Madzia i nauczyciel matematyki

Minął chyba miesiąc od domówki u Agnieszki, która była pod koniec wakacji. Madzia spotykała się z Tomkiem niemal codziennie. Coraz głębiej poznawała różne pozycje a trzeba przyznać, że jej chłopak był biegły w tym fachu. Wymyślali też coraz bardziej akrobatyczne pozycje jednak nadal najbardziej pasowała jej pozycja od tyłu, ponieważ czuła wtedy go najgłębiej. Po tych dniach kiedy się nie widzieli opowiadał jej o swoich licznych podbojach seksualnych. Były to najczęściej młodsze od niej dziewczynki często dosyć znacznie, dla których były to zawsze pierwsze razy. Chociaż uzgodnili, że seks to nie zdrada, to jednak Madzia czuła się zawsze po takich opowiadaniach nieswojo. Tak było dopóki sama nie oddała się innemu facetowi.
To było przeżycie. W końcu to przecież trzecia klasa gimnazjum. Za rok idzie do tego samego liceum co jest Tomek. Pierwsze lekcje i niespodzianka. Nie ma pani od matmy a jest ten młody pan, który jej się tak przyglądał na przerwach w zeszłym roku. Wtedy nie zwracała na to uwagi ale teraz bardzo. Mógł mieć jakieś 27 lat i nie miał obrączki a więc chyba nie żonaty. Nie był mocno wysoki, no trochę wyższy od Madzi ale za to był bardzo krępy. Długie ciemne włosy upięte miał z tyłu w kucyk. Do tego miał gęstą brodę, która doskonale tuszowała jego braki w urodzie. Dla dziewczyny zresztą nie to było ważne. Jej wzrok w czasie pierwszych lekcji zawsze głównie wędrował w kierunku jego krocza.
Przyszła pierwsza kartkówka z powtórki materiału o równaniach i Madzia przypląbiła. Spytała czy może poprawiać i pan Marek, bo tak miał na imię, zgodził się wyznaczając termin na wtorek po ostatniej lekcji. Wiedziała, że jest to matematyka. We wtorek znowu ryła całą szafę szukając stosownego ubioru. Wybrała jeansowe, krótkie spodenki i zawiązywaną pod stanikiem, kwiaciastą koszulę, zapinaną tylko na dwa guziczki. Na nogi założyła czerwone kolanówki i białe trampki. Pod spód znów tą samą czerwoną bieliznę. Spojrzała w lustro i uznała, że wygląda bardzo seksownie i może tak iść do szkoły.
- Och Madziu. Kogo chcesz dzisiaj uwieść? - spytała Majka.
- A to nie wiesz, że poprawia matmę u tego młodego belfra – Agnieszka nie dała jej dojść do słowa.
- No to facet już ma przejebane – Majka uśmiechnęła się szyderczo a Madzia zrobiła nadąsaną minkę.
Rozległ się głos dzwonka i dziewczyny pobiegły do klasy. Matematykę miały na 6 lekcji i to po niej Madzia miała poprawiać równania. Znowu całą lekcję nie mogła się skupić i co chwila zerkała na rozporek nauczyciela. Był w koszulce na krótki rękaw i obcisłych jeansach. Czasami Madzi wydawało się albo tak było naprawdę, że zerkał w jej kierunku. Wtedy spuszczała wzrok ale w jej brzuszku znowu pojawiły się te motylki, które miała podczas pierwszego i każdego następnego spotkania z Tomkiem. Lekcja dobiegała do końca a motyle w brzuszku Madzi narastały. Wreszcie dzwonek i wszyscy rozbiegli się dążąc do domów. Została tylko ona i ten nauczyciel. Madzia nie wiedziała co teraz będzie. Przecież nadal nie rozumie rozwiązywania równań.
- No więc chcesz poprawiać ostatni sprawdzian – z zadumy wyrwał ją miękki głos nauczyciela.
