech Darka nieco się wyciszał (jednak tylko do pewnego stopnia bo ewidentnie mój język na jego udach nie pozostawał mu obojętny), podjeżdżałem nosem coraz bliżej jego krocza. Sam uwielbiam być lizany w tej niewielkiej przestrzeni pomiędzy moszną a odbytem, i tam właśnie zawędrował mój język.
Darek aż się poderwał gdy go tam liznąłem. Przytrzymałem go sobie za biodra.
Widocznie trochę go to łaskotało, ale tylko trochę bo kutas znów stał mu na baczność.
Wylizałem mu dokładnie ową delikatną przestrzeń, i zjechałem niżej chcąc zapoznać się z gwoździem programu - Darkowym tyłeczkiem.
Było to zadanie niemożliwe do wykonania w tej pozycji - Darek cały czas leżał na plecach, więc po kilku zwiadowczych machnięciach językiem (którym towarzyszyły Darkowe urywane jęki rozkoszy), podniosłem się, wstałem, zdjąłem zupełnie swoje szorty i rzuciłem je niedbale gdzieś na trawę, po czym zabrałem się za rozbrajanie mojego kochanka z adidasów i dresowych spodni, czemu ochoczo się poddał.
Po uporaniu się z garderobą, nadal stojąc spojrzałem z góry na ciągle leżącego na plecach Darka - patrzył na mnie z uśmiechem i błyskiem uznania w oku. No tak. Prezentowałem mu się właśnie w całej krasie - zupełnie nagi i cały w blasku słońca ze sterczącym gnatem. Czułem, że mu się podobam.
Odwzajemniłem uśmiech, po czym:
- Odwróć się. - Powiedziałem finezyjnie.
Darkowi uśmiech spełznął z twarzy, blask w oczach gdzieś zniknął, a zastąpił go jakiś niepokój:
- Boję się. - Odparł.
Jakiż on jest pocieszny, jakiż zabawnie infantylny - pomyślałem.
Uśmiechnąłem się do niego szeroko, przykucnąłem przy jego głowie, on podniósł się i wsparł na łokciach po czym pocałowałem go namiętnie w usta. Darek objął mnie za szyję co niemal mnie wzruszyło.
- Nie masz się czego bać kochanie. Jesteś mój. Zadbam żeby nic złego Ci się nie stało - Powiedziałem poważnym tonem patrząc mu prosto w oczy.
Te słowa wywołały w nim jakieś niesamowite poruszenie, oczy zrobiły się mokre, usta nabrzmiałe, patrzył tak na mnie z miną pełną radości i wdzięczności przypominającą wyraz twarzy psa patrzącego na właściciela tuz po nakarmieniu.
Poczułem się tak, jakbym był pierwszym człowiekiem na świecie który okazał temu chłopcu więcej czułości i po porostu zwykłego zainteresowania niż wszyscy ludzie których dotąd znał razem wzięci.
Pocałowaliśmy się raz jeszcze, po czym Darek z uśmiechem na twarzy i bez słowa sprzeciwu odwrócił się, uklęknął na trawie i wypiął się najlepiej jak potrafił.
Co za widok!
Ta młoda, jędrna, odstająca, kształtna dupka, wypięta jak tylko się dało spowodowała, że niemal spuściłbym się zupełnie niekontrolowanie. Aż musiałem wziąć głęboki oddech.
Darek odwrócił głowę i spojrzał na mnie wyzywająco wyraźnie z siebie zadowolony.
Raj stał przede mną otworem (dosłownie).
Nie było na co czekać, uklęknąłem za nim, przyjrzałem się dokładnie tej malutkiej, wąskiej dziurce okraszonej z rzadka - kilkoma zaledwie, brązowymi włoskami, po czym położyłem dłonie na jego kształtnych pośladkach starając się objąć nimi możliwie najwięcej z tych cudownych mięśni powleczonych delikatną, aksamitną, młodą, jędrną skórą.
Rozwarłem rękoma te cudowne bochenki, Darek jęknął, i zacząłem powoli lizać mu te cudowne przestrzenie - wewnętrzne strony pośladków zbliżając się okrężnymi ruchami do sedna - zataczając coraz mniejsze kręgi coraz bliżej szparki.
Darek stękał i wił się z rozkoszy.
Otoczenie z każdej strony lasem miało tę zaletę, że nie trzeba było się za nad to przejmować natężeniem wydawanych dźwięków.
Po tej jakże przyjemnej grze wstępnej dotarłem w końcu do odbytu.
Smyrałem zwieracz końcówką języka doprowadzając Darka niemalże do spazmów z rozkoszy. Stopniowo, coraz mocniej i głębiej świdrowałem te wrota do szczęścia swoim językiem a Darek coraz intensywniej to przeżywał.
