Drogi pamiętniczku... wpis 1 września 2010 roku

1 września 2010 roku, godzina 6:30

Drogi pamiętniczku…

Biel, czerń, biel i czerń… Początek roku, zawsze przyprawiał mnie o ból głowy i rozterki… - CO JA MAM NA SIEBIE WŁOŻYĆ?! Chcesz wiedzieć pewnie jak mój pokój wygląda w ten dzień? Można go śmiało porównać do szmateksu… podczas „likwidacji” i ostatnich wyprzedaży. Sumą wszystkiego zawsze coś potem się znajdzie… zwłaszcza to co wpadało mi w ręce na samym początku, a potem musiałam tego szukać ponownie w stercie reszty ciuchów. Moje szczupłe ciałko zasłaniała w ten dzień sukienka z niewielkim dekoltem zakrywająca ramiona do kolan, jej głównym elementem było to, że od góry do pasa była biała – a od pasa w dół, czarna. No i oczywiście pod spodem bielizna. Do tego dobrałam sobie buty na wysokim obcasie… i o to stałam już wystrojona przed lustrem patrząc na siebie. Dobrze wiesz że się sobie nie podobam – pomimo że większość osób mówi mi zawsze, że jestem piękna i mam niespotykaną urodę. Pomimo że mam 15 lat wyglądam na 12… włosy mam koloru kasztanowego (chociaż jak dla mnie często wpadają w rudy kolor) mój mały nosek i niewielką część policzków zdobią piegi. ZDOBIĄ?! Co ja wygaduję… one są okropne. Każdy jednak, uważa że są piękne i dodają mi uroku. Oczy… a kto by to wiedział?! Czy są zielone… zielono – niebieskie, czy może zielono – niebiesko – szare. Określę to tak… są nijakie. Wszystko to dekorują jeszcze drobne różowe usta. Standardowo rozpuściłam włosy. Nałożyłam buty na moje niewielkie stópki… rozmiar 38. Jak na moje 164 cm wzrostu w nich czułam się dość wysoka. Naturalnie… jak wiesz nie maluję się nigdy, tak i w ten dzień się nie zamierzałam, jedynie maskującą część… na niedoskonałości – mówiąc delikatnie. Stałam tak ciągle przed lustrem i zastanawiałam się nad swoim wyglądem nie zwracając, która to godzina… 7:30. JEZUS! Dobrze że mam nie daleko do szkoły. Jedyne co mnie pocieszało, to że znowu spotkam się z moim kumpelami. Taaaak… przy nich zapominałam o całym świecie. Nasza paczka składa się wciąż z 5 osób: Sandra – „przywódczyni” – przynajmniej ona siebie za nią uważa. Natalia – „nudziara” – ale za to ją kochamy. Zośka – „cicha woda” – tak… to ja. Kinga – „Szalone pomysły” – to chyba dobre określenie na tą pozytywną wariatkę. No i… Kaśka – „Odważna i o zimnej krwi w trudnych sytuacjach” – ale chyba za to ją właśnie cenie, była zupełnym przeciwieństwem mnie. No i jak już wiesz z Kaśką trzymałam się najbliżej – byłyśmy nierozłącznymi przyjaciółkami. A i zapomniałabym… o moim najlepszym przyjacielu z dzieciństwa – Dawidzie. Nie to nie tak jak myślisz… nigdy nas nic nie łączyło po za przyjaźnią… tylko ja z jego znajomych wiem, że jest gejem. Pewnie jak zwykle czeka na mnie przed blokiem…

Chwilę później...

- Jak ja Cię dobrze znam… 7:35… zapomniałaś telefonu ?
- A Ty czegoś może nie zapomniałeś?! PANIE drogryzaczu?
- Pomyślmy… klucze mam... telefon mam… gacie na tyłku mam… to chyba wszystko nie?
- A głowy z domu nie zapomniałeś???
- To tego da się zapomnieć?
Jego śmiech dało się usłyszeć na 10 piętrze… głupek.
- W Twoim wypadku… na to wygląda. – Również się roześmiałam.
- Haha bardzo śmieszne… chodźmy już bo jeszcze o czymś sobie przypomnisz…
- O boże… portfel!!!
- … to ja czekam na dole.

