Ciocia Iza

To był dwupiętrowy, poniemiecki budynek z mieszkaniami dla kolejarzy, tuż przy stacji kolejowej, a dziadek był kolejarzem i dostał to mieszkanie jako służbowe w 1948 roku. Prawie wszystko było w nim poniemieckie – głównie meble i piece kaflowe. Mieszkanie było czteropokojowe, a kiedy z przedpokoju wchodziło się do jednego pokoju, to można było przejść przez wszystkie i trafić znowu w to samo miejsce. Z przedpokoju można było wejść do łazienki, do osobnej kuchni i do pomieszczenia, z którego zrobiono spiżarnię – głównie słoiki na półkach. Piece zostały zamienione na centralne ogrzewanie w połowie lat siedemdziesiątych, ale ja nie o tym chciałem…
Któregoś wrześniowego dnia ojciec kazał mi iść do babci skopać ogródek pod domem. Nie, no spoko, rok szkolny dopiero się zaczynał, więc czułem się jak na przedłużonych wakacjach. A u babci można było bezkarnie wyżreć słoiczek dżemu truskawkowego z tej spiżarni, do której poniemieckie drzwi się zamykały z trudem. Ze spiżarnią graniczyła łazienka, z od zawsze na biało pomalowanymi drzwiami, i miała podobny problem: drewno już się dawno wypaczyło i górna krawędź odstawała nieco od futryny. Na dodatek istniała możliwość otwarcia tych drzwi od zewnątrz nożem wsuniętym w cienką szczelinę między skrzydło drzwi a futrynę i podniesienia poniemieckiego haczyka, na który się zamykało od wewnątrz. Ale tego nauczyła mnie babcia, zaniepokojona kiedyś moim za długim sraniem.
Koniec końców, wylądowałem na tym ogródku i przekopywałem grządki. Babcia wygrzebywała korzenie chwastów z przewróconej ziemi. Po około godzinie przyszła ciocia Iza, najmłodsza siostra mojego ojca, i bardzo dobrze pamiętałem, że dzisiaj ma swoje trzydzieste dziewiąte urodziny. Od zawsze, jak pamiętam swoje fantazje, potwornie mnie jarała. Drobna brunetka, wdowa, śliczna i zadbana tak, że w komunie trudno było znaleźć chociaż podobną – to wszystko.
- Cześć – zawołała przez poniemiecki płotek. To też był fenomen: temu drewnianemu płotkowi nic się nie działo przez czterdzieści trzy lata po wojnie. Dziadek kilka razy pomalował ten płot, ale farby schodziły po dwóch latach i zostawała ta niemiecka. W końcu się poddał i przestał go malować skoro to takie bez sensu było. „Cholera, co to za farby były?” – niejednokrotnie się nad tym zastanawiałem.
- Cześć – odkrzyknąłem, a babcia pomachała ręką.
- Zaraz będę – zawołała i zniknęła za drzwiami na klatkę schodową.
Wróciła po dwóch minutach przebrana w zwykły szary, roboczy fartuch mojego dziadka.
- Wszystkiego najlepszego i dużo zdrówka – powiedziałem oparty na szpadlu.
- Dzięki – odpowiedziała Iza i pocałowała mnie w policzek. Oddałem pocałunkiem tuż przy jej uchu. „Ja cię kręcę.” – pomyślałem i już wiedziałem, co będę robić dziś wieczorem.
- Mamo, idź do domu, ja tu z Maćkiem zrobimy resztę – powiedziała do babci.
Babcia poszła do domu i zabraliśmy się do roboty. Kopałem te grządki i patrzyłem na Izę, która nawet w tym fartuchu wyglądała przepięknie. Mogłem się gapić do woli, ciągle byłem za nią, a Iza przede mną wyciągała korzenie chwastów z ziemi, którą przed chwilą przekopywałem. Na tym fartuchu odznaczało się jedynie zapięcie stanika, a czasami mogłem widzieć jej cudny profil. Skończyliśmy po prawie dwóch godzinach. Iza zebrała wszystkie korzenie na jedną kupkę i otarła cudownie spocone czoło.
- Palimy? – zapytała.
- Pewnie – odpowiedziałem i poszliśmy w kąt ogródka, którego nie było widać z okien mieszkania. Z Izą paliłem na legalu, ale babcia mogłaby mieć pretensje do Izy – w końcu miałem siedemnaście lat. Wypaliliśmy po dwa z krótką przerwą i poszliśmy do domu.
- Już? – zapytała babcia.
- Już, do wiosny wszystko zrobione. – odpowiedziała Iza.
- Chcecie kompotu? – babcia.
- Jasne!!! – my.
Wypiliśmy cały litrowy słoik kompotu porzeczkowego.
- Mamo, idę się wykąpać i jadę do siebie – powiedziała Iza.
- Dobra – odpowiedziała babcia – idę na ogródek na chwilę – zabrała ze sobą zapałki
i gazetę. Iza poszła do łazienki.
„Masz chyba jedną z niewielu szans” – pomyślałem sobie i przystawiłem do drzwi od łazienki krzesło z kuchni. Starając się być bezgłośnym stanąłem na krześle i popatrzyłem przez sporą szparę u góry drzwi – widok był idealny. Iza się kąpała. Namydlała się ze wszystkich stron do granicy wody w wannie i spłukiwała prysznicem. Trochę mnie wkurzało, że piana na wodzie zaczynała zasłaniać jej cudowne, czarne futerko, ale Iza w końcu wstała
