Pokolenia VII. Wstęp do hipoterapii

Iza zabrała się do sprawy ze zwykłą dla niej starannością. Wynajęta przez nią znana w Warszawie instruktorka jazdy konnej i hipoterapeutka, która zagrała też w kilku filmach zoofilskich z końmi, zanim zostały w Polsce zakazane, fachowo objaśniała Nestorce fizjologię gatunku Equus caballus, czyli konia domowego. W jaki sposób powstaje i rozwija się jego erekcja, co sprzyja pobudzeniu ogiera, co on lubi, a czego nie wolno mu robić. Pokazała, o ile wydłuża się jego penis, dokąd wchodzi w pochwę klaczy, a dokąd może wejść w kobiecą. Objaśniła – bo sama to robiła – w jaki sposób kobieta może kopulować z koniem; jak powinien wyglądać mebel ustawiony pod jego brzuchem, na który trzeba się położyć i co powinna robić osoba asystująca, by akt z koniem był dla kobiety maksymalnie przyjemny i bezpieczny. -Jeśli wszystko dobrze pójdzie, doznania będą niebiańskie. Dobrze, że pani się na to zdecydowała.
-Leni Riefenstahl była chyba jeszcze starsza ode mnie, kiedy zaczęła się uczyć nurkować. A potem wydała dwa piękne albumy zdjęć podwodnych. Więc i ja może opiszę swoje jazdy, bo filmu, zdaje się, nakręcić nie wolno?
-Nie wolno – potwierdziła instruktorka. - Niedługo w tym kraju seks pozamałżeński będzie zakazany.
-Ja już na szczęście tego nie dożyję. Dlatego muszę się śpieszyć. Pojutrze chciałabym zrobić próbę generalną. Będzie mi pani asystować?
-Z największą przyjemnością.
-To mów mi Iza. Jestem pewna, że się zaprzyjaźnimy.
-Miło mi. Honorata.

Michalina tak się zarzekała, ze jej to nie interesuje, ale przyjechała jednak do stajni na Młocinach, w porze codziennego czyszczenia Bucefała. Zajmowała się tym z oddaniem Werka, która musiała przysiąc prababci, że nie dotknie jej ulubieńca TAM, dopóki Iza jako pierwsza nie otworzy nowego rozdziału w życiu seksualnym familii. Werka, przysięgając, dodała w myślach: „swoją cipką”, więc czuła się w pełni upoważniona do pieszczenia go TAM rękami i ustami. Spostrzegła, że koński narząd w pełnym wzwodzie rozpłaszcza się na końcu w coś na kształt wielkiej pieczarki o średnicy nie pozwalającej wziąć go do ust. Ale w odróżnieniu od pieczarki było to-to elastyczne, dawało się dłońmi zwinąć w znacznie węższą tulejkę, która już bez trudu wchodziła do buzi. Doznania były bajkowe, Męski członek, wychwalany w literaturze za jego delikatność, miękkość w dotyku i co tam jeszcze – jawi się sękatym, chropowatym kołkiem w porównaniu z powierzchnią końskiego penisa. Z tak subtelną, jedwabistą skórą Werka zetknęła się tylko raz: na brzuszkach nowo narodzonych kociąt, które jednak szybko dorosły i pokryły sierścią. A tamto TAM pozostanie kwintesencją miękkości.

Werka robiła teraz Bucefałowi regularnego loda, odkrywając, że jego przyrodzenie jest tak giętkie, elastyczne i daje się odwodzić na bok, co znakomicie ułatwia sprawę. Uświadomiła sobie, że robienie laski facetowi daje znacznie mniej przyjemności. Natomiast facet jest łatwy w obsłudze i przewidywalny: zawsze mniej więcej wiadomo, kiedy się spuści i jaką w związku z tym przyjąć orientację. A wytrysk konia był dla niej wielką niewiadomą. Widziała na filmie, jak bywa gwałtowny i że może być nawet niebezpieczny, bo tyle się tego wydobywa i z taką siłą.