Tak to cała ja i… to cały Dawid. Czasem rozumiemy się nawet bez słów. Dobrze, że go mam… jest taką osobą, której mogłabym powiedzieć wszystko. Nie mam przed nim sekretów, ani on przede mną… mam taką nadzieję. Jest dla mnie jak brat. Oj dobrze… nie obrażaj się. Oboje wiemy, że Tobie mówię ABSOLUTNIE wszystko.

- Też tak Ci się nie chcę wracać do budy? … Będzie mi brakować tych wakacji… i weź tu czekaj na kolejne.
- Szczerze?...
- Jak najbardziej szczerze Ruda.
- To za cholerę mi się nie chcę.
- No wiesz… nie poznaję Cię. Ty wzorowa uczennica! Haha, kto by pomyślał...
- Śmiej się, śmiej… po za tym jaka tam ze mnie wzorowa uczennica? Po prostu staram się przygotować, to wszystko.
- Pamiętaj… tylko winni się tłumaczą. Swoją drogą… BEREK! Kto ostatni w szkole ten ciota.
- Sam jesteś CIOTA!... ja nie będę biegła mam buty na obcasie…
- To ja Cię tam zaniosę! – Po tych słowach moje nogi straciły kontakt z ziemią… aż mi się w brzuchu wszystko poprzewracało...
- GŁUPKU! Postaw mnie!
Mimo tego… i tak dało się słychać nasz śmiech na całej ulicy…

Godzina 7:50

Szkoła, szkoła, szkoła… szara, brudna i stara. Tylko to mi się nasuwa na myśl, gdy na nią patrzę… chociaż w środku nie jest taka zła. Przed wejściem jak i w środku walały się tłumy dzieciaków no i „starszaków” – licealistów w sensie. Jeden z nich… który miał na imię… Kamil? Chyba tak. Zawsze gdy go mijałam patrzył na mnie jak w obrazek… wiedziałam, że mu się podobam… ale jakoś nie byłam nim zainteresowana. Z pośród tłumów dostrzegłam Sandrę. Jak zwykle wypindrzona na maksa. Włosy podkręcone na lokówce, oczy wymalowane… przesadnie, krótka kiecka. Obok niej stała Natalia i Kinga, wyglądały całkiem dobrze… nie patrząc na to, że były ubrane bardzo podobnie i wyglądały jak dwie krople wody. Prawie. Co jakiś czas mówiły coś do siebie i rozglądały się.

- Ruda to ja spadam do swoich, zgadamy się potem co?
- Jasne. Trzymaj się!

I tak o to znalazłam się już pomiędzy moją paczką… oczywiście babskie przywitania itd. Nie w głowie mi było na razie gadanie z nimi (na to przyjdzie jeszcze czas) wzorkiem szukałam natomiast Kaśki, strasznie się za nią stęskniłam. Niestety los tak chciał, że nie mieszkamy za blisko siebie i nie mieliśmy okazji się przez wakacje spotkać, ale wymieniałyśmy wiadomościami. Nagle z zaułka do toalety wyszła ona… Kaśka… była wysoką, szczupłą i wysportowaną dziewczyną. Miała bardzo długie prawie do pośladków kruczo czarne włosy, zielone oczy, drobny nosek, kształtne usta, bladą cerę i długie nogi. Była ubrana w czarną sukienkę zawiązywaną na plecach biała kokardką. Była dziewczyną, która miała nietypowy gust co do strojów… ale podobało mi się to. Miała również dość mały biust przez to… że była dziewczyną dość aktywną sportowo… cały czas by ćwiczyła – imponując mi przy tym bardzo, ponieważ… ja nigdy nie lubiłam ćwiczyć… zwłaszcza, że nie mam skłonności do tycia i od dziecka byłam bardzo szczupła. To dość dziwne… ale w tamtym momencie zaczęłam patrzyć na nią trochę inaczej… zwłaszcza ta tęsknota… nie mogłam się doczekać aż wpadnie w moje ramiona i jej zapach uderzy w moje nozdrza. Nasze spojrzenia spotkały się… uśmiechnęłyśmy się do siebie… te motylki w brzuchu CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJĘ?! Szłam w jej stronę.. nagle moja skóra zaczęła robić się mokra… ręce mi się spociły… i nareszcie stałam przednią... Pełne euforii przytuliłyśmy się do siebie. Ten zapach… wypełniał mnie całą! Był jak narkotyk, nie chciałam przestawać go wdychać. Pomimo że moja dłoń jeździła po materiale od sukienki nie chciałam przestawać to robić… to jej ciepło! Odsunęłyśmy się od siebie trzymając się dalej za ręce i nasze usta spotkały się… dla niej był to przyjacielski buziak, tak jak między nami zawsze to było… ale dla mnie w tamtym momencie, to było zupełnie coś innego… nie wiem co się ze mną działo, ale podobał mi się to strasznie… chciałabym, żeby to trwało wiecznie. Ale cóż nie trwało to nawet 2 sekund.