i gąbką zaczęła myć nogi. Stałem na krześle, jak zaczarowany, gapiłem się na cudowne piersi i na cudowne futerko nie mogąc się zdecydować na co mam się bardziej gapić. Iza przestała się myć i spłukała resztki piany po mydle. Wyciągnęła korek z odpływu wanny. „No, ale se kurwa, dzisiaj pospałem” – szlag mnie trafiał na tym cholernym krześle i już je miałem po cichu odstawić do kuchni, gdy zobaczyłem, jak Iza zamiast wyjść z wanny zaczyna masować się po swoim wielkim futerku. „Jasna cholera, ja chyba śnię” – pomyślałem i gapiłem się dalej pilnując, aby mój oddech nie był zbyt głośny. „One też to robią?” – byłem mocno zaskoczony.
To jej futro doprowadzało mnie do szału od czasu, kiedy mając dwanaście lat, starzy zostawili mnie u cioci Izy po jej imieninach, nie chcąc mnie po nocy targać do domu. Nie było jeszcze wtedy autobusów nocnych, a znalezienie taksówki też nie było wcale łatwe. Ciocia nie przejmowała się jakoś specjalnie takim gówniarzem jak ja, kazała mi się wykąpać, a sama w tym czasie posprzątała ze stołu i pościeliła łóżko. Z przyczyn oczywistych nie miałem piżamy, więc w samych majtkach wskoczyłem pod kołdrę. Ciocia Iza bez ceregieli rozebrała się przy mnie zostawiając jedynie majtki i stanik, wzięła koszulę nocną i poszła do łazienki. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem pod jej majtkami tą cudowną kulę czarnych włosów prześwitującą przez materiał i trochę włosków wychodzących spod majtek przy pachwinach.
Jak tylko usłyszałem zamykanie drzwi od łazienki cicho podszedłem na czworaka do kratki wentylacyjnej u dołu drzwi. Ciocia rozebrała się do naga, a ja mało nie zwariowałem. Pierwszy raz w życiu widziałem na żywo nagą kobietę i to na dodatek tak piękną. Miała fantastyczne piersi, a jej futerko wryło mi się w pamięć na zawsze. Trochę w tamtych czasach popularny był taki tygodnik „Panorama”, jedno z niewielu kolorowych na ryku, a na ostatniej stronie zawsze było zdjęcie jakiejś gołej modelki – i do dzisiaj jestem pewien, że tak cudownego futerka nie widziałem u żadnej.
Jednak za młody wówczas byłem, aby ten widok jakoś wykorzystać – ale już dwa lata później przypominałem go sobie często i namiętnie. W każdym razie patrzyłem dalej przez szparę u góry drzwi.
Iza po chwili przyspieszyła ruchy ręką i bezgłośnie doszła, a ja czułem, że robi mi się mokro. „Nie, no przecież ona wymaga natychmiastowej pomocy” – pomyślałem i cichutko poszedłem do kuchni po nóż. Otworzyłem nim drzwi łazienki, jak nauczyła mnie babcia, a Iza odruchowo jedną ręką zasłoniła biust, d**gą – futerko.
- Zwariowałeś? – usłyszałem, ale nie zamierzałem odpowiadać, rzuciłem się do całowania piersi zaskoczonej Izy. Po chwili zjechałem z tym całowaniem do futerka. Nie było żadnej reakcji.
- Babcia wraca – tuląc moją twarz do cipusi po chwili powiedziała Iza.
Z ciężkim sercem oderwałem się od tego cudownego futerka pachnącego orgazmem sprzed chwili. Dotarły do mnie dźwięki ze schodów zwiastujące wdrapującą się babcię. Szybko odstawiłem krzesło na swoje miejsce, nóż wsadziłem tam, gdzie był i, jakby nigdy nic, zająłem się wyjadaniem łyżeczką porzeczek ze słoika po kompocie.
- Gdzie Iza? – zapytała babcia.
- Chyba się kończy ką… – nie dokończyłem, ponieważ Iza wyszła z łazienki.
- Mamuś, jadę do siebie…, Nie, nie rób mi żadnego obiadu, muszę zjeść to, co mam. Maciek, zamknij za mną – powiedziała i podeszła w stronę drzwi.
- Przyjedź następnym autobusem – szepnęła mi na ucho.
- Ddd…obra – odszepnąłem skamieniały.
Po piętnastu minutach, ciągnących się jak wieczność, usłyszałem pod domem autobus, którym odjechała Iza. Wypadłem z domu babci, jakby mnie potwory ścigały. Przeszedłem obok przystanku, na którym czekała przed chwilą Iza i poszedłem dalej w stronę swojego domu. Nie był daleko, jakieś siedemset metrów. Po drodze z budki telefonicznej zadzwoniłem do mojego starszego kuzyna Darka, i uprzedziłem go, że jakby coś, to oglądaliśmy całą noc filmy na DVD. O dziwo nie zadawał głupich pytań. Szybko się wykąpałem i, myśląc o Izie, zwaliłem się w umywalkę. Opłukałem porządnie wacka i wyszedłem.