W końcu wdarłem się jęzorem do jego dziewiczego wnętrza.
Musiałem złapać Darka obiema rękami za biodra bo już nie do końca panował nad swoim ciałem. Rozumiałem go dobrze. To jego pierwszy w życiu seks. Nikt go wcześniej tak porządnie nie lizał, ba! Nikt go w ogóle tam nie lizał przede mną. Nic więc dziwnego, że dzieciak odlatuje. Bałem się jedynie, że pod wpływem mojego języka w jego tyłku chłopak szybko dojdzie i będzie po wszystkim.
Liżąc jego otwór starałem się nawilżyć śliną możliwie dużą powierzchnię, aby mój partner lepiej zniósł to co nieuniknione.
W końcu mój kutas coraz dotkliwiej zaczął dawać mi do zrozumienia, że ma już serdecznie dość ignorowania jego stanu gotowości. Jako dobry dowódca nie mogę nie zareagować na bunt mojego wiernego żołnierza, toteż oderwałem się nagle od Darkowej bramy, splunąłem na rękę, nasmarowałem śliną kutasa który i tak już był cały w śluzie własnej roboty, przyłożyłem do Darkowej dziurki, naparłem, Darek głośno jęknął, naparłem bardziej, Darek zawył...
- Wytrzymaj - Powiedziałem na tyle spokojnym i opanowanym głosem na ile byłem w stanie.
- Boli - usłyszałem w odpowiedzi bardziej wystękane niż powiedziane.
- Zawsze boli na początku, poboli i przestanie - usiłowałem zażartować, Darka to jednak nie rozbawiło, ciężko sapał i dyszał. Byłem w połowie główki. Nie wycofam się, muszę zrobić trzecie natarcie.
A swoją drogą - nie ma to jak rozdziewiczać młodą świeżutką, nieskalaną dupkę.
Ta myśl spowodowała, mimowolnie, jakby sam organizm zadecydował za mnie - pchnąłem po raz trzeci - główka weszła, Darek zawył najgłośniej jak mógł.
- Boli!!! Wyjdź... wyciągnij go... proooszę... - Wystękał płaczliwie.
Wiedziałem, że teraz - mimo, że było mi chłopaka żal - nie mogę się wycofać.
Pochyliłem się nad nim, złapałem go za ramiona i jednym mocnym, gwałtownym ruchem przyciągnąłem go do siebie wjeżdżając w niego jak czołg w przedszkole - po same jaja.
Darek wydarł się jakbym go obdarł ze skóry i posolił. Wybuchł płaczem.
Próbował się oswobodzić, ale moje dłonie na jego ramionach ani myślały zwolnić żelaznego uścisku.
Tkwiłem zanurzony całym swoim mieczem w nim.
Gdyby nie troska o samopoczucie chłopaka która nie pozwalała mi się w pełni cieszyć przeżywanymi aktualnie doznaniami fizycznymi, to pewnie już bym się spuścił biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację jak i moje wyposzczenie.
- A... aa... - skomlał Darek przez łzy.
Pochyliłem głowę i zacząłem delikatnie całować i lizać go po karku.
- Spokojnie kochany, to zaraz minie.
- Ja... ja już nie... chcę... - odparł.
Nie słuchając go, zacząłem delikatnie poruszać się wewnątrz niego, dalej pozostając w konflikcie z jego mięśniami które nie dawały za wygraną.
Zawsze mogło być gorzej - pomyślałem. Gdybym go solidnie nie wylizał, o niczym mowy by nie było, pewnie nie byłbym w stanie wsadzić kompletnie nic.
Nieoczekiwanie powolne ruchy przód-tył przyniosły pożądany efekt - poczułem tam odrobinę luźniejszą atmosferę, a Darek już nie wył tak rozpaczliwie.
Dalej spokojnie nabijałem go na pal wolno, rytmicznie wsadzając do końca, wysuwając się tak żebym widział połowę swojego kutasa i znowu do końca - tak żeby moje jaja zetknęły się z jego kroczem.
Darek radykalnie zmienił sposób swojego zachowania. Przestał płakać i się wydzierać, a jedynie miarowo stękał.
Cel strategiczny osiągnięty z nawiązką: nie dość że w niego wszedłem to jeszcze zaczyna mu się to podobać.
Przód-tył, przód-tył, przód-tył - ruchałem go tak jakieś 4 minuty, co chłopaka najwyraźniej przerosło. Poczułem na kutasie dobrze mi znane, cudowne uczucie, cudowną falę skurczy mięśni partnera, Darek wydał z siebie trudny do opisania dźwięk, jego ciało zmusiło mnie do trzymania go mocno za biodra gdyż chciało się rzucać na wszystkie strony, a trawa pod nami została zroszona kilkoma strzałami gęstej, lepkiej, białej, młodziutkiej, świeżej spermy.