- Ale się stęskniłam za Tobą, super wyglądasz!

Jej głos… był taki piękny.

- Ty… Ty wyglądasz pięknie. – Wydukałam z siebie jakieś zdanie, ale nigdy to nie przyszło mi z takim trudem… Przecież to tylko Kaśka…
- Daj spokój, jak zwykle… boże tyle Cię nie widziałam. Po rozpoczęciu mam nadzieję, masz wolny czas na nasz co roczny wypad?
- Ta.. tak, tak jasne!
- Super! Chodźmy do reszty odwalmy to co „konieczne” i uciekajmy stąd.

Godzina ok. 12:00

Nareszcie po tym głupim staniu na rozpoczęciu roku, byłyśmy wolne na mieście… zwłaszcza, że udało się tak, że w tym roku 1 września wypadał w piątek, więc teoretycznie mamy wolne. Moje plecy wołały o pomstę do nieba… ale to nic. Teraz szłam obok Kaśki… chyba jeszcze nigdy mnie tak to nie cieszyło. Pomału zaczynała się we mnie rodzić myśl, że chyba się w niej zakochałam… Daj spokój idiotko jak, można się zakochać w najlepszej przyjaciółce?!...

- Haloooo?! Mówię do Ciebie. Słuchasz mnie?

No tak Sandra miała wyczucie kiedy mnie wyplątać z własnych myśli.

- Wybacz, zamyśliłam się…
- No tak. To w Twoim stylu. Może o jakimś chłopaku? ? Hmm? Przyznaj się, poznałaś kogoś w wakacje?
- Nieee… nic z tych rzeczy.
- Haha, daj jej spokój Sandra to wieczna dziewica.
Kinga musiała dołożyć zawsze swoje trzy grosze.
- Dacie spokój, może przestaniemy robić przesłuchania w sprawie facetów i pójdziemy na lody hmm?

Kasia… mój rycerz w białej zbroi wie kiedy mnie wybronić.

Nie wiem czy pamiętasz, ale… tak się składało, że nasza piątka lubiło tą samą lodziarnię o dość różnie kojarzonej nazwie „Słodka chwila”. Nie było chyba dnia… w którym byśmy nie rozmyślały z czym nam to się kojarzy. – Jak tak teraz o tym myślę… to było strasznie dziecinne. Ale w sumie… całkiem zabawne. Zawsze miałyśmy nasze stałe ulubione miejsce… w samym rogu – stolik mieszczący akurat 5 osób. Jak zwykle zamówiłam dwie kulki moich ulubionych lodów o smaku mango. Tylko ja i Kaśka lubiłyśmy inny smak od reszty paczki. Sandra, Kinga i Natalia lubiły smak truskawkowy. A ona… lubiła smak waniliowy.

- Dobra dziewczyny. Niestety ja kończę mojego loda i uciekam… niestety dzisiaj przyjeżdża tato z trasy i mama prosiła mnie, żebym była.

Chyba Ci jeszcze nie wspominałam o ojcu Kingi, mało kto cokolwiek o nim wie… Ale pracuję on jako kierowca tira, rzadko bywa w domu. Cóż taka praca.

- Serio? Nie mogłaś wcześniej powiedzieć?

Sandra jak wiesz… nie należy do wyrozumiałych osób i lubi się często fochnąć o byle co…

- Przepraszam Was naprawdę.
- Spoko. Ja Cię tam rozumiem, przecież To nie Twoja winna. – Starałam się ją jakoś bronić.
- W takim razie ja też idę do domu… Natalia idziesz do mnie?
- Okey… ale…
- Nie gadaj tylko chodź.

Sandra tak miała niestety. Pociągła Natalię za rękę i tyle ją widziałyśmy.