Zgrzyt otwieranej bramy przerwał jej rozmyślania. Dziewczynka ledwo zdążyła wypuścić końską końcówkę z ust. -Babcia Michalina… Czy coś widziała? - przeleciało jej przez myśl.

Nowo przybyła spojrzała na wnuczkę, obeszła naokoło Bucefała, a na jej ustach błąkał się ironiczny uśmiech. -Nieźle się rozwinął. Czy on tak zawsze? - wskazała pod brzuch konia.
-Nie zauważyłam. Ja go tylko czyszczę – skłamała Werka.
-Nie zauważyłaś. No wiesz? Jakbyś nie była moją wnuczką. Na plaży zawsze umiałaś wypatrzeć największego kutasa, nawet jak miałaś siedem lat. Pamiętasz na plaży nudystów w Chorwacji? Biegałaś i wołałaś: babciu, patrz! A ten pan ma większego niż tatuś, a ten tak śmiesznie zadartego w górę – obie wybuchnęły śmiechem.
-To mówisz, że jest już czysty? - Michalina zdjęła kurtkę i ukucnęła pod Bucefałem. Końcówka jego końskiej dumy znajdowała się o centymetr od jej twarzy. Wystarczyło przekręcić lekko głowę, żeby…
-Nie bój się, patrz, teraz ja cię, babciu, czegoś nauczę – Werka przytrzymała głowę swojej antenatki i przesunęła lekko dłonią po końskim penisie. Ten momentalnie zwiększył swoją długość, akurat na tyle, by dotknąć ust Michaliny, -A teraz zobacz, trzeba zrobić o tak, dłonią, pomóc sobie drugą i już możesz go zmieścić do buzi. -Michalina przymknęła oczy i poddała się instrukcjom wnuczki. W ustach poczuła coś, co skojarzyło jej się z rajskim pokarmem z mitologicznego sadu Hesperyd. Tak, tak delikatna może być tylko ambrozja. Ale gdzie jest nektar? Przesuwała coraz mocniej dłonią po penisie ogiera, czując jego końcówkę na swoich migdałkach. Zapadła w jakiś ni półsen, ni letarg. Nie czuła, że jej wnuczka odpięła jej bluzkę i wpiła się w jej piersi, jak zawsze bez stanika – powód do dumy sześćdziesięciolatki. Nie czuła, kiedy wsunęła dłoń pod jej majtki. Czuła tylko w ustach TO, nieznane dotąd i niewyobrażalne. Delektowała się nim, przeżywała nirwanę. Ssała, chłonęła, przesuwała po TYM, niby po klawiaturze, opuszkami palców, najdelikatniej, jak umiała. Wydawało jej się, że jest na jakiejś rajskiej plaży, pod palmą, z szumem oceanu w tle. Oceanu, którego fale są coraz wyższe i wyższe... Nagle TO wybuchło niczym mleczny wulkan. Poczuła, jak fala białego tsunami wypełnia jej jamę ustną i wlewa się do jej gardła. Odwiodła głowę do tyłu i mleczna fala zalała jej dekolt, bluzkę, spodnie, buty, wszystko. Druga, odwrotna fala wystrzeliła z jej podbrzusza, jak zawsze, kiedy przeżywała orgazm Poczuła się jak rozbitek na morzu, ale przecież jej stopy, chociaż mokre, oparte są na jakimś lądzie. -To gdzie ja jestem? - pomyślała.