- Jadę do Darka, ma wypożyczone na dzisiaj DVD i kilka filmów, mogę nie wrócić na noc – rzuciłem do mamy. Darek był bezpieczny…, kuzyn, którego mama ( moja ciotka) też by poświadczyła, że siedzieliśmy całą noc przy filmach, bo spała tak, że wszystko można było jej wmówić.
- Co to jest DVD? – zapytała mama.
- No, taki odtwarzacz na kasety, tylko nie z samą muzyką, ale z filmem – wytłumaczyłem.
- Filmy na kasetach?
- No, taka technika się porobiła – odpowiedziałem
- I jakie te filmy?
- Coś mówił, że „Goldfinger” z Bondem…, jakiś Neron, czy „Kaligula”…, jakieś „Lody na patyku”…, może być długo – zgrywając głupa odpowiedziałem i wyszedłem.
Jak tylko znalazłem się poza domem, starałem się iść najnormalniej do najbliższego rogu, zza którego nie będzie mnie widać z okien domu. Później rzuciłem się biegiem do najbliższego postoju taksówek. Zostało mi trochę forsy zarobionej na wakacjach, ale to był przypadek, kiedy oszczędzanie na transporcie nie miało żadnego sensu i znaczenia. BYLE SZYBCIEJ!
- Dzień dobry – wsiadłem i zamknąłem za sobą drzwi – na Świerczewskiego poproszę – fiat 125 ruszył, a ja siedziałem i się wkurzałem, że to nie jakaś rakieta z „Gwiezdnych wojen”. Myślałem o cioci Izie, o tym, co mam powiedzieć przy wejściu, bo przecież wszystko było jasne, o tym, że czeka mnie właśnie pierwszy raz w życiu, o tym, że wcale mi się ta świadomość nie podoba, bo wolałbym spontan, o jej piersiach i futerku w wannie niecałą godzinę temu.
Drzwi otworzyła mi śliczna, drobniutka buzia w szlafroku. Już wiedziałem, że pod tym szlafrokiem nie ma nic.
- Co tak długo? – zapytała.
- Wpadłem do domu się wykąpać i uprzedzić, że nie wrócę na noc.
- W sumie słusznie –odpowiedziała z rozpieprzającym uśmiechem – a ja tu się nie mogę doczekać, żebyś skończył, co zacząłeś – jednym zdaniem uwolniła mnie od wymyślania tekstów.
Zamknąłem za sobą drzwi, przekręciłem zamek i zdjąłem w przedpokoju buty. Szedłem za Izą do pokoju i podziwiałem ją od tyłu. „Ale laska…, nawet w tym grubym szlafroku frotte wygląda cudownie” – nie mieściła mi się w głowie cała ta sytuacja. Na ławie zobaczyłem dwie szklanki, w których na wierzchu pływał lód.
- Zapalmy i wypijmy – powiedziała siadając na rozłożonej i pościelonej kanapie.
- Co to? – zapytałem.
- Wóda z sokiem malinowym – odpowiedziała i puściła w przestrzeń dym ze swojego „Zefira”.
Wyciągnąłem z kieszeni swoje „Popularne” i też zapaliłem. Usiadłem obok cioci Izy chłonąc cudowną atmosferę słonecznego, wrześniowego wieczora przy otwartych drzwiach balkonowych. Iza sięgnęła po szklankę, a ja, jak zawsze, podziwiałem jej śliczną dłoń ze ślicznymi paznokciami. Rzadko je malowała – nie musiała – ale też często sobie wyobrażałem, jak wali mi konia z czerwonymi paznokciami.
- Kochałeś się już? – zapytała biorąc łyk drinka.
- Nie – odpowiedziałem wypijając pół szklanki – kurczę, dobre – dodałem zaskoczony smakiem drinka. d**gi mój łyk opróżnił szklankę, resztki lodu zostały na dnie, a ja rozwiązałem pasek szlafroka. Ciocia Iza zrzuciła go sobie z ramion na podłogę i położyła się na kanapie. Dopadłem językiem jej pachwin i po chwili zacząłem się językiem przebijać przez jej futerko w celu znalezienia guziczki.

Czy możesz skomentować to opowiadanie :)

traktordnia 2018-05-08 19:47:59.

To już tak zawsze tu jest, że stąd podpieprzają moje opowiadanie na xhamstera, a z xhamsera wstawiają tutaj?

Prosimy o nie dodawanie w komentarzach danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Ciocia Iza"

(pole wymagane)

Dodał/a: Robert w dniu 8-05-2018 - czytano 4561 razy.
Słowa kluczowe:
rodzina ciocia