- Kinga nie przejmuj się wiesz jaka ona jest. Idź do domu pozdrów od nas rodziców, my musimy tutaj jeszcze pogadać z Zośką.

Godzina ok. 13:00

Siedziałyśmy na naszej ulubionej ławce. Z tego wzglądu, że był to rząd… bardzo długi rząd ławek wzdłuż drogi, przy której zaraz płynęła rzeczka. Siedziałam po turecku na ławce… Jak zwykle.. wiesz jak bardzo lubię siedzieć w tej pozycji. Kaśka zaś siedziała obok na oparciu nogi trzymając na ławce… Oparłam się o jej nogi… i czułam jej skórę na swoim policzku. Była taka delikatna i aksamitna.

- Słuchaj Kaśka… widzę, że coś jest nie tak…

Nagle serce podeszło mi do gardła… JEZUS… ona chyba coś zauważyła!! CO ROBIĆ?!

- Wiesz, ze możesz mi zawsze powiedzieć o wszystkim. Ktoś cię skrzywdził przez wakacje… wydajesz się jakbyś potrzebowała bliskości, jakby Cię ktoś odrzucił.
- Eeeee… no bo widzisz… z resztą…
- NIE! Nie ma zresztą… powiedz o co chodzi bo Ci nie dam spokoju. Będę Cię nawiedzać, nawet po śmierci… nie będziesz mogła spać i co wtedy?! Zośka, znam Cię… i to nie od dzisiaj.
- Jest taka osoba. Która mi się podoba. Ale… nie to nie ma sensu. To by nie wyszło.
- Słuchaj zawsze coś można spróbować. Do odważnych świat należy. Co nie?
- Tak Ty zawsze byłaś… jesteś odważna. Nie to co ja. Ja jestem tchórzem. Nie umiem być taka odważna jak Ty… a uwierz mi, że chciałabym być taka… teraz…
- Haha! Daj spokój Zośka. Jesteś kochana taka jaka jesteś! To jest w Tobie urocze.
Mówiąc to klęknęła obok mnie i objęła moją twarz w dłonie… boże to było takie cudowne.
- No Ruda… nie maż się już… nie chcę, żebyś była smutna.
- Naprawdę tak uważasz, że jestem przez to urocza?
- No jasne, że tak… słuchaj nie zostawię Cię tak… dzwoń do mamy jedziesz do mnie na noc.

Uwierzysz w to?! Miałam jechać do niej na noc. CHOLERA… i to jeszcze wtedy kiedy nagle coś w stosunku do niej zaczęło się ze mną dziać… A nie mogłam jej odmówić… zawsze błagałam mamę przy niej, żebym mogła do niej jechać… a jeśli to się nie udawało… ona ją błagała i mama nigdy nie mogła nam odmówić.

- No dobrze. Kochana jesteś.
- No widzisz… porobimy coś głupiego.

Głupiego?! Głupie to jest to co ja robię… jak mogę się tak zachowywać przy niej! Normalnie to bym się cieszyła… wiesz o tym. Ale w tamtej chwili… to było trudne.

- Halo mamo. Nie nic się nie stało.. nie, nie płakałam. Słuchaj… mogę jechać do Kaśki na noc, tak dawno się nie widziałyśmy? ... Dobrze mamo, dziękuję. … Tak, ja Ciebie też Kocham.
- I co zgodziła się?
- Tak.
- Super. Tak dawno nie byłaś u mnie na noc. Akurat nie ma rodziców!

Godzina 18:30

Byłyśmy już u niej od kilku godzin. Przez ten czas pograłyśmy trochę w monopolly, zjadłyśmy pizzę… Niestety ból pleców po takim staniu dokuczał mi niemiłosiernie….

- Znowu Twoje plecy prawda? Bardzo bolą.
- No tak, wiesz jak to jest…
- No niestety nie. – Zaśmiała się. Ten jej uśmiech… – Ale rozumiem… może mogę Ci jakoś pomóc?

O Matko… zamarłam na chwilę… ale nie wiem jak to się stało… jakby mój język.. moje gardło…

- Noo… masaż mógłby mi chyba pomóc. Zawsze pomagał przynajmniej… eee wybacz to głupia propozycja.
- Haha. Przestań głuptasie. Przecież naturalnie mogę Ci zrobić masaż. Kładź się na łóżku.
- Ale…
- Bez ale Ty cykorze!