Było to o tyle fajne, że pieprząc się, cały czas byliśmy w pozycji na psa - Darek rękoma opierał się o ziemię, więc kutas wystrzelił sam z siebie targany wyłącznie siłą tego - śmiem twierdzić - największego w dotychczasowym życiu chłopaka - orgazmu.
Przystanąłem na chwilę, przytrzymując ten słodki tyłeczek z zatopionym w nim do połowy chujem, dając Darkowi dojść do rzeczywistości.
Zajęło mu to chwilę.
Powoli rozstawałem się ze złudzeniami, że jeszcze sobie tu dzisiaj porucham, aż tu nagle Daruś odwrócił główkę, spojrzał na mnie badawczo i zapytał:
- Co jest? Nie przestawaj.
Nie mógł nawet zdawać sobie sprawy z tego ile radości sprawiły mi te słowa.
Jako że takich komend nie trzeba mi dwa razy powtarzać od razu przystąpiłem do dzieła.
Zacząłem dociskać kutasem jak najgłębiej, szybko przyspieszyłem tempo. Jękom i pomrukom Darka nie było końca.
Było nam dobrze. Nam obu.
Moje spocone biodra klaskały rytmicznie w zderzeniach z jego nie mniej spoconymi pośladkami. Robiłem to dokładnie tak jak najbardziej lubię: szybko, mocno, ostro i głęboko.
Co jakiś czas smagałem tą cudowną dupcię siarczystymi klapsami, nie zważając na Darkowe krzyki.
Z czasem jemu też zaczęło się to podobać.
Ruchałem go jak zwierze. Jak dzikie, bezlitosne, niewyżyte stworzenie.
Mój chłopiec również przyjął postawę rasowej suki.
To było wręcz niewiarygodne: mało który doświadczony pasyw, przy tak ostrej akcji potrafi się jeszcze mocniej wypinać, a jemu przychodziło to jakby naturalnie, jak jakaś oczywistość, że przecież jak wystawi dupę możliwie mocno - doznania będą jeszcze większe (żebyście kurwa wszyscy to rozumieli - świat byłyby piękniejszy).
Sapałem ciężko, pot kapał mi z czubka nosa na jego mokre plecy. Jeszcze jeden klaps odbił się echem w leśnej głuszy i...
- Ooooo... lecę!... - Darek spiął wszystkie mięśnie na raz wydał z siebie po raz kolejny głęboki, nieopisany jęk, i wystrzelił tym razem mniejszą ilością wprost na trawę.
Salwa skurczy jakimi obdarzył mojego kutasa była zbyt mocna. Trzymając kurczowo w dłoniach jego pośladki wystrzeliłem zalewając jego wnętrze wszystkim co najlepsze, po czym opadłem na jego plecy przytulając się do nich.
Pod Darkiem ugięły się ręce i szczelnie sklejeni potem opadliśmy na trawę ciężko dysząc.
Po dłuższej chwili podniosłem się, i delikatnie wyszedłem z niego, po czym zwaliłem się na trawę tuż przy nim.
Darkiem wstrząsnął dreszcz. Z jego dupy sączyła się sperma.
- To... było... zajebiste!... - wysapał.
Odpowiedziałem szelmowskim uśmiechem.
Nagle jego twarz przeszył blady strach.
- Czekaj, Ty się we mnie spuściłeś!
- Spokojnie, dzieci z tego nie będzie - odpowiedziałem spokojnym tonem.
- A co jeśli mnie czymś zaraziłeś?! - zapytał głosem pełnym wyrzutu.
Uśmiechnąłem się pod nosem, wstałem, znalazłem szorty, wyciągnąłem kluczyki do samochodu, otworzyłem drzwi, i bez słowa wyciągnąłem ze schowka dokumenty.
Wręczyłem mu moją legitymację honorowego dawcy krwi.
- Jak sam widzisz, byłem kompleksowo badany ostatnio niecałe 3 tygodnie temu. Po za tym sam ten dokument to chyba wiarygodny fakt potwierdzający, że nigdy nie robię tego bez gumy.
- Ale ze mną zrobiłeś...
- Bo wiedziałem, że jesteś czysty jak łza - odparłem z uśmiechem.
- Fakt - odparł usatysfakcjonowany.
Położyłem się z powrotem obok niego.
Po chwili Darek mocno się do mnie przytulił.
Spojrzeliśmy na siebie - obaj mieliśmy w oczach łzy. Łzy szczęścia - tak rzadkie, tak ulotne w naszym marnym gejowskim żywocie.
Pocałował mnie. Generalnie przytulaliśmy się i lizaliśmy jeszcze ponad pół godziny, rozkoszując się miękkością trawy, promieniami słońca i zapachem igliwia wymieszanym z zapachem naszych ciał.