- Tak. Proszę pana – odpowiedziała cicho.
- No to proszę do tablicy i rozwiąż to równanie – Marek napisał równanie na tablicy.
- Kiedy ja… Kiedy ja… Nie za bardzo rozumiem ten dział matematyki – wydukała wreszcie.
- To jak chcesz poprawić sprawdzian? - spojrzał na nią zdziwiony – No dobrze jeszcze raz na tym przykładzie ci to wytłumaczę ale potem już musisz dać sobie radę sama – rozwiązał równanie, tłumacząc każdą czynność.
Madzia patrzyła na to co robił i w pewnym momencie wydało jej się, że wreszcie rozumie. Marek napisał nowe równanie podobne do tego co było i o dziwo patrząc na to jak on to robił dała radę je rozwiązać. Napisał nowe ale pojawiły się nawiasy i Madzia stanęła przed tablicą jak wryta.
- No słuchaj. Ja nie mam czasu na udzielanie ci korepetycji. To jeszcze ci pokażę ale potem jak nie będziesz umiała to poniesiesz karę. Rozwiązał równanie i napisał podobne. Jednak Madzia bardziej myślała o karze jaką poniesie i nie uważała jak robił zadanie nauczyciel.
- No to zgodnie z obietnicą należy ci się kara – Marek wziął długą linijkę i kazał oprzeć jej się udami i brzuchem o biurko a więc wystawić pupę.
Kiedy to zrobiła poczuła dwa dosyć mocne razy liniałem na pupę. Jęknęła głośno ale uznała, że kara jej się należała.
- Jak dalej nie będziesz uważać to następne razy dostaniesz na gołą pupę – nauczyciel przybrał groźną minę i znowu, tłumacząc, rozwiązał równanie. Zadał trzecie. Rozwiązywała jak umiała ale wynik wyszedł dziwny – jakiś duży ułamek.
- Zrobiłaś trzy błędy. Ściągaj te swoje spodenki i kładź się na ławkę – rozkazał - Te koronkowe majteczki też.
Wykonała jego polecenia i tym razem opadająca na jej pupę linijka wydała nieco inny odgłos a jej i tak zaczerwienione pośladki teraz przyjęły barwę całkowicie czerwoną. Znowu zapisał równanie.
- Nie podciągaj majtek i rozwiązuj – w oczach Madzi pojawiły się łzy. Rozwiązywała równanie ale zupełnie jej nie szło. Jednak zauważyła, że nauczyciel wcale nie patrzy na tablicę a raczej na jej dopiero nabierający krągłości tyłek.
- Teraz zrobiłaś więcej błędów. Kładź się na ławkę – ton jego głosu nie był już taki oschły ale nadal rozkazujący. Zauważyła, że odłożył linijkę i teraz na pupie poczuła jego dłoń. Już tak nie bolało a nawet stawało się jakby przyjemne. Razy były coraz słabsze a na koniec to już tylko głaskał jej pupę, co powodowało, że znowu pojawiły się motylki w brzuchu.
- Teraz takie równanie z ułamkami. Jak go nie rozwiążesz to dostaniesz lanie czymś czego się nie spodziewasz.
Nie zrobiła nic i znowu położyła się na ławce. Zanim poczuła pierwszy raz minęło kilka sekund. Uderzenie prawie nie bolało. Raczej domyśliła się niż rozpoznała, że nauczyciel uderza w jej pośladki sztywnym kutasem. W momencie gdy zdała sobie z tego sprawę motyle w jej brzuszku oszalały. Pomału obróciła głowę i zobaczyła, że nauczyciel jest całkiem goły.
- A jak ktoś wejdzie – szepnęła spieczonymi wargami.
- Zamknąłem drzwi - wyszeptał i znowu jego kutas klasnął o jej pośladek i to tak, że przesunął się i otarł o jej zaciśnięty odbycik.