Trochę z lekkim oporem, położyłam się na brzuchu. Głowę odwróciłam na bok widziałam jak Kaśka rozkroczyła nogi i siadła mi na moich pośladka… To już było dla mnie za dużo… motyle w brzuchu szalały jak opętane… co gorsza… zaczęłam się podniecać… JEZUS! Dziewczyno co się z Tobą dzieję, opanuj się… to tylko masaż… nieee ja nie mogę tak o niej myśleć… przecież to chorę.
Jej krocze opierało się teraz o moje pośladki... co gorsza… przez same majtki… Zrobiłam się cała czerwona… Ale zaczęłam się odprężać, gdy Kaśka zaczęła masować moje plecy. Robiła to tak delikatnie… i z takim wyczuciem. O bólu już dawno zapomniałam… było mi tak przyjemnie… aż za bardzo jak na zwykły masaż… musiałam się powstrzymywać…

- Zośka, wiesz… że nie lubię naciskać na Ciebie. Ale naprawdę powiedz mi o co chodzi… widzę, że coś jest nie tak martwię się o Ciebie.
- Kaśka… to bardzo skomplikowane… Trudniejsze niż Ci się wydaję.
- Zośka jesteśmy jak siostry. Mnie możesz zawsze powiedzieć. Nigdy się nie odwrócę przeciwko Tobie! Kto Ci się podoba?
- Ta osoba jest po za moim zasięgiem… znaczy… w teoretycznym sensie. W praktyce jest bardzo blisko.
- Ummm. Czyli mam się tak jakby domyślać tak? Z jakiego to grona? Znam ją?
- Oj… bardzo dobrze ją znasz, jak nikt inny.
- O boże… Dawid?!
- Co?... NIEEEE! Jasne, że nie to przyjaciel.
- To cholera… nie wiem kogo mogę tak znać..” jak nikt inny.”

Nachyliła się nad moją głową. Boże jej usta były tak blisko…

- Powiedz mi… nikt nas nie usłyszy… możesz szeptać…
- Ty…

W tym momencie nie chciałam dać nic jej powiedzie… nawet nie wiem jak mi to przeszło przez gardło Głupia idiotko… co narobiłaś. Pocałowałam ją… to była chwila… odskoczyła ode mnie i zeszła z moich pośladków… Ja natychmiast zeszłam z łóżka… zaczęłam płakać i panikować…

- Boże Kaśka… przepraszam, j-j-jaa nie wiem co mnie napadło… p-p-prze…
- Zośka… nie wiem co powiedzieć… jestem w szoku.
- W-w-wiem przepraszam… naprawdę poniosło mnie… nie wiem co sobie wyobrażałam.
- Poczekaj uspokój się. Naprawdę… ja Ci się podobam?! Dlaczego… przecież zawsze byłyśmy przyjaciółkami…
- J-j-ja wiem.. nie wiem jak to się s-s-stało… to się zaczęło… na rozpoczęciu roku… jak Cię z-z-zobaczyłam.
- Boże… Zośka…

Płakałam… jak nigdy było mi tak głupio… siadłam na ziemi i płakałam… schowała twarz w dłonie… Nagle poczułam jej dłoń na swoim ramieniu… siadła przy mnie i mnie przytuliła… delikatnie odgarnęła włosy z mojej twarzy.

- Proszę Cię. Nie płacz…

Ten jej głos… ten dotyk… automatycznie sprawiał, że się otwierałam przed nią… nie chciałam mieć przed nią tajemnic… chciałam być po prostu jej… cała tylko dla niej.

- Dlaczego nie? Jestem idiotką… Zakochałam się w Tobie. I to tak na poważnie… a przecież nie możemy być razem… bo to nie możliwe… Ty nie możesz kochać mnie…
- Skąd ta pewność?