Dojechaliśmy razem do Darłówka. Oczywiście obaj marzyliśmy o wielkiej, długiej i szczęśliwej miłości i oczywiście życie te plany zweryfikowało. Pomogłem Darkowi znaleźć sensowną sezonową pracę. Sam w swojej, po zaledwie 4 dniach zostałem poproszony o przejęcie punktu w Dziwnowie - w zupełnie innej części wybrzeża, więc wyjechałem pozostawiając Darka w nowym rozdziale jego życia.
Utrzymywaliśmy (z czasem coraz rzadszy) kontakt gdzieś do połowy sierpnia.
Jak dotąd nie spotkałem go więcej i pewnie już nie spotkam.
Ale na pewno będę darzył stare dobre drogi wojewódzkie i otaczające je lasy jeszcze większą sympatią niż dotychczas.

KONIEC


Drodzy Czytelnicy!
Seria "Autostopowicz" to mój literacki debiut. W związku z czym szczególnie mocno zależy mi na waszych opiniach/uwagach i przede wszystkim na informacji czy próbować pisać dalej czy lepiej dać sobie spokój.
Liczę na wasze komentarze.
Z poważaniem,
Kuba

Czy możesz skomentować to opowiadanie :)

Bezimiennydnia 2015-12-01 13:53:13.

Opowiadanie było zajebiste. Fajnie byłoby żebyś dodał jeszcze 1/2 części albo zaczął coś nowego :)

Takdnia 2015-12-01 18:01:25.

Pisać dalej

Stan Islandzki dnia 2015-12-01 21:54:51.