Tego było Madzi za dużo. Wyprostowała się i szybko zdjęła bluzkę i stanik. Kucnęła przed nauczycielem i zaczęła branzlować obydwiema rączkami jego chuja. Był to kutas długości około 25 cm, znacznie grubszy od pały Tomka i do tego bardzo żylasty. Objęła ogromną żołądź ustami i szalała językiem po samym czubku. Marek stał w lekkim rozkroku, jego palce wplecione były w jej włosy i cicho dyszał, taką mu sprawiała ta smarkula przyjemność. A ona próbowała zmieścić w buzi całego kutasa lecz jego długość i grubość nie pozwalała jej na to. Przeleciała jej przez głowę ulotna myśl - „Może Aga by dała radę” i wtedy poczuła jak delikatnie ciągnie ją za włosy do góry. Lekko popchnął ją na biurko a gdy jej pupa i plecy poczuły zimny blat, nogi automatycznie rozkraczyły się i objęły go w pasie. Postanowił najpierw rozgrzać jej pizdę i kucnął liżąc jej uda, pachwinki i wreszcie poczuła jego język na perełce, która wyskoczyła z osłonki skórki a w piździe jeden, potem dwa a w końcu trzy palce, którymi zaczął ją jebać bardzo ostro.
- Nie mam gumki – wydyszał odrywając usta od jej pizdy i dodał – Jesteś taka pyszna.
- Biorę tabletki i gumka niepotrzebna – wydyszała podniecona i zaczęła przyciągać go stopami opartymi o mięsiste pośladki.
Objął kutasa dłonią i przyłożył odartym ze skórki łbem do jej szparki, napierając na nią coraz mocniej. Sztywny chuj matematyka był tak wielki, że jej szparka nie chciała go zmieścić i dopiero gdy bardzo szeroko rozrzuciła nogi a on nacisnął tak, że aż sapną. Gruba pała wdarła się w nią do połowy. Trochę ją zabolało ale nie tak jak za pierwszym razem i nie dała po sobie poznać. Zaczął cofać pupę i atakować z coraz większą siłą i tak po którymś razie poczuła jego biodra na swoich pachwinkach. Wtedy zaczął ją jebać jak szalony a Madzia coraz bardziej wchodziła w ten bardzo przez nią lubiany stan niesamowitej ekstazy orgazmu.
- Aaaaach… Taaaak…. Jeeeszczeeee… - piszczała, czując go bardzo głęboko w sobie.
- Och już dawno miałem ochotę cię wyruchać – sapał coraz głośniej ale nie przestawał w jebaniu.
Trwało to chyba z 15 minut a jej szczupłym ciałkiem dreszcz orgazmu targał kilkakrotnie. Wreszcie nauczyciel wyprężył się i wbił w nią chuja najgłębiej jak mógł. Czuła ogromną salwę spermy, która z ogromną mocą uderzyła w naciągnięte do granic możliwości dno pochwy jej pizdy. Wtedy przeżyła chyba jeden z najgwałtowniejszych orgazmów, graniczący niemal z utratą przytomności. Ledwo mięknący chuj zaczął z niej wychodzić a zerwała się z biurka i dopadła do niego ustami, ssąc resztę spermy i delektując się jej słodkim, jakby lekko bananowym smakiem. Uwielbiała ssać spermę. Tomek ją tego nauczył.
Spotykała się z Markiem bardzo często i od tego czasu z matematyki miała same piątki i szóstki.

C.D.N. jak będziecie chcieli.

Czy możesz skomentować to opowiadanie :)

jadnia 2019-02-16 10:23:19.

Będzie kolejna część? Madzia mogłaby też zabawiać się z jakimiś małolatami, jak Tomek.

Prosimy o nie dodawanie w komentarzach danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Madzia i nauczyciel matematyki"

(pole wymagane)

Dodał/a: Albastor w dniu 13-01-2019 - czytano 3973 razy.