Nagle mnie ścięło… momentalnie przestałam płakać… Nie wiedziałam co powiedzieć…

- Alee…

Nic nie zdążyłam powiedzieć… to było cudowne… chciało mi się skakać ze szczęścia, a jednocześnie nie wiedziałam co robić… ona mnie pocałowała! Całowałyśmy się obie… jej dłonie odgarniały moje włosy z twarzy i głaskały po policzkach… jednocześnie przyciskała nimi moją twarz mocniej do swojej… to był niesamowity namiętny pocałunek… jej język… wtargnął do moich ust… nasze języki… one tańczyły ze sobą.. równo w rytm bicia naszych serc… Ale nagle to ustało…

- Poczekaj tu chwilkę, mój zapłakańcu… pójdę po chusteczki…

No tak zapomniałąm… że jeszcze przed chwilą płakałam… boże jaki wstyd… Co ona sobie o mnie pomyśli?! Przecież wyglądam okropnie… BOŻE! ONA MNIE POCAŁOWAŁA!!! Wróciła do pokoju z opakowaniem chusteczek, pomału wyciągając jedną z nich…

- Kaśka… dlaczego mnie pocałowałaś?

Zaczęła mi z taką czułością i troską wycierać buzię patrząc przy tym mi prosto w oczy…

- Zośka… nie wiem… po prostu… to była taka chwila…
- C-c-czyli Ty nic do mnie…?
- Tego nie powiedziałam.

Byłam totalnie zmieszana… nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć… tylko dwa słowa udało mi się wyszeptać…

- Kocham Cię…
- Ja Ciebie też…
- Ale to jest takie nie prawdziwe… Przecież do tej pory do mnie nic nie czułaś!
- A skąd wiesz… może nigdy tego nie zauważałaś… Ale czy miała jakiegoś chłopaka kiedyś? Uganiałam się za kimś?
- Nie…
- No właśnie, mój głuptasie.

To w jaki sposób do mnie mówiła… było cudowne… chciałabym, aby ta chwila trwała wiecznie… aby ten zachód się nigdy nie skończył… ale nadchodziła noc…

Godzina 00:00

Za oknem było już ciemno, w pokoju tliła się tylko nocna lampka… tak jakoś wyszło, że byłyśmy w samej bieliźnie… głaskałyśmy się… Ja Kasię głaskałam po ramieniu… Ona mnie po policzku… uśmiechałyśmy się do siebie, nasze ciała otulało tylko nie wielkie światło… Ona jest taka piękna… Jej włosy opadały na pościel jej poduszki… patrzyłyśmy sobie głęboko w oczy.

- Nie mogę w to uwierzyć… to jest jak jakaś bajka… naprawdę jesteś teraz moja…
- Głuptasie… jasne, że tak… cała.
- Cała?

Zaczęłam zsuwać jej ramiączko od stanika… uśmiechała się jeszcze bardziej…

- A Ty jesteś cała moja?
- Taaak…

Ktoś stojący w drzwiach mógłby dostać właśnie lecącym w tamtą stronę stanikiem Kaśki… Jej piersi były cudowne… chyba, w życiu nie widziałam czegoś piękniejszego… jej sutki nie były ani za duże, ani za małe… były w sam raz… miała na nich kilka uroczych pieprzyków… Masowałam je delikatnie dłonią i delikatnie, praktycznie tylko muskając jeździłam palcem po jej sutkach… kręciłam na nich kółeczka, rysowałam serduszka…

- Są piękne… Ty jesteś piękna…
- Chciałabym zobaczyć Twoje…
- Proszę… dobieraj się do nich. - Zaśmiałam się. - Są Twoje…

Mój stanik zaś, poleciał w stronę okna… uderzyły w szybę, zsunęły się po niej, odbiły od parapetu i wylądowały na fotelu… Teraz to ona pieściła moje piersi… z tym, że Kaśka jak już Ci wspominałam… zawsze była odważniejsza… gdy już podroczyła się z nimi swoimi dłońmi… dodała pieszczoty swoimi ustami… i cudownym językiem… Zaczęła je całować, fragment po fragmencie… Pocałowała każdy mój pieprzyk… i zaczęła całować moje stuki… moje krocze szalało… byłam niesamowicie mokra… brzuch również nie dawał o sobie zapomnieć… motylki szalały w moim biednym brzuszku… który zaraz potem dostał ukojenia od ust Kaśki… językiem rysowała na nim różne symbole… patrzyła mi przy tym w oczy…

- Jesteś taka cudowna… Kocham Cię…
- Wiem…
- A Ty mnie?
- A nie widać?