Brawo brawo i jeszcze raz brawo!
Ten cykl opowiadań mogę spokojnie uznać za 2 najlepszy na tej stronie! Pierwszym była historia z malinami. Ale nie ważne! Pisze Pan niesamowicie i przyznam się że oczekiwałem 3 części Autostopowicza.
Pisz dalej pozdrawiam

fajnednia 2015-12-02 23:43:35.

Jestem kobietą ale to mi nie przeszkadzało żeby sobie zwalić.

Aliś ^-^dnia 2015-12-03 20:47:38.

Muszę przyznać, że piszesz wręcz g e n i a l n i e. Z pewnością będę czekał na więcej opowiadań od Ciebie.
Co do opowiadania... Zakończenie! Przecież to miał być erotyczny harlequin, oni się mieli ze sobą ożenić! ;-;
Zbyt często używasz myślników, nie żeby to był wielki problem. To tylko maleńka uwaga. Aha, bo bym zapomniał - w opowiadaniu "ci", "tobie" itp. piszemy z małych liter XD.
Jako zaledwie szesnastoletni pasyw nie mam super doświadczenia w tej kwestii, ale ze smutkiem stwierdzam, że moi dotychczasowi partnerzy spisywali się znacznie gorzej, niż zostało to ukazane w "Autostopowiczu", eh... =.=
Pisz dalej, proszę! :3

ParkaAktKrkdnia 2015-12-07 11:05:58.

Dziękuję Wam wszystkim za miłe komentarze i cenne uwagi.
Alisiu! Tobie dziękuję szczególnie, za to że chciało Ci się wypocić te pokaźne 10 linijek. To miłe, jeśli ktoś poświęci na komentarz więcej niż dwa słowa, a Ty do tego zrobiłeś to nad wyraz konstruktywnie :) .
Co do Twoich uwag, to:
odnośnie zakończenia: staram się w swoich opowiadaniach (jak dotąd: "Autostopowicz cz. 1, 2, 3", Rodzinna Inicjacja") nie powielać historii oczywistych i przewidywalnych a la erotyczny harlequin. Pewna doza nieprzewidywalności - moim zdaniem - czyni przedstawianą historię ciekawszą, skłania do namysłu i pozwala jej dłużej przetrwać w pamięci czytelnika.
odnośnie myślników - chcę, żeby opowiadanie było możliwie czytelne, zrozumiałe i klarowne - stąd bogata interpunkcja (chociaż akurat w opowiadaniach "Autostopowicz cz.3" i "Rodzinna Inicjacja" w wielu miejscach brakuje przecinków - tak tez się zdarza :P). Myślniki po prostu - moim zdaniem - ułatwiają czytanie ze zrozumieniem.
Co do pisania "tobie", "ci" z wielkich liter to jest to moja celowa i w pełni świadoma walka z ignorancją na wszelkich komunikatorach, czy choćby w smsach, gdzie wypada pisać te zwroty z litery wielkiej, bezpośrednio odnosząc się do adresata. Zdaję sobie sprawę że w opowiadaniu jest to błąd, ale może chociaż kilku czytelnikom zapadnie w pamięć że w wypowiedziach pisemnych, zwracamy się do rozmówcy bezpośrednio z dużej litery. To taki dydaktyczny pstryczek i mam zamiar go powielać w ewentualnych kolejnych opowiadaniach.
Jeśli jako Szesnastoletniemu Pasywowi brakuje Ci odpowiednich partnerów - zapraszam: najpierw do kontaktu (nick nad komentarzem to nazwa profilu na fellow mojego i mojego partnera), a następnie do odwiedzenia nas w Krakowie ;) .
Raz jeszcze dziękuję za komentarz.
Kuba
(autor opowiadania)

Arturdnia 2015-12-29 04:08:08.

Jedno z najlepszych opowiadań na tej stronie. Gratulacje!

ddddnia 2015-12-31 16:11:48.

Pedalskie fantazje.

Prosimy o nie dodawanie w komentarzach danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Autostopowicz cz. 3"

(pole wymagane)

Dodał/a: Kuba w dniu 30-11-2015 - czytano 5459 razy.