Stojąca obok Werka miała oczy jak spodki. Starała się zebrać myśli. „Jeeeeeeeeeeeeeee, to tak to wygląda? Obłęd. Można skonać i warto tak skonać”. Obserwowała z otwartymi ustami, jak kolejne fale końskiej spermy wylewają się na podłogę stajni i stała jak skamieniała, nie mogąc zrobić kroku ani gestu, chociaż rozum jej podpowiadał, że powinna uratować choć trochę tego skarbu, przyjmując go do swych ust.
-Babciu, wszystko dobrze? - zainteresowała się wreszcie mokrą Michaliną, usiłującą przejść do pionu. Wnuczka podała jej rękę, Starsza pani pokryła ją pocałunkami. -Dziękuję ci skarbie. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam i to dlatego, że byłaś nieposłuszna. Bądź taka całe życie.
-Ale Iza mnie zabije, jak się dowie.
-Przecież ty tylko czyściłaś konia.
-Fakt, Przecież myśmy tylko czyściły konia, babciu.
-Jakby co, to myśmy tylko czyściły konia – roześmiały się i przybiły sobie piątkę.

O przebiegu próby generalnej Izy z Bucefałem opowiedziała mi pokrótce Honorata, którą przypadkowo spotkałem przed domem Nestorki, kiedy przybywałem na kolejną niedzielną herbatkę o piętnastej. Bo z tego punktu swojego rozkładu jazdy nie zrezygnowała po zakupie Bucefała. Kiedy znalazłem kawałek miejsca przed domem Izy – dwoma kołami na asfalcie, dwoma na trawniku – zagadała do mnie kobieta, która parkowała obok i właśnie wyjeżdżała: - Niech pan przeparkuje, bo nieładnie tak niszczyć trawę. - Kobieta miała czterdzieści kilka lat, ostre rysy, była szczupła, wysportowana, z włosami w koński ogon – mój typ kobiet w tym wieku. Chętnie bym ją zaliczył. Przypominała trochę Barbarę, matkę mojej żony Ali.
-Przepraszam na pani ręce te ciałka zieleni, które przygniotłem swoimi kołami. Już odjeżdżam. Ale one odżyją, prawda?
-Na pewno. Siły natury zawsze zwyciężają.

Wyjechała ze swego miejsca, ja na nie wjechałem, ale ona, zamiast odjechać, zgasiła silnik i czekała, aż wysiądę z auta. - Zapali pan? - podsunęła mi paczkę mentolowych slimów o dziwacznej nazwie, najpewniej z przemytu. Spojrzałem na zegarek – do trzeciej zostało piętnaście minut. Zapaliliśmy. Zaczęła mnie intrygować ta kobieta. Najwyraźniej chce mnie poderwać.
-A ja pana znam – powiedziała nagle. -Pan ma na imię Marcin i jest spojrzała w niebo i zbierała myśli – mężem prawnuczki pani Izabeli (tu wymieniła nazwisko Nestorki) i jej kochankiem, prawda?

Nogi się pode mną ugięły. Udałem, że zakrztusiłem się papierosem.
-A, przepraszam, a pani? - tyle zdołałem wykrztusić,
-Jestem Honorata – wyciągnęła rękę, - Właśnie wracam od Izabeli, świeżo się zaprzyjaźniłyśmy, mamy sobie jeszcze wiele do powiedzenia, ale musiałam, wyjść, bo ona ma teraz randkę z tobą.

Spojrzałem na zegarek. Jeszcze dwanaście minut.
-A ty miałaś randkę z nią wcześniej?

Zaśmiała się. -Nie, my nie randkujemy, przynajmniej jak dotąd, ale kto wie. Jestem hipoterapeutką, przygotowuję ją do inicjacji Bucefała, pewno wiesz o co chodzi.
-Oczywiście. Może wiesz, kiedy to będzie?
-Nie. Ale dziś miałyśmy próbę generalną. Właśnie ją z niej odwiozłam.