Jej dłonie błądziły po moim ciele… Nawet nie zdążyłam się zorientować, a już byłam cała naga… jej usta były wszędzie… pieściły każdy centymetr mojej skóry… Przyparła moje ręce do łóżka przekręciła się… i nagle siedziała na mnie w rozkroku… nachyliła się nad moimi ustami… i znowu ta chwila… ten moment… namiętny pocałunek… tym razem bardzo długi… całowałyśmy się bez opamiętania… przygryzałyśmy swoje usta… lizała mnie po szyi, a ja ją… moje dłonie powędrowały na jej uda… przez przypadek je rozerwałam… nie przejęła się tym… tylko znowu uroczo się roześmiała… już chciałam je rzucić gdzieś głęboko w kąt pokoju…

- Czekaj, czekaj… daj mi je…
- Co z nim…

Nie zdążyłam nic z siebie wydusić… Moje usta zostały zakneblowane, jej bielizną… to były doznania nie do opisania… czułam ich zapach… który mnie narkotyzował i sprawiał mi jeszcze większą przyjemność… Jej usta zaczęły schodzić co raz niżej… po szyi… piersiach… brzuszku… udach… zaczęła się ze mną bardzo droczyć… kręciła się wokół mojego krocza… a gdy tylko jej głowa przesuwała się, nad moim wzgórkiem… wypuszczała w niego mocno powietrze… strasznie mnie to podniecało… moje ciało wypełniała niepochamowana ekscytacja, pożądanie i rozkosz… połączona z bezradnością i niecierpliwością… Chyba zrozumiała przekaz moich odgłosów… które przerodziły się w głośne jęki… gdy tylko moje łono spotkało się z jej językiem… to jest nie do opisania… czułam czystą rozkosz… gdy jej język tańczył w rytm miłości na moim kroczu… ściskała dłońmi mocno moje uda…. Było mi co raz bliżej… wsunęła dłonie pod mój tyłeczek i uniosła go do góry, by jej język jeszcze mocniej dotknął mojej myszki… widziałam jak patrzy na mnie i rozkoszuje się tym jak mi dobrze… a ja zamknęłam oczy… i nagle zamarłam… moje ciało okrył przyjemne dreszcze… a całe uczucie przyjemności rozchodziło się od mojego łona do brzucha i z powrotem… Kaśka przytrzymywała moje ciało od moich niekontrolowanych odruchów… Gdy to się skończyło… Położyła się obok mnie… przytuliła mnie mocno i objęła nogą…

- B-b-było mi cudnownieee….
- Wiem… nie dało się nie usłyszeć…

Popatrzyłam na nią opierając swoją brodę na jej piersi… Nigdy jej nie widziałam takiej szczęśliwej.

- Od dawna mnie kochasz? Jesteś teraz taka szczęśliwa.
- Aż tak to po mnie widać? Widać znasz mnie lepiej, niż nawet ja sama siebie… Od dawna… bardzo jestem szczęśliwa… zwłaszcza po tym co tu zaszło… i że przyjechałaś… no i to dzięki Tobie…
- Raczej mojej głupocie…
- Głupocie? A żałujesz tego?
- Nie!! Nie żałuję… właśnie… ja też jestem bardzo szczęśliwa…
- Naprawdę? Bardzo?
- Bardziej się chyba nie da.
- Ale wiesz, ze nikomu na razie… nie możemy powiedzieć? Wiesz jakie poglądy ma Sandra, Kinga… a Natalia…
- Nie wiadomo…
- Właśnie…
- Wiem, że nie możemy… ale chcę być z Tobą!
- A ja z Tobą… ale teraz chodźmy spać, dobrze… jutro o 12 wracają moi rodzice... jutro pomyślimy co dalej…
- Dobrze…
- Ale jedno wiem na pewno…
- Co?
- Na następny raz… musisz mi się odwdzięczyć za tą przyjemność.

Po tych słowach uśmiechnęłyśmy się szczęśliwe do siebie i pocałowałyśmy się delikatnie śmiejąc się do siebie…

Czy możesz skomentować to opowiadanie :)

Ninuśdnia 2016-04-05 23:56:22.

Boże... To jest... Wspaniałe... Zwłaszcza podczas masturbacji, polecam :D

XXXdnia 2016-09-22 17:36:34.

"Moje szczupłe ciałko zasłaniała w ten dzień sukienka z niewielkim dekoltem zakrywająca ramiona do kolan" gdzie ty masz kolana na ramionach?

Prosimy o nie dodawanie w komentarzach danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Drogi pamiętniczku... wpis 1 września 2010 roku"

(pole wymagane)