Znów zegarek. Dziesięć minut.
-Opowiesz?
-To cudowna kobieta, Kocha ludzi, kocha naturę i zwierzęta to od razu czują. Zwłaszcza tak wrażliwe, jak konie. Ten ogier od razu potraktował ją jako swoją klacz. Najpierw pieściłyśmy go obie – Iza od razu pojęła w czym rzecz; potem położyła się pod niego na takim stelażu, który zmajstrowali moi chłopcy ze stadniny i przyjęła go od razu, na ćwierć metra w głąb. Mnie się to za pierwszym razem nie udało, ani nawet za drugim. I od razu wyczuła jego ruchy. To prawdziwa królowa zwierząt. Mogłaby łatwo okiełznać każde stworzenie, Bo to przecież bzdura, że zoofilia jest wynaturzeniem stworzonym przez przemysł pornograficzny. Ciągoty międzygatunkowe w świecie fauny są tak stare, jak świat, a ludzie współżyją ze zwierzętami od samego zarania ludzkości. Wystarczy iść do muzeum i obejrzeć prehistoryczne figurki i malowidła. Czytałam, że w przekazach historycznych, relacjach i wspomnieniach, czyli w dokumentach, odnotowano przypadki aktów seksualnych ludzi, kobiet i mężczyzn, z trzydziestoma ośmioma gatunkami zwierząt, od kury domowej po delfina.

Robiło się bardzo ciekawie, ale Iza czeka...Spojrzałem znów na zegarek. Pięć minut.
-Czy… spuścił jej się do środka? - spytałem.
-Oczywiście, zadbałam o to swoimi metodami.
-Dużo tego...było?
-Jakiś litr to jest zazwyczaj. Takiego wytrysku w sobie dotąd nie miała, bo i skąd. Pewno zasmakujesz zaraz jego resztki, które nadal ma w sobie. Bo organizm kobiety trzyma końską spermę, tak samo jak psią, dłużej niż ludzką. To fenomen, bo one nie służą przecież zapłodnieniu samicy gatunku Homo sapiens, ale może to dowodzić więzi pozagatunkowej, która bywa silniejsza od wewnątrzgatunkowej. Weź domowego psa albo kota. Co on ma wspólnego z innym przedstawicielem swego gatunku? Niewiele. Jego stado to rodzina dwunogów, jego dom to ich mieszkanie w blokach, a swoim zachowaniem naśladuje ludzi. Napisałam na ten temat doktorat z behawiorystki. Ale widzę, ze musisz już iść. A jakby co, to moja wizytówka. Podobasz mi się, Iza ma dobry gust. A ja uprawiam seks nie tylko z czworonogami... A gdybyś chciał poszerzyć swoje doznania, daj znać. Oprócz stadniny koni mam tez hodowlę golden retriverów. To cudowne pieski.

Zegarek. Dwie minuty. Nawet się nie pożegnaliśmy i pobiegłem do windy, obiecując sobie, że na pewno zadzwonię.

Czy możesz skomentować to opowiadanie :)

Rtgdnia 2019-07-02 13:52:17.

Pisz dalej. Może warto z Honoratą zapoznać również żonę Marcina, Marka, Barbarę i Werkę? Ale oczywiście decyzja należy do Autora.

Cojestdnia 2019-07-02 14:25:14.

Pojebane, weź się powieś czy coś

Rtgdnia 2019-07-02 19:49:49.

Jeśli kogoś bulwersują treści, to po co tutaj wchodzi?

xxxdnia 2019-07-02 20:49:52.

Pokolenie jest jedna najlepszych serii opowiadania erotycznych jakie czytałem . Mega dużo wszystkiego i perwersji to co lubie

Jebnij się...dnia 2019-07-02 23:27:51.

...chory człowieku.

Geologdnia 2019-07-12 09:13:38.

xxx chcesz dalej? To interweniuj u admina: tydzień temu wysłałem IX część z niespodziewanym zwrotem akcji i doopa. A mam już X. Pozdr

Prosimy o nie dodawanie w komentarzach danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Pokolenia VII. Wstęp do hipoterapii"

(pole wymagane)

Dodał/a: Geolog w dniu 2-07-2019 - czytano 2313 razy.
Słowa kluczowe:
incest tabu babcie nastolatki